Jak zmienić wideo Full HD w 4K? Windows właśnie się tego nauczył
Microsoft dorzuca do Windowsa funkcję, za którą jeszcze niedawno trzeba było płacić. Clipchamp nauczył się poprawiać filmy do 4K.

Jeszcze kilka lat temu „upscaling wideo wspierany przez AI” był hasłem zarezerwowanym dla drogich programów do montażu, wyspecjalizowanych usług w chmurze albo entuzjastów, którzy potrafili godzinami walczyć z ustawieniami Topaz Video AI. Tymczasem Microsoft konsekwentnie próbuje zamienić Clipchampa z prostego edytora dla początkujących w narzędzie wyposażone w coraz bardziej zaawansowane funkcje. Najnowszym dodatkiem jest Video Super Resolution, czyli AI-owy mechanizm poprawiania jakości nagrań, który potrafi podnieść rozdzielczość materiału nawet do 4K.
Brzmi ambitnie. Zwłaszcza że Microsoft nie sprzedaje tego jako usługę abonamentową działającą na serwerach firmy, lecz jako funkcję wykonywaną lokalnie na komputerze użytkownika. A to już robi się naprawdę ciekawe.
Czytaj też:
Stare filmy, stare problemy
Każdy, kto choć trochę interesuje się elektroniką użytkową, ma gdzieś na dysku cyfrowe relikty przeszłości. Nagrania z pierwszych smartfonów, stare filmiki z wakacji, archiwalne materiały z kamer internetowych, klipy przesłane przez komunikatory, które po kilku kompresjach wyglądają jak wspomnienie obrazu, a nie obraz sam w sobie.
To właśnie dla takich zastosowań powstała nowa funkcja Clipchampa. Microsoft twierdzi, że Video Super Resolution wykorzystuje model AI do generowania dodatkowych szczegółów wizualnych i tworzenia materiału w wyższej rozdzielczości, dzięki czemu wideo ma wyglądać ostrzej i czyściej. Możliwe jest podniesienie jakości do 480p, 720p, 1080p lub nawet 4K, przy czym aplikacja pokazuje wyłącznie opcje wyższe od rozdzielczości źródłowej.

Microsoft wskazuje między innymi na stare nagrania z telefonów, materiały z kamerek internetowych oraz filmy mocno skompresowane przez komunikatory. Trudno się z tym nie zgodzić. To właśnie takie materiały najczęściej cierpią na brak szczegółów, zbyt agresywną kompresję i niską rozdzielczość.
Nie mylmy upscalingu z magią
Jest jednak jeden szczegół, o którym Microsoft uczciwie wspomina, a który warto szczególnie podkreślić. Upscaling nie przywraca informacji, których kamera nigdy nie zarejestrowała. To kluczowa różnica pomiędzy marketingiem a rzeczywistością. Jeśli ktoś ma rozmazane wideo 480p nagrane ziemniakiem sprzed piętnastu lat to nie otrzyma nagle materiału wyglądającego jak profesjonalne nagranie z nowoczesnego telefonu. Algorytm jedynie szacuje, jak mogłyby wyglądać dodatkowe szczegóły.
W najlepszym przypadku obraz staje się przyjemniejszy dla oka. W najgorszym AI zaczyna „zgadywać” i tworzyć artefakty. Microsoft otwarcie ostrzega, że w niektórych sytuacjach mogą pojawić się zniekształcenia twarzy lub innych elementów kadru. Z tego powodu firma zaleca, by nie wykorzystywać tej technologii do materiałów dowodowych, weryfikacji tożsamości czy obrazowania medycznego.
Najciekawsze jest jednak coś innego
Nowości tego typu pojawiają się dziś regularnie. Dużo ciekawsze od samego faktu istnienia AI-owego upscalera jest to, gdzie odbywa się całe przetwarzanie. Microsoft podkreśla, że materiał nie musi być wysyłany do chmury. Wszystkie obliczenia wykonywane są lokalnie na komputerze użytkownika.
