REKLAMA

Dyson stworzył najpotężniejszy oczyszczacz w historii. Najpierw zajrzał do silników odrzutowych

Dyson twierdzi, że nauczył się od lotnictwa jak przepchnąć ogromne ilości powietrza bez irytującego hałasu. W Berlinie sprawdziłem co potrafią nowe oczyszczacze HushJet.

Dyson HushJet 2026 wrażenia

Kiedy Dyson zaprasza dziennikarzy do Berlina to zwykle oznacza to jedno - będzie drogo, będzie głośno o cichej pracy i będzie przynajmniej jedno urządzenie, które wygląda jak coś wyjęte z warsztatu lotniczego. Na wydarzeniu Dyson Unveiled w historycznej lokalizacji Bolle, firma odsłoniła nową generację oczyszczaczy powietrza z serii HushJet, a przy okazji całą chmurę innych „inteligentnych maszyn” - od szczoteczki do zębów z kamerą, przez roboty odkurzające, po prostownicę do włosów. My skupimy się na tym, co dla wielu z was będzie najbardziej praktyczne: na oczyszczaczach powietrza, które mogłem nie tylko zobaczyć z bliska, ale też dotknąć i posłuchać na żywo.

Czytaj też:

Skąd się wzięła dysza, która brzmi jak silnik odrzutowy

HushJet Mini Cool

Cała seria HushJet nie jest właściwie nowością - to rozwinięcie koncepcji, którą Dyson zaprezentował po raz pierwszy w ubiegłym roku w kompaktowym modelu HushJet Purifier Compact, a potem powielił wiosną bieżącego roku w przenośnym wentylatorze HushJet Mini Cool, który zresztą wyprzedał się błyskawicznie na całym świecie. Teraz firma postawiła bardziej odważny krok i tę samą filozofię projektowania wprowadza do całej rodziny oczyszczaczy, grzejników i klimatyzatorów.

Sam pomysł na dyszę HushJet inżynierowie Dyson zapożyczyli prosto z lotnictwa. Firma opisuje to bardzo obrazowo - chodziło o zbadanie jak samoloty ograniczają hałas przy przemieszczaniu powietrza z ekstremalnymi prędkościami, wykorzystując skomplikowane geometrie do kontrolowania turbulencji już u samego źródła. W praktyce oznacza to, że kształt dyszy sam w sobie „wygładza” strumień powietrza, zamiast dokładać dodatkowe tłumiki czy spowalniać przepływ, co byłoby prostsze, ale kosztowałoby moc. Dyson chwali się, że dzięki temu udało się utrzymać duży przepływ powietrza przy minimalnym hałasie aerodynamicznym.

Dyson HushJet

Nowość w tej generacji to zmiana geometrii dyszy - po raz pierwszy jest ona skierowana do przodu, z nachylonym profilem, który wyrzuca powietrze głęboko w pomieszczenie, a nie tylko wokół osi urządzenia jak w klasycznych „obręczach” Air Multiplier znanych z wentylatorów Dyson od 2009 r. To zmiana filozofii - stary Air Multiplier wzmacniał strumień powietrza wielokrotnie przez zasysanie otaczającego powietrza przez wąską szczelinę, ale rozprowadzał je głównie w formie pierścienia wokół urządzenia. HushJet w nowej odsłonie ma pchać powietrze zdecydowanie dalej i celniej.

Trzy rozmiary, jedna filozofia

Na scenie w Berlinie zaprezentowano trzy modele, które różnią się głównie skalą ambicji, a nie samą technologią bazową.

Największy i najbardziej efektowny jest Dyson HushJet Big+Quiet Cool Pure+ z funkcją usuwania formaldehydu, jonizatorem i lampą UV. To zdecydowanie najpotężniejszy oczyszczacz powietrza, jaki Dyson kiedykolwiek zrobił - ma według producenta generować do 334 l/s oczyszczonego powietrza, czyli około 1200 m³/h, a dzięki ukierunkowanej projekcji rozprowadzać je na dystansie do 20 metrów i oczyszczać kilka połączonych pomieszczeń jednocześnie. Serce urządzenia to sprężarka niskociśnieniowa o dużym przepływie współpracująca z trzystopniowym systemem filtracji, który wychwytuje zarówno cząstki stałe, jak i gazy, a przy tym rozkłada formaldehyd - firma podaje skuteczność na poziomie 99,999 proc. dla cząstek wielkości zaledwie 0,01 mikrona. To wynik lepszy niż w poprzedniej generacji kompaktowego HushJet, który „tylko” łapał 99,97 proc. cząstek o wielkości 0,3 mikrona - różnica rzędu 30-krotnie mniejszych cząstek to realny skok technologiczny w filtracji. Model ma być dostępny jesienią w cenie 999 euro.

Drugi w hierarchii jest Dyson HushJet Pure Cool+ z funkcją usuwania formaldehydu, jonizatorem i lampą UV – model średniej wielkości, zaprojektowany dla osób, które nie potrzebują pełnowymiarowego kolosa, ale chcą oczyszczać duże pomieszczenia bez kompromisów. Dyson deklaruje, że nowe urządzenie oczyszcza powietrze nawet trzykrotnie skuteczniej niż poprzednie modele tej klasy, rozprowadzając czyste powietrze głębiej w pomieszczeniu, a przy tym oferuje też funkcję indywidualnego chłodzenia. W cenniku europejskim ten wariant ma kosztować 599 euro.

