REKLAMA

Włączyłem nowy głośnik Sony i wiem jedno. Sąsiedzi mi tego nie wybaczą

Sony Ult Tower 7 to głośnik imprezowy bez kompleksów: duży, mobilny na tyle, na ile może być mobilne urządzenie tej klasy, nastawiony na bas, głośność i efekt „zróbmy z tego wydarzenie”.

Sony Ult Tower 7 recenzja

Sony Ult Tower 7 nie udaje sprzętu uniwersalnego. To duży, 22,8-kilogramowy głośnik imprezowy, zbudowany przede wszystkim po to, by dostarczyć bas, głośność i możliwie szerokie nagłośnienie przestrzeni - od dużego salonu po ogród, działkę czy niewielką salę. Za około 3300 zł Sony proponuje urządzenie zdecydowanie bardziej ambitne niż typowy „party speaker”, ale niepozbawione typowych dla tej kategorii kompromisów.

Po kilku dniach łatwo zrozumieć, jak Sony ustawiło ten produkt. Ult Tower 7 jest następcą podejścia znanego z wcześniejszych, monumentalnych głośników imprezowych marki, lecz jego konstrukcja jest bardziej współczesna: ma akumulator, koła, wejścia dla DJ-a, USB-C z dźwiękiem, funkcje karaoke, oświetlenie i nową platformę Party Chain opartą na Auracast. Jednocześnie nie jest to ani bezkompromisowe narzędzie dla profesjonalnego nagłośnieniowca, ani dyskretny sprzęt audio do mieszkania. To potężny, mobilny kombajn do muzyki, który najlepiej czuje się tam, gdzie są ludzie i gdzie wypada odkręcić gałkę głośności dalej niż zwykle.

Czytaj też:

Nie głośnik, tylko mebel

Pierwsze, co trzeba uczciwie powiedzieć: Ult Tower 7 jest duży. Obudowa ma 421 × 710 × 347 mm i waży 22,8 kg. W teorii da się go przenieść samodzielnie, w praktyce rozsądniej traktować go jak sprzęt na kółkach, a nie jak klasyczny głośnik Bluetooth, który bierze się pod pachę.

Sony Ult Tower 7

Sony na szczęście dobrze rozumie realia. Są cztery uchwyty, a tylne kółka zostały powiększone względem wcześniejszych konstrukcji; mają średnicę 70 mm i rozstaw 246 mm. To szczegół, który brzmi niepozornie, dopóki nie trzeba przewieźć prawie 23-kilogramową wieżę przez taras, chodnik, trawnik albo próg balkonowy. Wtedy okazuje się, że mobilność nie polega na tym, że urządzenie jest lekkie, ale że można je obsłużyć bez przeklinania po trzech metrach.

Konstrukcja wygląda nowocześnie, ale bez przesadnego efekciarstwa. Front zdominowany jest przez dużą sekcję głośnikową i ramowe podświetlenie, które od razu komunikuje przeznaczenie sprzętu. Można wybrać jeden z trzech trybów świateł: Beat, Wave i Mellow, a ustawienia zmienia się z poziomu aplikacji Sony Sound Connect lub fizycznym przyciskiem. Jest też pełne wyłączenie iluminacji, co przydaje się zarówno dla oszczędzania energii, jak i w chwilach, gdy imprezowy świetlny spektakl przestaje być potrzebny.

Sony Ult Tower 7

To nie jest projekt, który ma zniknąć między regałem a rośliną doniczkową. Tower 7 będzie widoczny w pokoju. Sony mogło oczywiście próbować nadać mu bardziej salonowego charakteru, ale chyba słusznie nie poszło w tę stronę: wielka imprezowa kolumna, która udaje sprzęt lifestyle’owy, jest zwykle równie przekonująca jak SUV udający auto miejskie.

Sześć przetworników i bas

Najważniejsza część specyfikacji wygląda obiecująco. Sony zastosowało 280-milimetrowy okrągły głośnik niskotonowy, dwa przetworniki średniotonowe oraz cztery tweetery - po dwa z przodu i z tyłu. To właśnie tylne wysokotonówki mają być fundamentem 360 Party Sound, czyli próby równomierniejszego rozprowadzania dźwięku po pomieszczeniu.

Sony Ult Tower 7

W praktyce Ult Tower 7 nie gra jak zestaw hi-fi ustawiony do krytycznego odsłuchu w fotelu. Nie buduje precyzyjnej, głębokiej sceny stereo, nie rozpieszcza mikrodynamiką w stylu audiofilskich monitorów i nie sprawia, że chce się analizować pozycję talerza perkusji w miksie. On ma inne zadanie: wypełnić przestrzeń. I w tym jest zaskakująco skuteczny.

