Dla Fire Emblem: Fortune's Weave trzeba mieć Switcha 2 - recenzja molocha
Fire Emblem: Fortune's Weave to dla mnie bezdyskusyjny król na konsoli Nintendo Switch 2. Taktyczna gra na dziesiątki godzin przeraża rozmachem, zachwyca możliwościami oraz intryguje nowymi mechanikami. Moloch w pojedynkę usprawiedliwia posiadanie handhelda Japończyków.

Udało się! Po około 60 - 70 godzinach rozgrywki dotarłeś do wielkiego finału. Wspaniała przygoda, kilka mocnych zwrotów fabularnych, wiele świeżych pomysłów. Teraz wyobraź sobie, że te 60 - 70 godzin to wyłącznie ścieżka jednego z czterech grywalnych bohaterów. Chcąc odkryć historię każdego z nich, w Fire Emblem: Fortune's Weave zostawisz około 200 godzin. Nie będziesz żałować ani jednej.
Fire Emblem: Fortune's Weave to jedna z najdłuższych gier w historii Nintendo. 200 godzin jak nic
Nic nie musisz, wszystko możesz - takie hasło powinno wyświetlać się podczas uruchamiania Fortune's Weave. Chociaż produkcja posiada aż czterech grywalnych bohaterów (właściwie to pięciu), nie musisz ogrywać historii każdego z nich. Za to możesz. Możesz też swobodnie przełączać się między ścieżkami czworga herosów, skacząc od jednej historii do drugiej.
Skakać natomiast warto, ponieważ wątki wszystkich postaci są ze sobą powiązane niczym w brazylijskiej telenoweli. Każdy z herosów trafia do miasta Dagsion, gdzie trwa odpowiednik naszych Igrzysk Olimpijskich. Przez wiele miesięcy najlepsi wojownicy z okolicznych królestw mierzą się ze sobą, ku uciesze licznej widowni na trybunach koloseum. Wśród widzów są nie tylko głodni krwi mieszczanie, ale również wpływowe bóstwa, dopingujące swoich czempionów.
Chociaż Fire Emblem: Fortune's Weave zasadza się wokół prostego (żeby nie napisać prostackiego) motywu wielkiego turnieju, serwuje niezwykle intrygującą otoczkę. Mamy tu polityczno-ideologiczny obwarzanek na wielu aktorów, z intrygami, których nie powstydziłaby się Gra o tron. Początkowo niewiele z tej intrygi rozumiemy, ale to celowy zabieg producentów. Nowy Fire Emblem jest jak cebula, z warstwami odsłanianymi w czasie. W zasadzie to jak cztery cebule.

Pomyliłem się w swoich wrażeniach przed premierą, za co przepraszam
Pisałem wam wtedy, że mimo czterech równoległych kampanii, recykling zawartości w zasadzie nie istnieje. To niestety nie jest prawda. Herosi współdzielą nieistotne fabularnie misje poboczne (przynieś 10 skór wilków), miejskie zlecenia, te same lokacje na mapie świata oraz część kluczowych starć na arenie koloseum. Mimo tego ich przygody są tak odrębne - głównie za sprawą otaczających ich towarzyszy - że przełączając się między bohaterami poczucie świeżości zostaje zachowane.
Fire Emblem: Fortune's Weave przeszedłem w formie równoległej rozgrywki wszystkich herosów. Przykładowo, kończąc akt 5 mrocznego szermierza Dietricha, od razu przeskakiwałem do aktu 5 tancerki Ledy. Od razu zaznaczam: to najdłuższa, najbardziej mozolna forma przechodzenia gry. O wiele efektywniejsze jest trzymanie się jednej postaci do samego końca, bo później otrzymuje się potężne modyfikatory doświadczenia dla kolejnych. Nie mogłem sobie jednak odmówić przyjemności odkrywania tych samych wątków z różnych perspektyw.
Różne są także mechaniki rozgrywki. Każdy z czterech herosów wnosi swój unikalny wkład do gry. Młody jeździec Cai łapie zwierzęta i zamienia je na wierzchowce. Niezrównany szermierz Dietrich przywołuje potyczki na mapie świata. Piękna i silna królowa Theodora rekrutuje bataliony, czyli jednostki wsparcia do wykorzystania w walce. Z kolei tancerka Leda daje występy w tawernach, zdobywając w ten sposób cenny prestiż. Każde z tych rozwiązań ma realne przełożenie na ekonomię gry oraz dodatkowo różnicuje kampanie.

Najbardziej podoba mi się, ile nowych oraz trafionych pomysłów zmieszczono do Fire Emblem: Fortune's Weave
Seria po raz pierwszy tak odważnie eksperymentuje z gatunkiem RPG, wprowadzając do Fortune's Weave klasyczne dungeony, rozgrywane w czasie rzeczywistym. Kamera wędruje wtedy za plecy wybranego czempiona, a my przemierzamy tunele, otwieramy skrzynie ze skarbami oraz atakujemy wrogów, co przenosi nas do przyspieszonej rozgrywki turowej bez mapy taktycznej. Takie starcia można pominąć, niczym w serii Total War, od razu przechodząc do ekranu wyniku.
Eksploracja dungeonów dodaje rozgrywce nieco bardziej filmowego charakteru. Do tego sprawia, że eksploracja mapy świata na większy sens. W dungeonach znajduje się bowiem wiele potężnych artefaktów, za to większość podziemi jest kompletnie opcjonalna. Weterani mają więc co robić, podczas gdy osoby skupione na fabule nie muszą wpadać między pajęczyny.
Podoba mi się także, że w Fire Emblem pojawiły się wieeelkie jednostki. Podczas klasycznych starć turowych na mapie taktycznej w końcu widzimy masywne słonie bojowe oraz inne bestie, zajmujące aż cztery pola jednocześnie. To nie tylko detal wizualny, ale też strategiczne urozmaicenie rozgrywki. Molochy można blokować w ciasnych przesmykach, atakować wieloma jednostkami i tak dalej. Konsolowi taktycy zyskują nowe pole do popisu.
Do tego same starcia rzadko sprowadzają się do klasycznego „ubij bossa”. Twórcy częściej niż kiedykolwiek urozmaicają warunki wygranej. Jedna z moich ulubionych bitew polegała na wariacji warcabów, gdzie zajmowało się kluczowe pozycje, a pokonane jednostki wracały do linii startowej i można je było ponownie wykorzystać. Producenci bawią się sztywną turową formą, która w ich doświadczonych rękach staje się nad wyraz plastyczna.