Trzeci, najbardziej przystępny model to Dyson HushJet Hot Cool Pure+ - najmocniejszy w historii marki oczyszczacz typu 3 w 1, łączący filtrację powietrza, ogrzewanie i chłodzenie osobiste w jednym korpusie. To urządzenie ma sens szczególnie w mieszkaniach, gdzie nie ma miejsca na trzy osobne sprzęty na różne pory roku – tu za pomocą tej samej dyszy HushJet powietrze można zarówno podgrzać, jak i schłodzić. Ten wariant również wyceniono na 599 euro w Europie.

Dyson HushJet

Maksymalny poziom hałasu na poziomie 46 dB, tryb nocny na 24 dB, dziesięć poziomów prędkości i oscylacja sięgająca aż 350 stopni w przypadku największego modelu.

Co realnie zmienia się względem poprzedników

Nowa generacja idzie dalej niż poprzednik pod trzema względami, które faktycznie mają znaczenie dla użytkownika, a nie tylko dla działu PR. Pierwszy to kierunek wyrzutu powietrza - z bocznego, pierścieniowego rozprowadzania na skierowany do przodu strumień o dużym zasięgu, co zmienia sposób, w jaki powietrze krąży w pomieszczeniu, zamiast tylko wirować lokalnie wokół urządzenia. Drugi to skala filtracji chemicznej - rozkładanie formaldehydu do wody i dwutlenku węgla, obecność jonizatora oraz sterylizacji UV mającej eliminować 99,9 proc. bakterii to funkcje, których nie było w prostszym modelu kompaktowym. Trzeci to skala samych urządzeń - Dyson po raz pierwszy poszedł w kierunku naprawdę dużego sprzętu obsługującego kilka pomieszczeń jednocześnie, a nie tylko biurko czy sypialnię, jak robił to dotąd model Purifier Compact przeznaczony do maksymalnie 100 metrów kwadratowych.

Dyson HushJet

Trzeba też przyznać: to, co Dyson prezentuje jako rewolucyjną nowość, w praktyce jest kontynuacją i skalowaniem tego, co już raz się sprawdziło na rynku - a nie wynalezieniem koła na nowo. Firma dosłownie sama to podkreśla w komunikacie prasowym, mówiąc o „początku ery HushJet”, którą zaczęła jeszcze w ubiegłym roku. To uczciwe, choć trudno oprzeć się wrażeniu, że taka narracja to też sprytny sposób na uzasadnienie kolejnej rundy podwyżek cenowych.

Aplikacja MyDyson i obietnica serwisowa

Wszystkie nowe urządzenia, w tym cała seria HushJet, są sterowane przez odświeżoną aplikację MyDyson, którą firma promuje jako „nowe spojrzenie na obsługę klienta”. W jej ramach Dyson wprowadza usługę Concierge, czyli spersonalizowany proces wdrożenia pomagający w konfiguracji sprzętu, a także program „Never Without”, w którym firma obiecuje dostęp do urządzenia zastępczego w razie awarii czy serwisu. To akurat rzecz, na którą warto zwracać uwagę przy sprzęcie w tym przedziale cenowym - bo o ile filtracja i wzornictwo można ocenić od razu, to obietnice serwisowe sprawdzają się dopiero po roku czy dwóch użytkowania, gdy coś faktycznie się psuje.

Czy warto czekać

Patrząc na to na żywo trudno nie docenić samej inżynierii - dysza HushJet to nie jest kosmetyczny redesign, a zmiana w sposobie, w jaki powietrze porusza się i brzmi wewnątrz urządzenia. Z drugiej strony Dyson od lat gra tę samą kartę: prezentuje przełomową technologię, każe za nią zapłacić premium, a potem po roku wypuszcza kolejną „jeszcze lepszą” wersję tego samego pomysłu. Dla kogoś, kto potrzebuje ciszej i skuteczniej oczyszczać duże powierzchnie, zwłaszcza w kontekście formaldehydu i lotnych związków organicznych, oferta ma sens. Dla osób, które szukają po prostu przyzwoitego oczyszczacza do jednego pokoju - ceny prawdopodobnie pozostaną trudne do uzasadnienia względem znacznie tańszej konkurencji z Chin. Rynek pokaże, czy tym razem klienci znów będą skłonni zapłacić za odrzutowy rodowód dyszy, czy jednak zwycięży kalkulator.

Maciej Gajewski
Redaktor

Redaktor Spider's Web - ekspert w tematykach Microsoftu i RTV. Lubi oglądać się zarówno za siebie – wspominając przełomowe dokonania w informatyce – jak i przed siebie, będąc nieustannie ciekawym tego, co będzie dalej. Jego zainteresowania to przede wszystkim software: UI/UX, algorytmy, uczenie maszynowe, chmura czy sztuczna inteligencja. Nic dziwnego, że jako specjalizację obrał sobie pilnowanie firmy Microsoft. Uwielbia też sztukę gier i kina, przez co wyrósł na pasjonata sprzętu RTV – a i o technologii wspomnianych gier i filmów ma wiele ciekawego do opowiedzenia. Jego pierwsza obecność w mediach dotyczyła muzyki – współtworzył Overkill.pl. Ciąg dalszy jego rozwoju dotyczył już tylko nowych technologii. Zanim dołączył do zespołu Spider’s Web przez lata współtworzył CHIP.pl i Magazyn CHIP.