Oto nowiutkie roboty sprzątające Dysona. Pozamiatane (i umyte)
Dyson Nurovi łączą sieci neuronowe z systemami wizyjnymi. Będą trzy modele - R1, R2 i R3 - które mają być odpowiedzią marki na dominację chińskich producentów w tym segmencie rynku.

Impreza „Dyson Unveiled” odbyła się w zabytkowym obiekcie Bolle w Berlinie, zaplanowana celowo w tym samym tygodniu co targi IFA, żeby złapać maksymalną uwagę mediów technologicznych z całego świata. To już druga edycja tego formatu - Dyson zainaugurował go w 2025 r., prezentując jedenaście nowości, a rok później zapowiadał, że tegoroczna odsłona będzie „większa i szersza”. Ostatecznie na scenie i w przestrzeniach wystawowych pokazano dziesięć nowych urządzeń, od szczoteczki do zębów z wbudowaną kamerą (Dyson CameraJet) przez serię oczyszczaczy powietrza HushJet, przeprojektowany mop elektryczny W1 PencilWash, prostownicę Corrale CoolShine i szczotko-suszarkę Airsmooth, po właśnie trzy roboty z rodziny Nurovi. Cały ten pakiet Dyson opisuje jako przejście od „urządzeń czysto mechanicznych” do „inteligentnych maszyn, które potrafią widzieć, myśleć i reagować” - cytat, który dość dobrze streszcza filozofię, jaką firma próbuje sprzedać inwestorom i klientom w tym samym momencie.
Czytaj też:
Sama nazwa Nurovi to skrzyżowanie „Neural Intelligence” i „Vision” - Dyson chciał podkreślić, że nowe roboty łączą uczenie maszynowe z zaawansowanym systemem widzenia komputerowego, a nie tylko dodają kolejny czujnik LiDAR do istniejącej konstrukcji.
R3 Nurovi Spot+Scrub UV - sztandarowiec z latarką kryminalisty

Na szczycie rodziny stoi Dyson R3 Nurovi Spot+Scrub UV, który firma reklamuje jako swój najbardziej zaawansowany robot myjąco-odkurzający w historii. Największą nowością jest system wykrywania plam łączący światło UV, rozpoznawanie obrazu przez AI oraz charakterystyczne zielone podświetlenie szczotki, znane już z odkurzaczy pionowych Dysona. W praktyce robot ma rozpoznawać prawie 200 rodzajów substancji i domowych przedmiotów - od zaschniętego sosu pomidorowego po niewidoczne dla oka plamy po zwierzętach, które zwykłe światło białe po prostu ignoruje. Po wykryciu zabrudzenia R3 wielokrotnie wraca do tego samego miejsca i czyści je, aż plama faktycznie zniknie, a nie tylko zostanie rozmazana po podłodze.
Za samo mycie odpowiada samoczyszczący wałek z 12-punktowym systemem nawilżania, który bez przerwy podaje świeżą wodę podgrzaną do 70 stopni Celsjusza i czyści się przy każdym obrocie. To już druga generacja tego rozwiązania - w Spot+Scrub Ai woda miała temperaturę około 60 stopni, więc różnica jest wyczuwalna i realnie przekłada się na skuteczność usuwania zaschniętych zabrudzeń. Wałek z mikrofibry na całej szerokości robota dodatkowo wysuwa się o 40 milimetrów, co pozwala domyć podłogę tuż przy listwach, a nie tylko w centralnej części pomieszczenia. Za odkurzanie na sucho odpowiada silnik o mocy ssania 30 tys. Pa, co Dyson opisuje jako 65-procentowy wzrost względem poprzedniej generacji (18 tys. Pa w Spot+Scrub Ai). To liczba, która w teorii wygląda efektownie, ale warto pamiętać, że w tej branży moc ssania podawana przez producentów rzadko przekłada się liniowo na realną skuteczność czyszczenia.

