REKLAMA

To koniec Call of Duty: Modern Warfare. Co dalej?

Call of Duty zamyka jedną ze swoich najważniejszych sag. I bardzo dobrze, bo niegdyś absolutnie topowa i bezkonkurencyjna seria dziś zaczyna przypominać autoparodię.

Call of Duty Modern Warfare koniec

Marki growe mają tendencję do zapadania w dwie skrajności. Jedne znikają, zanim na dobre zdążą rozwinąć skrzydła. Inne trwają tak długo, że zaczynają sprawiać wrażenie uwięzionych we własnym sukcesie. Call of Duty zdecydowanie należy do tej drugiej grupy. Trudno znaleźć drugą serię, która przez ponad dwie dekady tak skutecznie dominowałaby rynek strzelanek, jednocześnie nieustannie walcząc z zarzutami o wtórność. Teraz jednak pojawiły się sygnały, że Activision może zamykać jeden z najważniejszych rozdziałów w historii całej marki.

W materiałach promocyjnych nadchodzącego Call of Duty: Modern Warfare 4 pojawiło się określenie „epickie zakończenie”. W branży gier podobnych sformułowań używa się często, ale tym razem trudno przejść obok niego obojętnie. Mówimy przecież o serii, która po rebootcie z 2019 r. stała się fundamentem współczesnego Call of Duty. Jeżeli faktycznie mamy do czynienia z finałem historii rozpoczętej siedem lat temu to może to oznaczać znacznie więcej niż tylko zakończenie kolejnej fabularnej kampanii. I szczerze mówiąc, chyba najwyższy czas.

Czytaj też:

Modern Warfare miało być nowym początkiem. Stało się bezpieczną przystanią

Call of Duty: Modern Warfare 4

Gdy w 2019 r. Activision postanowiło zrestartować Modern Warfare, sytuacja wyglądała zupełnie inaczej niż dziś. Seria miała za sobą okres eksperymentów z futurystycznymi konfliktami, egzoszkieletami i kosmicznymi bitwami. Część graczy doceniała próby szukania nowych kierunków, ale równie liczna grupa uważała, że Call of Duty oddaliło się zbyt daleko od swoich korzeni.

Reboot był więc ruchem wyjątkowo rozsądnym. Twórcy wrócili do bardziej realistycznej estetyki, odświeżyli najbardziej rozpoznawalnych bohaterów i zbudowali świat, który jednocześnie czerpał z nostalgii oraz odpowiadał współczesnym oczekiwaniom graczy. Efekt okazał się imponujący. Modern Warfare szybko zostało uznane za jedną z najmocniejszych odsłon serii od wielu lat, a Activision dostało dokładnie to, czego potrzebowało: nowy początek oparty na starych fundamentach.

Problem zaczął się później. Sukces był tak duży, że firma coraz częściej korzystała z tego samego przepisu. Powracały te same twarze, podobne konflikty i znajome symbole. Z perspektywy biznesowej trudno się temu dziwić. Jeśli jakaś marka przynosi miliardy dolarów przychodów i niezmiennie znajduje się w grupie największych premier roku to pokusa dalszego eksploatowania jej potencjału jest ogromna. Z perspektywy odbiorcy sytuacja wygląda jednak nieco inaczej.

Call of Duty coraz bardziej przypomina hollywoodzką franczyzę

Wystarczy spojrzeć na ostatnie lata. Od premiery rebootu gracze otrzymali cztery odsłony Modern Warfare, trzy kolejne gry spod szyldu Black Ops oraz Vanguard. W praktyce współczesne Call of Duty niemal całkowicie obraca się wokół dwóch podserii, które od dawna stanowią jego najważniejsze filary.

Call of Duty: Modern Warfare 4

To trochę tak, jakby każde nowe widowisko Marvela opowiadało wyłącznie o tych samych kilku bohaterach. Oczywiście fani nadal przyszliby do kina a filmy dalej zarabiałyby fortunę. W pewnym momencie pojawiłoby się jednak pytanie, czy twórcy mają jeszcze coś nowego do powiedzenia.

W przypadku Call of Duty coraz częściej można odnieść wrażenie, że marka zaczęła funkcjonować właśnie w taki sposób. Każda kolejna część jest większa, droższa i bardziej spektakularna od poprzedniej, ale jednocześnie coraz trudniej uniknąć poczucia deja vu. Znów obserwujemy globalny konflikt. Znów pojawiają się znajomi bohaterowie. Znów stawką jest los świata. Mechanika działa, oprawa zachwyca, ale sama formuła od dawna przestała kogokolwiek zaskakiwać.

Paradoksalnie kiedyś Call of Duty było odważniejsze

Najciekawsze jest to, że wielu młodszych graczy może nawet nie pamiętać okresu, w którym Call of Duty regularnie eksperymentowało z nowymi pomysłami. Dzisiaj marka uchodzi za niezwykle zachowawczą, ale przez sporą część swojej historii taka nie była.

