Niby tanio jak nigdy, przy kasie szok. Sklepy robią nas w balona na promocjach
Tylko na pozór nadeszły najlepsze czasy dla kupujących - promocje i obniżki rzucają się w oczy, ale dostęp do nich bywa skomplikowany.

Odpalam sklepową aplikację. Wystarczy jeden przycisk, żeby masło kosztowało mnie 1,99 zł, a karton mleka niecałą złotówkę. Mogę zgarnąć dwie figi gratis, jedną puszkę napoju i tańsze pomidory. Strona internetowa innej sieci wita mnie wielkim banerem informującym o serze za złotówkę. Kolejne krzyczą o kartonie mleka za 1,49 zł, kawie i czekoladzie gratis.
Haczyk? Więcej niż jeden. Pierwszy: trzeba być w programie lojalnościowym sklepu i przy zakupach zeskanować aplikację lub kartę. Drugi i wcale nie mniej ważny: w przypadku wielu produktów promocja obowiązuje dopiero wtedy, jeśli bierze się kilka sztuk. Czyli w sumie 6 kartonów mleka, dwie figi, trzy sztuki masła.
W oczy rzucają się promocje i można odnieść wrażenie, że nigdy nie było tak tanio. Wszystko jest na wyprzedaży. Ale to pierwsze wrażenie. I bardzo mylne. Dopiero przyglądając się dostrzeżemy, że rzeczywiście pieczywo jest tańsze, ale tylko w określonych godzinach i przy zakupie kilku bułek.
Takie haczyki są z nami od lat i niby wszyscy zdążyliśmy się do nich przyzwyczaić. "Promocje muszą być jasne i zrozumiałe, bez piętrzących się warunków i wyłączeń" - mówił prezes UOKiK Tomasz Chróstny, uczulając działające na polskim rynku dyskonty. W praktyce nie zawsze tak bywa.
Z raportu Raport UCE Research, Hiper-Com Poland i Grupy Blix, o którym pisze serwis dlahandlu.pl, wynikało, że tylko w pierwszym półroczu 2026 r. w gazetkach reklamowych sklepów ukazało się prawie 43 tys. więcej promocji niż w analogicznym okresie 2025 r. To wzrost o 6,9 proc.
Odczuliście to? Jeśli nie, to nic dziwnego
- Nie można postawić znaku równości między wzrostem liczby promocji o 6,9 proc. a zwiększeniem korzyści dla konsumenta - zauważała Julita Pryzmont z Hiper-Com Poland.
Możemy mieć sytuację, w której promocji statystycznie przybywa, ale są one bardziej selektywne i warunkowe. Coraz częściej są bowiem powiązane z zakupem kilku sztuk, posiadaniem aplikacji lub karty lojalnościowej albo obowiązują tylko przez bardzo krótki czas - wyjaśnia.
Dochodzi do sytuacji, że czasami celowo godzę się z tym, że jakaś promocja mi przepadnie, bo po prostu nie mam czasu lub ochoty wertować aplikacji w celu wyszukiwania oferty. W przypadku większych zakupów nie odpuszczam, bo różnica może być duża, co wykazał nasz test sklepowych aplikacji. Przy mniejszych macham ręką, choć oznacza to, że nie odblokuje się kolejna oferta.
Można dywagować, czy rzeczywiście oszczędzamy, jeśli kupujemy rzeczy na zapas - bo oferta dotyczy kilku sztuk. Teoretycznie się nie zmarnują i prędzej czy później po nie sięgniemy, ale nie brakuje takich produktów, których po prostu nie zdążymy wykorzystać. Albo nie potrzebujemy ich aż tylu. Szkoda nie wziąć dodatkowego opakowania półkilogramowych pomidorów, skoro jest za darmo, jeśli bierzemy już jedno. Tyle że wykorzystać je później nie jest tak łatwo.
O tym, że dostęp do promocji nie jest banalny, wykazała analiza portalu tanikoszyk.pl. W sierpniu aż 47 proc. ofert miało warunek: "kartę sieci, aplikację, zakup kilku sztuk, limit dzienny albo kupon".
Przy warzywach sieci po prostu obniżają cenę. Przy produktach przetworzonych i markowych obniżkę wiążą z warunkiem: kartą, zakupem kilku sztuk, limitem. Tak wygląda to w zebranych przez nas gazetkach - podkreślili autorzy opracowania.
Jak zwracał uwagę Marcin Lenkiewicz z Grupy Blix, dyskonty zwiększają liczbę komunikowanych promocji, ale niekoniecznie skalę przecen. Co za tym idzie, "sieci coraz częściej odchodzą od długich, szerokich akcji na rzecz większej liczby krótkich, precyzyjnie targetowanych promocji". Efekt jest taki, że częściej trzeba odwiedzać sklepy albo odpalać aplikację. A wtedy zobaczymy, że taniej jest coś, czego wprawdzie nie planowaliśmy kupić, ale żal nie skorzystać, jeśli komunikat informuje, że drugi produkt jest "- 70 proc." lub nawet gratis.
Promocji niby jest więcej, co powinno nas cieszyć. W efekcie staliśmy się zakładnikami sklepów - polujemy na okazję, poświęcając swój czas i uwagę. Coś za coś?
Zdjęcie główne: aileenchik / Shutterstock
W Spider’s Web od kwietnia 2021 zajmuje się tematami związanymi z ekologią, przyrodą, ochroną środowiska, architekturą, miastami przyszłości, transportem publicznym z pociągami na czele i, rzecz jasna, wpływem technologii na nasze zwykłe życie. Zaczynał od pisania o grach – przede wszystkim w serwisie gamezilla.pl, z przerwą na gram.pl. Następnie zajął się opisywaniem technologii, robiąc to w takich portalach jak next.gazeta.pl, a potem serwisach technologicznych grupy WP (tech.wp.pl, dobreprogramy.pl, gadżetomania.pl – będąc redaktorem prowadzącym – czy polygamia.pl). Prywatnie fan Morrisseya, morza, bloków z wielkiej płyty i dziwnych budynków, o których zdarza mu się zresztą pisać.