Trzy zmiany, które robią różnicę. Dyson dopieścił swój sprzęt do podłogi
Byłem na "Dyson Unveiled" w Berlinie, więc oto wszystko, co trzeba wiedzieć o nowym W1 PencilWash - od suchych danych po wrażenia z ręki. Poniżej pełna relacja.

Berlińska "Bolle" - zabytkowa hala, w której Dyson po raz drugi organizuje swoje własne, korporacyjne targi tuż przed startem IFA - tym razem wyglądała jak plac zabaw dla ludzi opętanych ideą, że każde urządzenie domowe powinno "widzieć, myśleć i reagować". Jake Dyson, główny inżynier firmy, otworzył prezentację słowami, które w gruncie rzeczy są credo całej tegorocznej odsłony marki: mechanika ma iść w odstawkę, a sceną rządzić będą kamery, sztuczna inteligencja i uczenie maszynowe. Wśród czternastu nowości, które Dyson pokazał w Berlinie - od szczoteczki do zębów z kamerą po gigantyczny oczyszczacz powietrza - jedno urządzenie było dla mnie szczególnie interesujące, bo to najmniej "sztucznointeligentna" premiera wieczoru, a mimo to całkiem sensowna. Mowa o odświeżonym Dyson W1 PencilWash, czyli drugiej generacji smukłego mopa elektrycznego, który zadebiutował na rynku dopiero na początku bieżącego roku.
To jest istotny kontekst, o którym trzeba pamiętać: oryginalny PencilWash nie ma nawet roku. Dyson wypuścił go w lutym, w Polsce w cenie 1449 złotych, i już we wrześniu prezentuje wersję 2.0. Tempo iteracji jest dla tej firmy typowe (PencilVac też dostawał kolejne warianty w ciągu kilku miesięcy), ale warto zadać sobie pytanie, czy to oznacza realny skok jakościowy, czy raczej łatanie dziur, które klienci i recenzenci zdążyli już wytknąć w pierwszej wersji.
Czytaj też:
Co dokładnie zmienił Dyson

W1 PencilWash został "przeprojektowany z myślą o uzyskaniu lustrzanego połysku podłóg przy zachowaniu tej samej wygody użytkowania typu 'chwyć i ruszaj'". W praktyce sprowadza się to do trzech konkretnych zmian. Pierwsza to bardziej chłonny wałek myjący - Dyson nie podał dokładnych liczb dotyczących nowej gęstości mikrofibry, ale podkreśla, że ma on skuteczniej wchłaniać zanieczyszczenia z podłogi. Druga zmiana to "higieniczny system odprowadzania zanieczyszczeń" - innymi słowy, brudna woda ma być sprawniej i mniej kłopotliwie usuwana z wałka do osobnego zbiornika. Trzecia, i moim zdaniem najważniejsza z perspektywy codziennego użytkowania, to funkcja samoczyszczenia w stacji dokującej.
Jak to wyglądało na żywo
Model prezentowany w Berlinie na pierwszy rzut oka jest bliźniaczo podobny do oryginału - ta sama filozofia "ołówka", czyli maksymalnie tyczkowatej, smukłej konstrukcji, którą Dyson rozwija od PencilVaca. Rączka rzeczywiście jest bardzo lekka w dotyku, a cała konstrukcja odchyla się praktycznie na płask, co pierwsza generacja reklamowała jako możliwość mycia pod meblami przy niskim prześwicie (Dyson deklarował dla PencilWasha kąt odchylenia 170 stopni, pozwalający wejść w nisze o wysokości około 15 centymetrów). Firma zapowiada, że nowy model zachowuje tę samą, "lżejszą i smuklejszą" obudowę co poprzednik, więc nie należy oczekiwać rewolucji w gabarytach - oryginalny PencilWash ważył 2,1-2,2 kg przy wymiarach około 115,5 na 26,7 na 19,8 cm.