Dźwięk z przodu pozostaje najbardziej bezpośredni i najbardziej energetyczny, co jest normalne w konstrukcji z głównym wooferem na froncie. Jednak po przejściu na bok lub za głośnik muzyka nie zamienia się w przytłumione tło. Tylne tweetery naprawdę robią robotę, zwłaszcza w zakresie wokali, gitar, syntezatorowych detali i werbli. To nie jest pełnoprawny dźwięk dookólny w rozumieniu systemu wielokanałowego, ale przy domowej imprezie albo grillu trudno będzie narzekać, że najlepsze miejsce do słuchania jest wyłącznie przed kolumną.

Sony deklaruje 420 W maksymalnej mocy wyjściowej. Sama liczba watów powinna być traktowana z rezerwą, bo nie mówi wprost ani o rzeczywistej głośności, ani o zachowaniu sprzętu przy długim obciążeniu. Mimo to Tower 7 zdecydowanie nie cierpi na brak zapasu. W mieszkaniu już przy umiarkowanych ustawieniach potrafi być po prostu za głośny, a na zewnątrz zachowuje energię i czytelność, których brakuje mniejszym konstrukcjom bateryjnym.

Ult znaczy: bas przede wszystkim

Sony Ult Tower 7

Przycisk Ult z przodu obudowy daje dostęp do trybów Deep Bass, Attack Bass i Flat. W aplikacji można dodatkowo przypisać do niego tryb Live, a co ważne - od tej generacji korektor ma działać we wszystkich profilach, a nie wyłącznie w osobnym trybie Custom EQ. To dobra decyzja. W party speakerze gotowe presety są przydatne, ale zamknięcie użytkownika w jednym z kilku charakterów grania byłoby absurdem.

Deep Bass to ustawienie dla osób, które oczekują od Towera przede wszystkim masy w dole pasma. Sprawdza się w hip-hopie, R&B, dubie, trapie czy wolniejszych elektronicznych utworach, gdzie stopa i subbas mają być obecne fizycznie, a nie tylko słyszalne. Brzmienie jest gęste, ciężkie i zdecydowanie nie aspiruje do neutralności. Dla jednych będzie to dokładnie to, za co płaci się w tego typu sprzęcie, dla innych - pierwszy profil do wyłączenia po pięciu minutach.

Attack Bass działa inaczej. Bas jest nadal mocny, ale dostaje więcej konturu i impetu w wyższym zakresie niskich tonów. W EDM, reggaetonie, popie czy bardziej agresywnym rocku łatwiej wtedy wychwycić rytm, a muzyka nie osiada tak bardzo na jednym wielkim, niskotonowym fundamencie. To ustawienie ma więcej energii niż subtelności, ale często będzie najbardziej uniwersalnym wyborem na imprezę.

Flat to domyślnie najbardziej zachowawczy i najbezpieczniejszy profil. Nie oznacza laboratoryjnej neutralności - mamy przecież do czynienia z potężną, imprezową konstrukcją - ale właśnie w tym trybie Tower 7 najłatwiej docenić pracę średnicy. Wokale nie są tak mocno wypychane przez bas, a gitary, pianino, instrumenty dęte i podcasty zachowują lepszą proporcję względem reszty pasma.

Sony Ult Tower 7

Najciekawszy jest jednak Live. Sony opisuje go jako połączenie szerszej sceny, naturalniejszego prowadzenia wokalu i efektu przestrzeni przypominającego salę koncertową; wykorzystuje przetwarzanie Mid-Side oraz dodany pogłos. W muzyce koncertowej, nagraniach live czy występach z wyraźną publicznością ten tryb ma sens i potrafi dodać materiałowi oddechu. W studyjnych miksach może jednak wejść z butami tam, gdzie nie zawsze jest zaproszony. To efekt, z którym warto eksperymentować, a nie ustawienie do pozostawienia na stałe.

Rock, elektronika i wokale

Tower 7 najlepiej wypada w repertuarze, który korzysta z jego atutów, zamiast z nimi walczyć. Nowoczesna elektronika, hip-hop, pop, dance, reggaeton i szeroko rozumiana muzyka imprezowa brzmią tu dokładnie tak, jak powinny: z dużym rozmachem, uderzeniem i poczuciem, że dźwięk nie kończy się pół metra od głośnika.