Activision pozwalało poszczególnym studiom na stosunkowo dużą swobodę. Efektem były produkcje bardzo różniące się od siebie stylistyką i założeniami. Raz otrzymywaliśmy bardziej klasyczne militarne widowisko, innym razem futurystyczną opowieść pełną zaawansowanych technologii. Powstały takie projekty jak Ghosts, Advanced Warfare czy Infinite Warfare. Nie wszystkie odniosły sukces porównywalny z Modern Warfare i Black Ops. Część spotkała się wręcz z krytyką fanów. Jednocześnie jednak każda z tych gier próbowała zbudować własną tożsamość.

Można wręcz postawić tezę, że największym problemem współczesnego Call of Duty nie jest zbyt wiele ryzyka, lecz jego brak. Activision przez ostatnie lata działało niezwykle ostrożnie, stawiając przede wszystkim na marki o największej rozpoznawalności. To strategia logiczna z punktu widzenia akcjonariuszy, ale niekoniecznie idealna z perspektywy graczy, którzy oczekują czegoś więcej niż kolejnych wariacji na temat dobrze znanych motywów.

Największy wróg Call of Duty nie nazywa się Battlefield

Przez lata rynek regularnie produkował kandydatów do roli „zabójcy Call of Duty”. Raz miał nim zostać Battlefield. Innym razem Medal of Honor. Później pojawiały się kolejne projekty próbujące odebrać Activision choćby część rynku. Historia pokazała jednak, że pokonanie Call of Duty z zewnątrz jest wyjątkowo trudne.

Call of Duty: Modern Warfare 4

Marka przetrwała praktycznie wszystkich swoich rywali. Przetrwała zmiany generacji konsol, wielkie transformacje rynku i momenty, w których społeczność otwarcie krytykowała kolejne odsłony. Nawet najbardziej kontrowersyjne premiery nie były w stanie znacząco zachwiać jej pozycją. Dlatego coraz częściej można dojść do wniosku, że największym zagrożeniem dla Call of Duty nie jest konkurencja. Największym zagrożeniem jest powtarzalność.

Historia branży pokazuje zresztą, że największe marki bardzo rzadko upadają z powodu działań konkurentów. Znacznie częściej przegrywają z własnym przywiązaniem do sprawdzonych schematów. Gdy twórcy zaczynają wierzyć, że dotychczasowy sukces gwarantuje przyszły sukces to zwykle pojawiają się problemy. Gracze potrafią wybaczyć nieudaną premierę. Znacznie gorzej znoszą poczucie, że od lat dostają to samo opakowane w nowy trailer.

Co będzie po Modern Warfare?

Według obecnych informacji za odsłonę planowaną na 2027 r. ma odpowiadać Sledgehammer Games, a wiele wskazuje na to, że studio może pracować nad zupełnie nową podserią. Byłby to jeden z największych zwrotów dla marki od bardzo dawna.

Równocześnie pojawiają się wypowiedzi sugerujące, że również zespół odpowiedzialny za Black Ops chciałby zająć się czymś nowym, zamiast po raz kolejny wracać do tej samej formuły. Activision może znaleźć się w sytuacji, której nie doświadczyło od lat. Zamiast kolejnych odsłon dwóch największych podmarek firma musiałaby przekonać graczy do zupełnie nowych pomysłów.

Brzmi ryzykownie? Oczywiście.

Ale właśnie takie ryzyko bywa źródłem największych sukcesów. Przecież pierwotne Modern Warfare również było kiedyś niepewnym eksperymentem. Black Ops także nie narodziło się jako gwarantowany hit. Każda wielka podseria Call of Duty była kiedyś czymś nowym.

Być może najlepsze, co może spotkać Modern Warfare, to własne zakończenie

Jeżeli rzeczywiście nadchodzi finał historii rozpoczętej w 2019 r. to nie należy patrzeć na niego jak na stratę. Wręcz przeciwnie. Dobra franczyza powinna wiedzieć, kiedy zejść ze sceny, przynajmniej na jakiś czas. Problem wielu współczesnych marek polega na tym, że próbują istnieć wiecznie, nawet gdy od dawna nie mają już niczego szczególnie interesującego do powiedzenia.

Modern Warfare nie zasługuje na taki los. Jeśli ma pozostać jedną z najważniejszych gałęzi Call of Duty to być może potrzebuje kilku lat odpoczynku i momentu, w którym gracze zaczną za nią tęsknić, zamiast traktować jej kolejne odsłony jako coroczną rutynę.

Maciej Gajewski
Redaktor

Redaktor Spider's Web - ekspert w tematykach Microsoftu i RTV. Lubi oglądać się zarówno za siebie – wspominając przełomowe dokonania w informatyce – jak i przed siebie, będąc nieustannie ciekawym tego, co będzie dalej. Jego zainteresowania to przede wszystkim software: UI/UX, algorytmy, uczenie maszynowe, chmura czy sztuczna inteligencja. Nic dziwnego, że jako specjalizację obrał sobie pilnowanie firmy Microsoft. Uwielbia też sztukę gier i kina, przez co wyrósł na pasjonata sprzętu RTV – a i o technologii wspomnianych gier i filmów ma wiele ciekawego do opowiedzenia. Jego pierwsza obecność w mediach dotyczyła muzyki – współtworzył Overkill.pl. Ciąg dalszy jego rozwoju dotyczył już tylko nowych technologii. Zanim dołączył do zespołu Spider’s Web przez lata współtworzył CHIP.pl i Magazyn CHIP.