Obsługa na stoisku demo była intuicyjna - jeden przycisk startu, wskaźnik LED trybu pracy i mocy oraz charakterystyczny, cichy szum silnika. To jest w ogóle znak rozpoznawczy tej kategorii produktów Dysona: minimalna liczba przycisków, maksimum "chwyć i jedź". Trudno ocenić realną skuteczność mycia na krótkiej demonstracji targowej na czystej, przygotowanej pod pokaz podłodze, ale mechanika ruchu wałka - z automatycznym napędem elektroszczotki ciągnącym urządzenie do przodu - działa identycznie jak w pierwszej wersji.
Dlaczego akurat teraz i dlaczego "W1"
Nazewnictwo nie jest przypadkowe. Dyson koduje swoje najnowsze urządzenia do czyszczenia podłóg literami oznaczającymi kategorię - W jak "wash" (mycie), w odróżnieniu od serii V dla klasycznych odkurzaczy bezprzewodowych czy nowej serii R dla robotów Nurovi, które również zadebiutowały tego wieczoru. Sama premiera W1 PencilWash była zresztą w Berlinie stosunkowo skromnym akcentem na tle prawdziwych gwiazd wydarzenia - trzech nowych robotów odkurzająco-myjących z serii Nurovi (R1, R2, R3) oraz szczoteczki do zębów CameraJet z wbudowaną kamerą makro o rozdzielczości 100 tys. pikseli, która w czasie rzeczywistym analizuje 28 obrazów na sekundę, żeby precyzyjnie kierować strumień płynu do płukania między zęby. Ten kontrast jest zresztą pouczający - widać, że Dyson stawia dziś główny nacisk marketingowy na "inteligentne" urządzenia z kamerami i AI, a mop bez żadnego czujnika wizyjnego dostał tylko kosmetyczną, choć praktyczną poprawkę.

Dyson od dwóch lat konsekwentnie buduje rodzinę "ołówkowych" urządzeń do podłóg - najpierw PencilVac (odkurzacz o średnicy 38 milimetrów i wadze 1,8 kg, wyceniony w Polsce na 1999 złotych), potem PencilWash jako jego "mokry" odpowiednik. To spójna strategia projektowa: maksymalna redukcja masy i przekroju rączki przy zachowaniu (przynajmniej deklarowanej) skuteczności czyszczenia. Konkurenci na polskim rynku - marki jak Tineco, Roborock czy Xiaomi - od dawna oferują podobne mopy elektryczne, często w niższych cenach, ale rzadko dorównują Dysonowi w jakości wykonania i lekkości uchwytu.
Zmiana w W1 PencilWash sygnalizuje też coś szerszego w podejściu Dysona do cyklu produktowego-– firma nie czeka już na "generacyjne" odstępy dwóch, trzech lat między modelami, tylko wypuszcza poprawki po kilku miesiącach, gdy zbierze feedback rynku. To dobra wiadomość dla klientów kupujących w przyszłości, ale niewesoła dla tych, którzy zainwestowali w oryginał na początku roku i teraz patrzą na następcę z bardziej dopracowaną stacją dokującą.
Jedno jest pewne - patrząc na urządzenie na stoisku w Berlinie trudno oprzeć się wrażeniu, że to bardziej "wersja 1.5" niż faktyczna druga generacja. Sam korpus, waga i podstawowe parametry pozostają niezmienione; realną nowością jest higiena serwisowa dzięki samoczyszczącej stacji i lepsza absorpcja wałka. To niewielki, ale konkretny krok w stronę tego, czego najbardziej brakowało oryginałowi - wygodniejszej pielęgnacji urządzenia po sprzątaniu, bez konieczności ręcznego wypłukiwania nasadki w zlewie.
Redaktor Spider's Web - ekspert w tematykach Microsoftu i RTV. Lubi oglądać się zarówno za siebie – wspominając przełomowe dokonania w informatyce – jak i przed siebie, będąc nieustannie ciekawym tego, co będzie dalej. Jego zainteresowania to przede wszystkim software: UI/UX, algorytmy, uczenie maszynowe, chmura czy sztuczna inteligencja. Nic dziwnego, że jako specjalizację obrał sobie pilnowanie firmy Microsoft. Uwielbia też sztukę gier i kina, przez co wyrósł na pasjonata sprzętu RTV – a i o technologii wspomnianych gier i filmów ma wiele ciekawego do opowiedzenia. Jego pierwsza obecność w mediach dotyczyła muzyki – współtworzył Overkill.pl. Ciąg dalszy jego rozwoju dotyczył już tylko nowych technologii. Zanim dołączył do zespołu Spider’s Web przez lata współtworzył CHIP.pl i Magazyn CHIP.