W rocku sprawa jest bardziej złożona. Dobrze wyprodukowane nagrania stadionowe, alternatywne czy metalowe z mocno zarysowaną sekcją rytmiczną dostają dodatkowego paliwa. Stopa perkusji i gitara basowa mają masę, a wokal potrafi przebić się przez gęstszy aranż. Trzeba jednak uważać z Deep Bass, bo w źle zmasterowanym materiale może on zagęścić dolną średnicę, przez co riffy stają się mniej czytelne. Flat albo Attack Bass będą rozsądniejszym punktem wyjścia.

Sony Ult Tower 7

Nie ma tu też sensu udawać, że pojedyncza kolumna zastąpi prawdziwy zestaw stereo. Nawet z czterema tweeterami Tower 7 jest urządzeniem nastawionym na pokrycie przestrzeni, a nie na chirurgiczne obrazowanie źródeł pozornych. Jeśli ktoś słucha wieczorami jazzu, muzyki klasycznej lub progresywnego rocka na siedząco, w dobrze przygotowanym miejscu odsłuchowym, lepiej wyda pieniądze na klasyczne stereo. Jeśli natomiast priorytetem jest muzyka dla grupy ludzi, którzy nie siedzą nieruchomo na kanapie, Sony wygrywa użytecznością.

Korekta pod pomieszczenie

Sony wprowadziło też nową wersję Sound Field Optimisation. System ma uwzględniać nie tylko hałas otoczenia, ale również ustawienie głośnika względem ścian. Producent podaje prosty, ale prawdziwy problem: gdy kolumna stoi w rogu, odbicia dodatkowo wzmacniają niskie częstotliwości. Algorytm ma w takiej sytuacji podbić średnie i wysokie pasmo, by zachować czytelność wokalu.

To nie jest magia ani zastępstwo dla rozsądnego ustawienia kolumny. Gdy Tower 7 wciśniemy między ścianę, narożnik kanapy i ciężkie zasłony, fizyka nadal będzie miała ostatnie słowo. Ale w urządzeniu, które z definicji często wędruje między pokojem, balkonem, ogrodem i wynajętą salą, taka automatyka ma sens. Szczególnie że basowe presety Sony potrafią być bezwzględne dla akustyki małych pomieszczeń.

Najlepsze rezultaty uzyskuje się, zostawiając Towerowi trochę wolnej przestrzeni przed sobą i po bokach. Na domówce ustawienie go przy krótszej ścianie, z dala od narożnika, będzie zwykle lepsze niż schowanie go za sofą tylko po to, żeby „nie przeszkadzał”. Głośnik tego formatu ma grać, a nie pełnić funkcję dekoracyjnego stojaka.

DJ, karaoke i wejścia

Sony Ult Tower 7

Ult Tower 7 wyróżnia się nie tylko wielkością i basem, lecz także zestawem złączy. Sony przewidziało wejście DJ XLR/RCA, przewodowe łączenie wielu urządzeń przez XLR, port USB-C do podłączenia komputera lub telefonu w trybie DJ, USB-A oraz wejście mikrofonowe. Jest też nowy procesor DSP o niskim opóźnieniu.

To jest konkretna przewaga nad wieloma głośnikami Bluetooth, które świetnie wyglądają w katalogu, lecz po podłączeniu miksera okazują się wyłącznie głośnym odbiornikiem bezprzewodowym. XLR daje większą odporność na zakłócenia na długich przewodach, a RCA pozwoli bez kombinowania podłączyć typowy kontroler DJ-ski lub inne źródło liniowe. Tower 7 nie zastępuje pełnoprawnego systemu PA na duże wydarzenie, ale na domową imprezę, wydarzenie firmowe, ogród czy małą salę ma zdecydowanie bardziej praktyczne ambicje niż klasyczny „głośnik na Bluetooth”.

Z perspektywy osoby bawiącej się w DJ-a przydatne jest również USB-C audio. Telefon lub laptop może działać jako źródło przewodowe, co ogranicza ryzyko problemów z łącznością i potencjalne opóźnienia Bluetooth. Producent chce pozycjonować ten model między prostym głośnikiem dla amatora a urządzeniem, które da się wpiąć w ambitniejszy setup. I to jest uczciwy kierunek: funkcje są, ale nie próbuje się sprzedawać Towera 7 jako klubowego nagłośnienia dla kilkuset osób.

