REKLAMA

Nad Europą znika coś, co chroniło nas przed Słońcem. W Polsce też to widać

Chmur nad Europą jest mniej, a pogodnych godzin więcej. Efekt to większa ekspozycja na promieniowanie UV, także w Polsce.

W Polsce rośnie dawka UV. Problemem nie jest dziura ozonowa

Nad sporą częścią Europy słabnie naturalny filtr, który każdego dnia ogranicza ilość promieniowania słonecznego docierającego do powierzchni. Nie chodzi jednak o warstwę ozonową, lecz o coś znacznie bardziej pospolitego: chmury. Analiza pomiarów z 40 europejskich stacji pokazuje, że w latach 2013-2022 w większości badanych miejsc rosła dawka promieniowania UV zdolnego powodować zaczerwienienie skóry. Polska nie jest tu wyjątkiem.

Chmur jest mniej, więc więcej UV dociera do skóry

Międzynarodowy zespół kierowany przez Aloisa Schmalwiesera z University of Veterinary Medicine Vienna przeanalizował dane z 40 obserwatoriów położonych od południowej Hiszpanii po północną Finlandię. W badaniu uczestniczyli również Agnieszka Czerwińska i Janusz Krzyścin z Instytutu Geofizyki PAN.

Naukowcy nie mierzyli po prostu całego promieniowania ultrafioletowego. Interesowała ich tzw. erytemalna dawka UV, czyli promieniowanie przeliczone według tego, jak skutecznie poszczególne długości fal wywołują rumień na ludzkiej skórze. Silniej działające UV-B ma więc w takim wskaźniku większe znaczenie niż większość UV-A.

W 26 z 40 badanych lokalizacji średnia roczna dawka rosła w sposób statystycznie istotny. Tempo wynosiło od 0,46 do 2,62 proc. rocznie, a mediana około 1,2 proc. W całym badanym dziesięcioleciu daje to wzrost rzędu kilku do ponad 20 proc. zależnie od miejsca.

Jeszcze szerzej zjawisko widać w danych miesięcznych. Na 38 z 40 stacji przynajmniej w jednym miesiącu roku odnotowano wyraźny wzrost. Co równie istotne, żadna stacja nie wykazała statystycznie istotnego trendu spadkowego.

W Polsce widać dokładnie ten sam kierunek

Polskim punktem pomiarowym był Belsk na Mazowszu, gdzie obserwacje promieniowania UV prowadzone są od dziesięcioleci. W latach 2013-2022 biologicznie czynna dawka UV zwiększała się tam średnio o około 0,66 proc. rocznie.

Sama liczba nie wygląda jakoś bardzo spektakularnie, dopóki nie potraktujemy jej jako trendu powtarzającego się przez kolejne lata. Co więcej, dzięki długiej serii danych z Belska można było sprawdzić wcześniejsze dziesięciolecia. Wyraźny wzrost pojawił się dopiero w okresie obejmującym ostatnią dekadę analizowaną przez badaczy.

To naprawdę bardzo dobrze pasuje do szerszego obrazu Europy. Niezależne dane klimatyczne pokazują, że na kontynencie od kilku dekad rośnie ilość promieniowania słonecznego docierającego do powierzchni i wydłuża się czas usłonecznienia. Na Spider’s Web opisywaliśmy już odwrotną stronę tego samego mechanizmu. Chmury i aerozole potrafią działać jak gigantyczny filtr ograniczający ilość energii docierającej do powierzchni. Tym razem takiego filtra robi się mniej.

Pierwszym podejrzanym był ozon. Ale to nie on

Wzrost promieniowania UV kojarzy się nam zazwyczaj z dziurą ozonową. W tym przypadku trop prowadzi jednak gdzie indziej. Ozon w stratosferze pochłania całe UV-C i znaczną część UV-B, dlatego jego ubytek rzeczywiście może prowadzić do wzrostu dawki docierającej do powierzchni. Zespół sprawdził więc zmiany całkowitej kolumny ozonu nad wszystkimi 40 stacjami. Nie znaleziono trendu, który mógłby wyjaśnić obserwowany wzrost UV. Roczne zmiany zawartości ozonu były bardzo małe i statystycznie nieistotne.

