Legenda F-16 i F-15 w rękach startupu. Gigant zrobił coś niesamowitego
Pratt & Whitney po raz pierwszy pozwolił innej amerykańskiej firmie produkować F100. USAF spodziewa się zapotrzebowania ponad 180 silników rocznie.

Silnik, który od ponad pół wieku napędza amerykańskie myśliwce, będzie produkowała firma założona zaledwie 8 lat temu. Pratt & Whitney udzielił Hermeusowi licencji na wytwarzanie F100-PW-229 – jednostki używanej w F-15 i F-16, w tym w polskich Jastrzębiach. To nie jest jednak outsourcing kilku części. Startup ma stać się drugim amerykańskim źródłem kompletnych silników w momencie, gdy USAF ostrzega, że obecny przemysł może nie nadążyć za zamówieniami.
Pratt zrobił coś, czego wcześniej w USA nie robił
Pratt & Whitney podpisał z Hermeusem Production License Agreement, czyli umowę dającą młodej firmie prawo do produkcji kompletnego F100-PW-229. Jest to pierwsza taka licencja udzielona przez Pratta innej amerykańskiej firmie. Hermeus nie kupił więc projektu i nie stworzy własnej kopii silnika. Będzie produkował F100 według dokumentacji i standardów Pratt & Whitney, pozostając dodatkowym źródłem dostaw.
Producent F100 nie pozbywa się więc programu, lecz próbuje poszerzyć jego zaplecze przemysłowe. Hermeus ma dołożyć kolejną linię zdolną budować silniki wtedy, gdy zapotrzebowanie zaczyna rosnąć szybciej niż możliwości obecnego łańcucha dostaw. A Amerykanie sami przyznają, że zaczyna robić się ciasno.
W sierpniu US Air Force opublikowały zapytanie do przemysłu dotyczące przyszłej produkcji silników dla F-15EX i F-16. Dokument zdecydowanie nie owijał problemu w bawełnę. Obecna baza przemysłowa zmaga się z opóźnieniami produkcyjnymi, problemami z kontrolą jakości, znikającymi dostawcami oraz niedoborami materiałów i części. Jednocześnie zapotrzebowanie ma szybko rosnąć.
USAF szacują, że w roku fiskalnym 2034 szczytowa potrzeba może przekroczyć 180 silników rocznie. W tej liczbie mieszczą się zarówno potrzeby amerykańskie, jak i samoloty przeznaczone dla klientów zagranicznych. Nie oznacza to oczywiście 180 F100 rocznie. W grze pozostają różne jednostki napędowe i producenci, przede wszystkim GE Aerospace oraz Pratt & Whitney. Pokazuje jednak skalę rynku, o który zaczyna się walka. Siły Powietrzne wprost zapowiadają nową konkurencję i chcą od firm nie tylko dobrego silnika, ale też gwarancji, że będą potrafiły rzeczywiście produkować go w odpowiednim tempie.
Nowe F-15EX mają dziś inne silniki
F100 jest silnikiem F-15. Rodzina tych jednostek napędza Eagle od pierwszego lotu w 1972 r., a wersja F100-PW-229 trafiła później m.in. do F-15E Strike Eagle. Jednak najnowsze F-15EX Eagle II używane przez USAF otrzymują obecnie konkurencyjne GE F110-GE-129. GE wygrało wcześniejsze postępowanie i dostało kontrakt na silniki dla amerykańskiej floty.
Pratt nie zrezygnował jednak z walki o Eagle II. F100-PW-229 jest technicznie przygotowany do integracji z F-15EX i firma od lat oferuje go także zagranicznym klientom nowych F-15. Sierpniowe działania USAF są dodatkowo sygnałem, że w przyszłości rynek może zostać ponownie szerzej otwarty. Hermeus nie dostał więc kontraktu na napędzanie amerykańskich F-15EX. Dostał coś innego: możliwość produkowania silnika, który może walczyć o część przyszłych zamówień na F-15, F-16 oraz inne platformy.