Karaoke również potraktowano poważniej niż jako funkcję do odhaczenia na pudełku. Jest osobny interfejs sterowania karaoke na obudowie i w aplikacji, a Sony proponuje dodatkowy mikrofon Ult Mic. Sam mikrofon nie jest częścią zestawu, więc warto o tym pamiętać przed zakupem - „gotowy do karaoke” nie znaczy „z mikrofonem w kartonie”.

Auracast zamiast chaosu

Jedną z najważniejszych zmian nowej generacji jest Party Chain działający przez Auracast. Sony odchodzi od wcześniejszego Party Connect i deklaruje prostsze dołączanie kolejnych urządzeń: wystarczy użyć przycisku Party Chain na każdym głośniku. Nowy system ma obsługiwać dźwięk przez Bluetooth, USB-A, USB-C, XLR i RCA, a także synchronizować regulację głośności, ustawienia Ult, oświetlenie i własny EQ.

To ma znaczenie większe, niż mogłoby się wydawać. Funkcje łączenia party speakerów bywają świetne w reklamie, a w rzeczywistości stają się zabawą w parowanie, ponowne parowanie, resetowanie i zastanawianie się, który egzemplarz jest urządzeniem głównym. Sony obiecuje, że w Party Chain można zmienić nadajnik po prostu przez zatrzymanie odtwarzania i rozpoczęcie go z innego głośnika. Jeżeli to rzeczywiście działa równie bezproblemowo, jak opisano, może być jedną z najbardziej praktycznych funkcji całej serii.

Tower 7 obsługuje też Stereo Pair. To tryb szczególnie wart rozważenia, jeśli ktoś kupuje dwa egzemplarze. Pojedyncza kolumna robi wrażenie skalą i szerokim pokryciem, ale dopiero para ustawiona jako lewy i prawy kanał może zaoferować prawdziwszy obraz stereo, co docenią nie tylko DJ-e, lecz także osoby słuchające muzyki poza trybem „wszyscy stoją gdzie popadnie”.

Akumulator i odporność

Sony deklaruje do 30 godzin pracy na akumulatorze, ale warunki pomiaru trzeba czytać uważnie: oświetlenie jest wyłączone, aktywny jest tryb Ult 1, poziom głośności wynosi 17, co według Sony odpowiada 80 dB. To solidny wynik, lecz nie należy zakładać, że przy intensywnej imprezie, włączonych światłach i wyższej głośności urządzenie będzie grało przez pełne półtorej doby.

Jest też szybkie ładowanie: 10 minut podłączenia do zasilania ma zapewnić do 100 minut odtwarzania przy założeniach producenta. To praktyczna funkcja, bo głośnik tej klasy łatwo rozładować dokładnie wtedy, gdy jest potrzebny - czyli przed przyjazdem gości albo już po rozpoczęciu spotkania.

Warto zwrócić uwagę na tryb Stamina. Sony podaje, że przy maksymalnej głośności czas działania Ult Towera 7 może wzrosnąć z około trzech do sześciu godzin. Ceną jest wyłączenie diod Ult i efektu dźwiękowego przycisku, przy zachowaniu trybów brzmienia oraz ustawień korektora. To brzmi jak sensowny kompromis dla osób, które wolą mieć muzykę niż świetlną animację.

IPX4 dotyczy wyłącznie pracy głośnika w pozycji pionowej. To oznacza odporność na zachlapania, a nie wodoodporność i nie pozwolenie na wystawienie sprzętu na ulewę. W pozycji poziomej klasyfikacja IP nie obowiązuje. To jeden z tych zapisów drobnym drukiem, które warto zapamiętać, zanim ktoś na imprezie ogrodowej uzna, że „przecież Sony jest odporne na wodę”.

USB-C wreszcie na serio

Ult Tower 7 obsługuje ładowanie urządzeń mobilnych przez USB-A i USB-C, przy czym można ładować dwa urządzenia jednocześnie. Jest też Fast Pair dla Androida, które upraszcza pierwsze parowanie Bluetooth.

Najbardziej interesujące jest jednak to, że USB-C nie pełni wyłącznie funkcji ładowarki. Może przesyłać dźwięk z kompatybilnego telefonu lub komputera, a więc rozwiązuje problem coraz częstszy w świecie bez złączy mini-jack: źródło muzyki można podłączyć przewodowo bez przejściówek i bez polegania na Bluetooth. W sprzęcie imprezowym, gdzie telefon często służy jednocześnie za odtwarzacz, kontroler świateł i kontakt ze światem, taki detal ma realną wartość.

