REKLAMA

Odstawienie telefonu zamienia się w kult produktywności. To bardzo ryzykowne 

Można wpaść w niemałe kompleksy obserwując rady nt. tego, jak korzystać mniej z telefonów komórkowych. 

telefon

Widziałem już kilka takich filmików-poradników. Autorzy i autorki dzielą się własnymi doświadczeniami i sposobami na to, aby nie chwytać za telefon, kiedy nie ma takiej potrzeby. Istnieje ryzyko, że tylko sprawdzając powiadomienie wyląduje się na Instagramie i TikToku, a przez to zmarnuje się sporo czasu, po prostu przeglądając kolejne filmiki. Wiecie, jak jest. Z tej pułapki bardzo trudno się wydostać. Bardzo, bardzo, bardzo trudno.

Twórcy takich materiałów sugerują więc, by w takich momentach zająć się szydełkowaniem, rozwiązywaniem krzyżówek, czytaniem książek, pisaniem dziennika. W ostateczności może to być jakaś mądra aplikacja, która pozwoli dowiedzieć się czegoś o świecie.

Mój jeden internetowy znajomy ma nawet listę rzeczy, którą robi, gdy najdzie go ochota na sprawdzenie mediów społecznościowych. Realizuje wtedy jeden z podpunktów i dzięki temu robi coś pożytecznego. 

Te wszystkie porady są dobre i wartościowe. Sam chciałbym z nich korzystać. Jednak mimo to uderzyło mnie, że sposobem na walkę z uzależnieniem od telefonu i mediów społecznościowych jest produktywność. W niektórych przypadkach wręcz ultra-produktywność. 

Żeby nie było wątpliwości - to są naprawdę interesujące i inspirujące rzeczy. Świat na pewno byłby lepszym miejscem, gdyby zamiast tracić czas na dyskusje w sieci przeczytałoby się dziesięć stron poezji.

Problem w tym, że czasami nie ma się siły na bycie produktywnym

Jest się zbyt zmęczonym na dzierganie, malowanie czy notowanie. 

W czasach, kiedy tracenie czasu jest powszechnie potępiane i uznawane za najgorsze z możliwych marnotrawstw, Jenny Odell zachęca, aby swoją uwagę skierować na świat rzeczywisty - pełen różnorodności i inspiracji. Przekonuje, że tylko zmniejszając lawinę wymagań i rozpraszaczy, możesz dostrzec jego prawdziwe piękno, a także problemy i realne rozwiązania - mogliśmy przeczytać w opisie bardzo ciekawej książki "Jak robić nic? Manifest przeciw kultowi produktywności".

Paradoks polega na tym, że szukając sposobów na niechwytanie za telefon ściągamy na siebie nową lawinę wymagań. Nieco inną, bo w teorii bardziej pożyteczną, pozwalającą nam skupić się na tu i teraz, skoncentrowanej na nas. Nie są to może rozpraszacze, ale są to jednak rzeczy, które każą nam produktywniej wykorzystywać swój czas. To ciągle ta sama opowieść: o rozwoju, tworzeniu lepszej wersji siebie. 

Nie zniechęcam nikogo do rezygnacji z krzyżówek, dziergania czy zapełniania stron w dzienniku. Chciałbym jednak w dyskusji o rezygnacji z toksycznych mediów społecznościowych więcej miejsca poświęcić np. nic nierobieniu. To też będzie w porządku, jeśli zamiast przewijania palcem po TikToku po prostu poleżysz, pospacerujesz albo nacieszysz się chwilą. 

Nie trzeba od razu rzucać się w wir zadań i pasji, które sprawią, że lepiej spożytkujemy czas. Jasne, warto to robić. Ale warto mieć też miejsce na słodkie lenistwo, chwile bezproduktywności. 

Bo właśnie ta toksyczna produktywność jest źródłem wielu współczesnych problemów: tego, że ciągle trzeba być w gotowości, rozwijać się, analizować swoją pracę i ciało. Reagując na bolączki współczesnego świata nie powinniśmy zastępować ich czynnościami, które także mogą łatwo wywołać w nas poczucie winy. 

A skoro ja, entuzjasta dnia bez telefonu, gorący zwolennik rezygnacji ze smartfonów w pubach i kawiarniach, mam wrażenie, że sposobami na rezygnację z urządzeń łatwo być przytłoczonym, to ta presja może źle się skończyć. I skutek będzie odwrotny od zamierzonego: jeszcze więcej czasu spędzi się przed ekranem wiedząc, że i tak nie podoła się alternatywie.

Adam Bednarek
Redaktor

W Spider’s Web od kwietnia 2021 zajmuje się tematami związanymi z ekologią, przyrodą, ochroną środowiska, architekturą, miastami przyszłości, transportem publicznym z pociągami na czele i, rzecz jasna, wpływem technologii na nasze zwykłe życie. Zaczynał od pisania o grach – przede wszystkim w serwisie gamezilla.pl, z przerwą na gram.pl. Następnie zajął się opisywaniem technologii, robiąc to w takich portalach jak next.gazeta.pl, a potem serwisach technologicznych grupy WP (tech.wp.pl, dobreprogramy.pl, gadżetomania.pl – będąc redaktorem prowadzącym – czy polygamia.pl). Prywatnie fan Morrisseya, morza, bloków z wielkiej płyty i dziwnych budynków, o których zdarza mu się zresztą pisać.