Takie same silniki mamy w Polsce
F100-PW-229 nie jest dla nas amerykańskim silnikiem znanym wyłącznie ze zdjęć F-15. Dokładnie ta rodzina napędza polskie F-16C/D Block 52+. Każdy z 48 polskich Jastrzębi korzysta z jednego F100-PW-229. Silnik może generować około 129,7 kN ciągu z dopalaczem i należy do najbardziej rozpowszechnionych zachodnich jednostek napędowych dla myśliwców 4. generacji.
Cała rodzina F100 zebrała już ponad 32 mln godzin lotu, a Pratt informuje o ponad 3800 wyprodukowanych egzemplarzach używanych przez siły powietrzne 23 państw. To również pokazuje, dlaczego Amerykanie nie mogą po prostu pozwolić, żeby jego produkcja stopniowo wygasała. Nawet gdyby jutro nie powstał już żaden nowy F-15 z F100, tysiące istniejących silników będą wymagały części, remontów i wymian przez kolejne dekady. Do tego F-16 nadal świetnie się sprzedaje.
Startup potrzebował F100 dla własnego samolotu
Hermeus nie pojawił się przy tym silniku przypadkiem. Firma już wcześniej kupowała F100 do własnego programu Quarterhorse. To seria eksperymentalnych bezzałogowych samolotów, za pomocą których Hermeus rozwija technologie potrzebne do bardzo szybkiego lotu. Docelowy Quarterhorse ma latać z prędkością około Mach 3. Pentagon poprzez Defense Innovation Unit zwiększył wartość umowy z firmą do 219 mln dol.
Startup testuje również własny system wstępnego chłodzenia powietrza współpracujący z F100. Im szybciej leci samolot, tym mocniej ogrzewa się powietrze wpadające do silnika. Precooler ma obniżać jego temperaturę i pozwolić turbinie pracować przy prędkościach wykraczających poza jej zwykły zakres.
Kolejny etap ma prowadzić jeszcze dalej, bo firma rozwija napęd Chimera, w którym klasyczna turbina współpracuje z silnikiem strumieniowym. W przyszłości ma to pozwolić kolejnemu samolotowi Hermeusa, Darkhorse, przekraczać Mach 5. Dzięki licencji startup nie będzie już musiał kupować F100 wyłącznie od Pratta. Może zbudować je sam dla własnych maszyn, a przy okazji wykorzystać te same linie dla klientów wojskowych.
Hermeus powstał w 2018 r. i długo mógł wyglądać jak kolejny startup prezentujący wizualizacje hipersonicznych samolotów. Tyle że firma zaczęła naprawdę budować i latać. W 2026 r. zebrała 350 mln dol. nowego finansowania, rozwija kilka kolejnych wersji Quarterhorse i ma kontrakt Pentagonu na demonstrację szybkiego lotu. Teraz dostaje dostęp do produkcji jednego z najważniejszych amerykańskich silników wojskowych ostatnich 50 lat.
Przeczytaj także:
Nie wiadomo jeszcze, ile F100 będzie produkować ani kiedy pierwszy silnik Hermeusa trafi do klienta zewnętrznego. CEO Zach Shore mówi wprost, że tempo inwestycji będzie zależało od zamówień.
Redaktor Spider's Web specjalizujący się w tematyce naukowej. O nowych technologiach zaczął pisać w 2012 r. na łamach portalu Telix. Później współtworzył treści dla Komputer Świata i PCLabu. Epizod dziennikarski zaliczył także w lokalnej gazecie i w dziale blogowym SpeedTest. Współzałożyciel agencji BlueCopy, zajmującej się copywritingiem i poligrafią. Przez pewien czas właściciel firmy transportowej. Prywatnie fan starych polskich oper mydlanych (oglądanych obowiązkowo z konkubiną), dumny opiekun kotki brytyjskiej i pasjonat-amator druku 3D.