To wpisuje się w coraz wyraźniejszy trend widoczny w świecie Windowsa. W ostatnich dwóch latach producenci komputerów oraz sam Microsoft intensywnie promują lokalne modele AI uruchamiane bezpośrednio na urządzeniu. Powód jest prosty: niższe koszty działania, większa prywatność i brak konieczności przesyłania potencjalnie wrażliwych materiałów na zewnętrzne serwery.
Video Super Resolution może korzystać z klasycznego procesora CPU na wspieranych komputerach lub z jednostki NPU obecnej w komputerach Copilot+. Obsługiwane mają być platformy AMD, Intela i Qualcomma.
To kolejny przykład pokazujący, że NPU zaczyna dostawać realne zastosowania wykraczające poza prezentacje marketingowe. Oczywiście nie oznacza to, że zwykły komputer bez NPU nie poradzi sobie z zadaniem. Po prostu wyspecjalizowany układ może wykonać je szybciej i przy niższym zużyciu energii.
Clipchamp powoli wyrasta z łatki „tego darmowego edytora”
Kiedy Microsoft kilka lat temu przejął Clipchampa to wielu użytkowników traktowało go jako ciekawostkę. Dziś sytuacja wygląda trochę inaczej. Program jest domyślnie obecny w Windowsie 11 i regularnie otrzymuje nowe funkcje oparte na AI. W ostatnich miesiącach Microsoft rozwijał między innymi automatyczne narzędzia montażowe, generowanie głosów czy funkcje ułatwiające szybką produkcję materiałów do mediów społecznościowych.
Nowy upscaler wpisuje się w ten sam kierunek. Zamiast próbować rywalizować z Adobe Premiere Pro czy DaVinci Resolve Clipchamp ma być narzędziem, które potrafi rozwiązać konkretne problemy zwykłego użytkownika bez konieczności instalowania dodatkowego oprogramowania.
I trzeba przyznać, że poprawienie jakości starego nagrania przed wrzuceniem go na TikToka, Instagrama czy YouTube'a jest problemem znacznie bardziej powszechnym niż profesjonalna korekcja kolorystyczna.
Czy warto się ekscytować?
Z umiarkowaniem.Sam fakt pojawienia się AI-owego upscalingu nie jest rewolucją. Takie rozwiązania istnieją od dawna i wiele z nich oferuje bardziej zaawansowane możliwości niż to, co trafia właśnie do Clipchampa.
Istotne jest jednak co innego. Microsoft sprawia, że funkcja, która jeszcze niedawno była domeną specjalistycznych aplikacji, staje się elementem domyślnego wyposażenia Windowsa. Jeśli jakość działania okaże się przyzwoita to miliony użytkowników dostaną narzędzie pozwalające poprawić stare nagrania bez instalowania dodatkowych programów i bez przesyłania danych do chmury.
Nie zmieni to kiepskiego filmu w arcydzieło. Ale może sprawić, że archiwalny materiał z 2012 r. przestanie wyglądać tak, jakby był odtwarzany przez szybę pokrytą wazeliną. A to już całkiem praktyczna korzyść.
*Ilustracja otwierająca wygenerowana za pomocą AI
Redaktor Spider's Web - ekspert w tematykach Microsoftu i RTV. Lubi oglądać się zarówno za siebie – wspominając przełomowe dokonania w informatyce – jak i przed siebie, będąc nieustannie ciekawym tego, co będzie dalej. Jego zainteresowania to przede wszystkim software: UI/UX, algorytmy, uczenie maszynowe, chmura czy sztuczna inteligencja. Nic dziwnego, że jako specjalizację obrał sobie pilnowanie firmy Microsoft. Uwielbia też sztukę gier i kina, przez co wyrósł na pasjonata sprzętu RTV – a i o technologii wspomnianych gier i filmów ma wiele ciekawego do opowiedzenia. Jego pierwsza obecność w mediach dotyczyła muzyki – współtworzył Overkill.pl. Ciąg dalszy jego rozwoju dotyczył już tylko nowych technologii. Zanim dołączył do zespołu Spider’s Web przez lata współtworzył CHIP.pl i Magazyn CHIP.