Co można mu zarzucić

Największą wadą Ult Tower 7 nie jest konkretna funkcja, lecz sama kategoria, do której należy. To sprzęt duży, ciężki i drogi jak na głośnik Bluetooth. Cena około 3300 zł oznacza, że nie kupuje się go impulsywnie, a w tym budżecie można już zbudować sensowne, klasyczne stereo do domu.

Tyle że stereo nie będzie miało akumulatora, kółek, czterech uchwytów, IPX4, karaoke, wejść DJ-skich i możliwości nagłośnienia ogrodu bez ciągnięcia przedłużaczy. Kupujący musi więc odpowiedzieć sobie na proste pytanie: czy potrzebuje jakościowego odsłuchu głównie dla siebie, czy potężnego, przenośnego centrum muzycznego dla większej grupy? Tower 7 nie próbuje być idealny w obu tych rolach.

Można też kręcić nosem na samą filozofię Ult. Sony nadal stawia na efektowny dół pasma, a nie na audiofilską powściągliwość. Nie jest to wada konstrukcyjna, tylko świadomy wybór brzmieniowy, ale warto o nim wiedzieć. Osoba, która chce neutralności, naturalnej stereofonii i odsłuchu przy niskich poziomach głośności, powinna rozejrzeć się za inną klasą sprzętu.

Wreszcie, wszystkie deklaracje o 360 Party Sound, DSP i optymalizacji pola dźwiękowego należy traktować jako narzędzia poprawiające praktyczne korzystanie z głośnika, nie jako sposób na obejście praw akustyki. Tower 7 zagra lepiej, jeśli użytkownik poświęci chwilę na ustawienie go w rozsądnej pozycji, dobierze profil dźwięku do materiału i nie będzie próbował wycisnąć z niego „audiofilskiego” charakteru, którego nigdy nie obiecywał.

Czy warto?

Sony Ult Tower 7

Sony Ult Tower 7 wydaje się przemyślaną propozycją dla konkretnego odbiorcy: kogoś, kto chce nagłośnić większy dom, ogród, taras, działkę albo cykliczne spotkania ze znajomymi i nie zamierza za każdym razem organizować zestawu z osobnych kolumn, miksera, kabli oraz zasilania. Jego siłą są duży 280-mm woofer, sześć przetworników, szerokie pokrycie dźwiękiem, duży zapas głośności, sensowna mobilność oraz nietypowo bogaty zestaw połączeń.

Największy sens ma dla osób, które naprawdę wykorzystają jego imprezowy charakter: odtwarzanie z laptopa po USB-C, karaoke, kontroler DJ-ski po XLR/RCA, łączenie kilku głośników przez Auracast czy granie na akumulatorze przez wiele godzin. Jeśli to tylko okazjonalny głośnik do muzyki w kuchni albo sypialni, jest zdecydowanie za duży, za mocny i za drogi.

To nie jest rewolucja w dźwięku przenośnym, ale też nie sprawia wrażenia produktu stworzonego wyłącznie po to, by do nazwy dopisać „Ult”. Sony połączyło tutaj rzeczy, których użytkownik takiego sprzętu faktycznie potrzebuje: bas, zapas mocy, mobilność, odporność na zachlapania, możliwość pracy bez gniazdka i połączenia wykraczające poza Bluetooth. Ult Tower 7 nie będzie dla wszystkich. I bardzo dobrze - ponieważ w swojej właściwej roli ma wszelkie szanse być jednym z ciekawszych, najbardziej kompletnych imprezowych głośników tej klasy.

Maciej Gajewski
Redaktor

Redaktor Spider's Web - ekspert w tematykach Microsoftu i RTV. Lubi oglądać się zarówno za siebie – wspominając przełomowe dokonania w informatyce – jak i przed siebie, będąc nieustannie ciekawym tego, co będzie dalej. Jego zainteresowania to przede wszystkim software: UI/UX, algorytmy, uczenie maszynowe, chmura czy sztuczna inteligencja. Nic dziwnego, że jako specjalizację obrał sobie pilnowanie firmy Microsoft. Uwielbia też sztukę gier i kina, przez co wyrósł na pasjonata sprzętu RTV – a i o technologii wspomnianych gier i filmów ma wiele ciekawego do opowiedzenia. Jego pierwsza obecność w mediach dotyczyła muzyki – współtworzył Overkill.pl. Ciąg dalszy jego rozwoju dotyczył już tylko nowych technologii. Zanim dołączył do zespołu Spider’s Web przez lata współtworzył CHIP.pl i Magazyn CHIP.