Stacja dokująca R3 jest bezworkowa i wykorzystuje separację cyklonową, co oznacza, że po każdym sprzątaniu automatycznie opróżnia pojemnik na kurz, myje wałek i doładowuje robota, bez konieczności kupowania jednorazowych worków. W amerykańskiej sprzedaży model ten wyceniono na 1199 dolarów, a start zaplanowano na 15 września. Nie ma jeszcze informacji o polskich cenach.
R2 Nurovi Wash+Dry - trójkąt Reuleaux w natarciu na narożniki
Środkowy model rodziny, Dyson R2 Nurovi Wash+Dry, rozwiązuje problem, który frustruje użytkowników praktycznie każdego robota myjącego na rynku - okrągłe nakładki mopujące fizycznie nie są w stanie dotrzeć do prostych kątów w narożnikach pomieszczenia. Inżynierowie Dysona sięgnęli po kształt trójkąta Reuleaux - figury o stałej szerokości, złożonej z trzech łukowych segmentów, znanej matematykom od dawna, ale rzadko stosowanej w sprzęcie AGD. Nakładki w tym kształcie wykonują precyzyjny ruch mimośrodowy, co pozwala uzyskać kwadratowy wzorzec czyszczenia sięgający bezpośrednio w kąty, a nie tylko blisko nich. To jedno z ciekawszych rozwiązań inżynieryjnych całej prezentacji, bo nie jest to prosty przeskok specyfikacji, a rzeczywista zmiana geometrii problemu.

R2 korzysta również z wody podgrzewanej w stacji dokującej do 75 stopni - nawet nieco cieplejszej niż w topowym R3 - co ma pomagać w usuwaniu uporczywych zabrudzeń. Do tego dochodzi nowy system Twin-capture, w którym włosie na listwie szczotkowej mechanicznie zamiata większe zanieczyszczenia bezpośrednio do wnętrza odkurzacza, a silnik koncentruje się już tylko na drobnym kurzu i mniejszych cząsteczkach. Piezoelektryczny czujnik akustyczny wykrywa w czasie rzeczywistym poziom zabrudzenia i typ podłoża, automatycznie dostosowując moc ssania. Co istotne z perspektywy portfela - w Stanach Zjednoczonych R2 trafił do sprzedaży wyceniony na 699 dolarów. Również i w tym przypadku nie znamy polskich cen.
R1 Nurovi Dry - wariant dla purystów odkurzania

Najprostszy model, Dyson R1 Nurovi Dry, zrezygnował z mopowania na rzecz maksymalnej skuteczności w klasycznym odkurzaniu twardych podłóg i dywanów. Dostał tę samą technologię Twin-capture co model R2 oraz moc ssania 21 tys. Pa - solidny wynik, choć wyraźnie niższy od 30 tys. Pa sztandarowca. Ciekawszym elementem jest przeprojektowany system bocznych szczotek, ustawionych pod precyzyjnie dobranym kątem i połączonych łącznikiem o strukturze siatkowej, który aktywnie kontroluje nacisk i kierunek ich ruchu. W praktyce ma to ograniczać rozrzucanie zanieczyszczeń na boki i zmniejszać owijanie się włosów wokół szczotek - klasyczna bolączka wszystkich robotów tej klasy, niezależnie od marki. Boczne szczotki wysuwają się także na zewnątrz obudowy, sięgając bliżej ścian i narożników. R1 Dry, jako model wejściowy, wyceniono w USA na 549 dol., czekamy na polskie ceny.
Ile to będzie kosztować w Polsce

