Rosjanie pokazali broń, której nikt nie rozpoznaje. Żołnierze nazywają ją Iva
Rosyjscy żołnierze pokazali przenośny zestaw przeciwlotniczy nazwany Iva. Nie przypomina żadnych znanych rosyjskich konstrukcji.

Rosyjski żołnierz bierze na ramię długą wyrzutnię przeciwlotniczą, ustawia ją w pozycji bojowej i opowiada przed kamerą o wyposażeniu swojej grupy. Na pierwszy rzut oka nic szczególnego, bo takich zestawów w rosyjskiej armii nie brakuje. Tyle że ten konkretny nie wygląda jak żaden z dobrze znanych rosyjskich MANPADS.
Broń pojawiła się w materiale rosyjskiej telewizji z ćwiczeń mobilnej grupy ogniowej 51. Dywizji Obrony Powietrznej w obwodzie rostowskim. Żołnierze określili ją jako Iva. Problem w tym, że takiego zestawu nie znajdziemy w oficjalnym katalogu rosyjskiego uzbrojenia, a wygląd wyrzutni bardziej przypomina konstrukcje opracowane w Chinach i Iranie.
To z całą pewnością nie jest ani Igła-S, ani Verba
Rosja od lat wykorzystuje kilka generacji przenośnych przeciwlotniczych zestawów rakietowych. Najbardziej znane są rodziny Igła oraz nowsza 9K333 Verba. To broń obsługiwana przez pojedynczego żołnierza, przeznaczona do zwalczania nisko lecących samolotów, śmigłowców, pocisków manewrujących i dronów. Na Spider’s Web opisywaliśmy już dokładniej, jak działają MANPADS i jaką rolę pełnią podobne polskie Pioruny.
Iva wygląda jednak inaczej. Uwagę zwraca przede wszystkim przednia część wyrzutni oraz umieszczony pod tubą charakterystyczny prostokątny moduł. Nie pasuje to dobrze ani do Igły-S, ani do Verby.
Sama nazwa jest zresztą interesująca. Rosyjskie Iva oznacza wierzbę, natomiast nazwa Verba również odnosi się do wierzby. Może to być więc polowe określenie używane przez żołnierzy, celowa rosyjska nazwa nowej konstrukcji albo po prostu sposób na ukrycie prawdziwego pochodzenia systemu. Na razie nie ma dowodu pozwalającego rozstrzygnąć którąkolwiek z tych możliwości.
Najbardziej to przypomina broń z Chin albo z Iranu
Po pojawieniu się nagrania rozpoczęło się porównywanie detali wyrzutni z istniejącymi systemami. Najczęściej wskazywane są chińskie QW-18A i QW-19 oraz irański Misagh-3.
Nie jest to przypadkowy zestaw nazw. Irańska rodzina Misagh sama wywodzi się z chińskich konstrukcji i przez lata była rozwijana na podstawie rozwiązań z rodziny QW. Dlatego rozróżnienie pomiędzy późnym chińskim wariantem a jego irańskim krewniakiem tylko na podstawie kilku kadrów z telewizji jest bardzo trudne.
Szczególnie ciekawy jest QW-19. Według amerykańskiej bazy ODIN to chiński MANPADS wyposażony w cyfrową, dwupasmową głowicę obrazującą w podczerwieni. Ma być odporniejszy na zakłócenia i flary niż starsze konstrukcje. Jego deklarowany zasięg wynosi około 6 km, a pułap zwalczanych celów około 4 km.
QW-18 korzysta natomiast z dwupasmowej pasywnej głowicy podczerwieni, która może śledzić nie tylko gorące spaliny silnika, ale również różnice temperatur na powierzchni samego celu. Takie rozwiązanie zwiększa możliwości przeciwko obiektom lecącym nisko, w tym pociskom manewrującym.
Nie wiadomo jednak, czy rosyjska Iva ma dokładnie takie parametry. Do momentu pojawienia się lepszych zdjęć, oznaczeń producenta albo szczątków pocisku można mówić wyłącznie o podobieństwie konstrukcji.
Iran właśnie kupuje setki chińskich zestawów
Podejrzenia o chińskie lub irańskie ma sens. Jeszcze latem Reuters ujawnił, że Iran przygotowywał zakup od 300 do 400 chińskich przenośnych zestawów przeciwlotniczych za 60-70 mln dol. W potwierdzonym kontrakcie miały znaleźć się QW-12 i FN-16, ale źródła związane z europejskimi służbami bezpieczeństwa mówiły również o rozmowach dotyczących QW-18 i QW-19. Chiny oficjalnie zaprzeczały informacjom o dostawach.
Nie ma obecnie żadnego dowodu, że zestaw pokazany w Rosji pochodzi właśnie z tej partii albo że przeszedł drogę Chiny - Iran - Rosja. Taki scenariusz pozostaje jedynie jedną z hipotez.
Istnieje jeszcze inna możliwość. Rosyjski przemysł mógł po prostu rozpocząć produkcję własnej wersji zagranicznego projektu albo dostać technologię pozwalającą składać taki system na miejscu. To również nie byłoby czymś bezprecedensowym. Rosja produkuje przecież u siebie rozwiniętą wersję irańskiego Shaheda-136, znaną jako Gierań-2.
Małe rakiety stały się Rosjanom bardzo potrzebne
Miejsce, w którym zauważono Ivę, też jest ważne. 51. Dywizja Obrony Powietrznej odpowiada za ochronę obszaru znajdującego się bezpośrednio przy Ukrainie. Mobilne grupy ogniowe stają się dla Rosjan coraz ważniejsze, ponieważ ukraińskie drony regularnie docierają setki kilometrów w głąb kraju.
Dużych zestawów S-300 czy S-400 nie da się ustawić przy każdym magazynie, lotnisku, rafinerii i obiekcie wojskowym. Do tego odpalanie dużego pocisku przeciwko stosunkowo taniemu dronowi jest po prostu kosztowne.
Przeczytaj także:
MANPADS wypełnia najniższą warstwę obrony. Kilku żołnierzy może przemieszczać się lekkim samochodem, rozstawić się w pobliżu chronionego obiektu i próbować przechwycić cel na ostatnich kilometrach jego lotu. W takim środowisku dodatkowe setki przenośnych pocisków są bardzo wartościowe niezależnie od tego, czy napisano na nich Verba, QW czy Misagh.
*Źródło zdjęcia wprowadzającego: Rossija 1 / The Dead District, X
Redaktor Spider's Web specjalizujący się w tematyce naukowej. O nowych technologiach zaczął pisać w 2012 r. na łamach portalu Telix. Później współtworzył treści dla Komputer Świata i PCLabu. Epizod dziennikarski zaliczył także w lokalnej gazecie i w dziale blogowym SpeedTest. Współzałożyciel agencji BlueCopy, zajmującej się copywritingiem i poligrafią. Przez pewien czas właściciel firmy transportowej. Prywatnie fan starych polskich oper mydlanych (oglądanych obowiązkowo z konkubiną), dumny opiekun kotki brytyjskiej i pasjonat-amator druku 3D.