Świetne jest to, że Fire Emblem: Fortune's Weave nie polega na skakaniu od jednej walki do drugiej
Mamy mapę otwartego świata, wielkie miasto Dagsion do swobodnej eksploracji, kilka dodatkowych wiosek w pełnym 3D, tonę aktywności, dwie tony NPC do poznania oraz mechanikę upływu czasu. Dni mają natomiast znaczenie. Przykładowo, tylko konkretnego dnia możesz podejrzeć walkę rywali na arenie, ucząc się w ten sposób nowej umiejętności. Jeśli jesteś poza miastem, szansa przepada. Dlatego analiza kalendarza szybko staje się podstawą rozgrywki. Trzeba wiedzieć, na jak długo można wyruszyć w teren, a kiedy wracać do aglomeracji.
Złapałem się na tym, iż pomiędzy kolejnymi starciami w Fire Emblem: Fortune's Weave mija mi nawet pół godziny. No i bardzo dobrze. W tym czasie ulepszam ekwipunek, buduję relacje członków drużyny, realizuję poboczne misje fabularne, układam kalendarz, odkrywam mapę świata oraz pozyskuję surowce. Nie muszę tego robić, to wszystko dodatkowa warstwa cebuli, ale chcę. Fortune's Weave to idealna gra na pół godzinki dziennie… albo pół dnia. Świetnie pasuje do hybrydowej specyfiki Switcha 2.
Z kolei kiedy wydaje mi się, że łapie mnie rutyna, po prostu przeskakuję do kolejnego herosa. Jego wątek osobisty oraz unikalni sojusznicy sprawiają, iż znowu robi się ciekawie. Tu zdradzę: w późniejszej fazie gry herosi mogą sobie „podbierać” zaufanych przybocznych, co świetnie ubarwia dialogi relacyjne w karczmie. Trzeba się jednak nieźle napocić, aby przekabacić takich lojalistów.

Fire Emblem: Fortune's Weave łączy najlepsze elementy obu poprzednich odsłon. Na ten moment to najważniejsza gra Switcha 2
Nie Mario, nie Pokemony, nawet nie Donkey Kong. To właśnie Fortune's Weave jest grą, którą uważam za absolutną pozycję obowiązkową na Switchu 2. Jeśli lubicie ten typ rozgrywki, będziecie zachwyceni. Nowa produkcja łączy to, co najlepsze z dwóch poprzednich odsłon Fire Emblema: polityczną intrygę z Three Houses oraz urozmaiconą, efektowną walkę z Engage.
Zmienna rozgrywka, tona zawartości, znośna oprawa graficzna, szybkie ładowanie, podziemia w czasie rzeczywistym, niezła polityczna intryga - wszystko to sprawia, że Fortune's Weave wchodzi do mojego TOP3 wszystkich odsłon Fire Emblem. Fabularnie finał nieco rozczarowuje, do tego miasto pełniące rolę bazy wypadowej nie zachwyca wizualnie, ale sama przygoda jest wyśmienita. Mamy do czynienia z rarytasem, którym można się raczyć przez długie tygodnie. Stosunek ceny do zawartości jest absurdalnie korzystny.
Największe zalety:
- Wszystko możesz, nic nie musisz
- Czterech grywalnych herosów, odmienne wątki i mechaniki
- Zawartość na 200 godzin. W dużej części unikalna
- Fabio to kapitalna kreacja, a angielski aktor zachwyca
- Masa świeżych pomysłów, jak dungeony
- Efektowne, dosyć szybkie starcia i wielkie jednostki
- Polityczno-ideologiczna intryga z potencjałem
- Dla mnie aktualny król Nintendo Switcha 2
Największe wady:
- Rozczarowujący "piąty" heros
- Finał nieco poniżej oczekiwań
- Produkcja mocno nierówna graficznie
- Część zawartości to ostry recykling
Ocena recenzenta: 9/10
Fire Emblem: Fortune's Weave to jedna z trzech najlepszych odsłon w historii serii. No i absolutnie obowiązkowa pozycja na konsoli Nintendo Switch 2
Więcej o grach na Spider's Web:
Redaktor prowadzący Spider's Web. Odpowiedzialny za gry wideo oraz akcesoria dla graczy. Pisze o interaktywnych przygodach od ponad dekady. Pracował w serwisach medialnych Agory, współtworzył największy e-zin o grach w Polsce, przyłożył rękę do tłumaczeń kilku gier na polski rynek. O grach wideo wypowiada się m.in. dla Telewizji Polskiej, TVN, Polskiego Radia czy Rzeczpospolitej. Szczególnie zafascynowany nowym układem sił na globalnym rynku gier, z rosnącą pozycją Chin oraz krajów Azji Południowo-Wschodniej. Kocha survival horrory już od czasów pierwszego PlayStation, po godzinach stara się okiełznać Unreal Engine oraz Blendera.