Dyson nie ogłosił jeszcze podczas samej konferencji w Berlinie konkretnych cen ani dat premiery dla polskiego rynku - to standardowa praktyka tej marki, która komunikat cenowy lokalny zwykle publikuje kilka tygodni po globalnej zapowiedzi. Można jednak spekulować na podstawie precedensu. Poprzedni model, Dyson Spot+Scrub Ai, zadebiutował w Polsce w cenie 4999 złotych, czyli mniej więcej odpowiadał brytyjskiej cenie 1049,99 funta po przeliczeniu i lokalnym narzucie premium. Biorąc pod uwagę, że R3 Nurovi Spot+Scrub UV w USA kosztuje 1199 dolarów, a więc mniej więcej tyle, co poprzednik w przeliczeniu na złotówki, realistyczny szacunek dla polskiej ceny topowego modelu to okolice 5000-5500 złotych, choć oficjalnie może się to okazać inną liczbą, gdy Dyson opublikuje lokalny cennik. Tańsze modele R1 i R2 powinny w Polsce zejść odpowiednio w rejon 2500-3500 złotych, jeśli firma zachowa podobne proporcje cenowe jak w Stanach.
To wciąż stawia Nurovi w segmencie premium, tam gdzie na polskim rynku rządzą Dreame i Roborock. Warto zwrócić uwagę, że za porównywalne pieniądze - między 3000 a 5000 złotych - można już dziś kupić modele takie jak Roborock Saros 20, Dreame X60 Ultra czy Dreame Matrix 10 Ultra, oferujące własne systemy automatycznego unoszenia podwozia, bogatsze aplikacje i bardzo rozbudowane stacje dokujące, a często niższe ceny promocyjne niż sugerowana cena producenta. Rynek robotów sprzątających w Polsce jest dziś wyjątkowo konkurencyjny i nasycony, a klienci przywykli do tego, że kluczowe funkcje - automatyczne opróżnianie, mycie mopów, unoszenie na dywanach - są już standardem nawet w niższych przedziałach cenowych.
Wrażenia z bliskiego kontaktu na scenie w Bolle

Roboty prezentowane na żywo w Berlinie robiły dobre pierwsze wrażenie estetyczne –-charakterystyczny, techniczny język wzorniczy Dysona, transparentne elementy pokazujące mechanizmy w akcji i wyraźne akcenty kolorystyczne odróżniają je od typowych, prostokątnych „krążków” konkurencji. W przypadku R3 najbardziej przekonujący na pokazie był moment demonstracji wykrywania plamy pod światłem UV - zielone podświetlenie szczotki w połączeniu z lampą UV rzeczywiście uwidacznia zabrudzenia niewidoczne w normalnym oświetleniu pomieszczenia, co ma sens zwłaszcza dla domów z dziećmi i zwierzętami. Trzeba jednak zachować zdrowy dystans do efektu „wow” samej demonstracji na stoisku targowym - warunki testowe kontrolowane przez producenta zawsze wypadają lepiej niż codzienna eksploatacja w prawdziwym mieszkaniu z kablami, skarpetkami i nieregularnym oświetleniem.
Czy warto czekać na Nurovi

Rodzina Nurovi to bez wątpienia najambitniejsza próba Dysona, by wejść na rynek robotów sprzątających z realną przewagą technologiczną, a nie tylko z logo na obudowie. Trójkąt Reuleaux w R2, podwyższona temperatura wody w wałku myjącym oraz wykrywanie plam wspierane UV w R3 to konkretne, dobrze umotywowane inżynieryjnie rozwiązania, a nie tylko kosmetyczne odświeżenie oferty. Jednocześnie segment robotów sprzątających zmienia się w Chinach szybciej niż gdziekolwiek indziej, a Roborock i Dreame regularnie wypuszczają modele z aktywnym unoszeniem podwozia na przeszkodach, mechanicznymi ramionami do mopowania schodów czy jeszcze bardziej rozbudowanymi ekosystemami aplikacji. Cena pozostaje główną niewiadomą dla polskiego klienta - dopóki Dyson nie opublikuje lokalnego cennika, warto traktować amerykańskie liczby jako punkt odniesienia, a nie gotową deklarację, ile realnie trzeba będzie zapłacić w rodzimych sklepach.
Redaktor Spider's Web - ekspert w tematykach Microsoftu i RTV. Lubi oglądać się zarówno za siebie – wspominając przełomowe dokonania w informatyce – jak i przed siebie, będąc nieustannie ciekawym tego, co będzie dalej. Jego zainteresowania to przede wszystkim software: UI/UX, algorytmy, uczenie maszynowe, chmura czy sztuczna inteligencja. Nic dziwnego, że jako specjalizację obrał sobie pilnowanie firmy Microsoft. Uwielbia też sztukę gier i kina, przez co wyrósł na pasjonata sprzętu RTV – a i o technologii wspomnianych gier i filmów ma wiele ciekawego do opowiedzenia. Jego pierwsza obecność w mediach dotyczyła muzyki – współtworzył Overkill.pl. Ciąg dalszy jego rozwoju dotyczył już tylko nowych technologii. Zanim dołączył do zespołu Spider’s Web przez lata współtworzył CHIP.pl i Magazyn CHIP.