Znacznie lepiej z danymi zgadzała się długość usłonecznienia, czyli liczba godzin, podczas których bezpośrednie promieniowanie słoneczne przekracza określony próg. Ten parametr jest bardzo mocno kontrolowany przez chmury. Im ich mniej, tym dłużej powierzchnia pozostaje wystawiona na bezpośrednie światło. Dodatkowo dane satelitarne dotyczące całkowitego promieniowania słonecznego pokazały podobny układ przestrzenny jak pomiary UV.

Chmury są naprawdę potężnym filtrem

Zachmurzenie zazwyczaj traktujemy przede wszystkim jako element pogody. Fizycznie jest jednak jedną z najważniejszych osłon regulujących ilość energii słonecznej docierającej do powierzchni.

Grube chmury deszczowe mogą niemal całkowicie odciąć UV. Rozbite zachmurzenie zachowuje się bardziej skomplikowanie i czasem wskutek rozpraszania potrafi chwilowo nawet zwiększyć natężenie promieniowania względem idealnie bezchmurnego nieba. W skali dłuższych okresów mniej chmur oznacza jednak więcej światła i UV.

Nie jest to zresztą wyłącznie problem dermatologiczny. Mniej chmur i aerozoli oznacza także większy dopływ energii do powierzchni, co widać choćby w produkcji fotowoltaicznej. Ten sam proces może więc jednocześnie poprawiać warunki dla paneli słonecznych i zwiększać ekspozycję ludzi na UV.

Europa się rozchmurza. I to nie musi być dobra wiadomość

Analiza obejmuje przede wszystkim okres 2013-2022. To tylko 10 lat, więc nie można przedłużyć zaobserwowanego tempa do 2030, 2040 czy 2050 r. Autorzy celowo wybrali okres, w którym dane z dużej liczby europejskich stacji są wysokiej jakości i pozwalają na wspólne porównanie. Sześć stacji posiadających znacznie dłuższe serie pomiarowe wskazuje, że znaczące wzrosty zaczęły się zazwyczaj około lat 2010-2013.

Badanie nie rozstrzyga też samodzielnie, dlaczego zachmurzenie spada. Inne analizy wskazują na kombinację zmian klimatu, wilgotności atmosfery i spadku ilości aerozoli. W opublikowanej w tym roku analizie europejskiego promieniowania słonecznego zmiany zachmurzenia odpowiadały za około 80 proc. jego wzrostu od lat 90., a bezpośredni wpływ aerozoli za około 20 proc.

Przeczytaj także:

Najbardziej namacalny efekt widać jednak już dziś. W polskim Belsku, podobnie jak na większości badanych europejskich stacji, przeciętna dawka UV idzie w górę. Nie dlatego, że rozpada się warstwa ozonowa, lecz dlatego, że coraz częściej między nami a Słońcem znajduje się po prostu mniej chmur. Pogodniejsze niebo wygląda dobrze za oknem. Dla skóry niekoniecznie jest równie dobrą wiadomością.

*Źródło grafiki wprowadzającej: Nothing Ahead, Pexels / Canva Pro

Marcin Kusz
Redaktor

Redaktor Spider's Web specjalizujący się w tematyce naukowej. O nowych technologiach zaczął pisać w 2012 r. na łamach portalu Telix. Później współtworzył treści dla Komputer Świata i PCLabu. Epizod dziennikarski zaliczył także w lokalnej gazecie i w dziale blogowym SpeedTest. Współzałożyciel agencji BlueCopy, zajmującej się copywritingiem i poligrafią. Przez pewien czas właściciel firmy transportowej. Prywatnie fan starych polskich oper mydlanych (oglądanych obowiązkowo z konkubiną), dumny opiekun kotki brytyjskiej i pasjonat-amator druku 3D.