REKLAMA

Szczoteczka, która widzi brud między zębami. Widziałem najbardziej szaloną premierę Dysona

Dyson wreszcie pokazał, że umie robić rzeczy inne niż odkurzacze. Byłem na premierze szczoteczki z kamerą.

Dyson CameraJet wrażenia

Kiedy dostałem zaproszenie na wydarzenie "Dyson Unveiled" w Berlinie, byłem przekonany, że będzie to kolejna odsłona wojny o rynek odkurzaczy bezworkowych albo suszarek do włosów. Zamiast tego firma znana z cyklonów i silników cyfrowych zafundowała mi wieczór, w którym najwięcej mówiło się o... szczotkowaniu zębów. Serio. Jake Dyson zaprezentował serię czternastu nowych produktów, ale gwiazdą wieczoru, przynajmniej pod względem liczby padających w kuluarach pytań, była szczoteczka z wbudowaną kamerą, która ma widzieć to, czego przez dekady nie widziała żadna elektryczna szczoteczka na rynku.

Berlin, Paryż i jedna szczoteczka

Dyson CameraJet

Globalne odsłonięcie Dyson CameraJet odbyło się formalnie w Paryżu, gdzie James Dyson osobiście zaprezentował urządzenie jako "zupełnie nowy sposób mycia zębów". Kilka dni później sprzęt trafił jednak także na europejską scenę w Berlinie, gdzie firma zorganizowała szerszą prezentację całej rodziny "inteligentnych maszyn" i gdzie mogłem obejrzeć CameraJet z bliska, wziąć go do ręki i sprawdzić, jak leży w dłoni (zęby, rzecz jasna, zostały nietknięte - to jednak był obiekt konferencyjny, nie łazienka). Jake Dyson, główny inżynier firmy, ujął filozofię stojącą za tą i pozostałymi trzynastoma nowościami w jednym zdaniu: przez dekady Dyson koncentrował się na inżynierii mechanicznej, teraz przechodzi do urządzeń, które "potrafią widzieć, myśleć i reagować" - niezależnie od tego, czy działają w jamie ustnej, na włosach, czy w salonie.

Czytaj też:

To zdanie brzmi jak typowy korporacyjny slogan wrzucony do prasówki, ale trzeba oddać sprawiedliwość - w przypadku CameraJet faktycznie odzwierciedla to, co dzieje się w środku urządzenia. Nie mamy tu po prostu szczoteczki sonicznej z dodanym gadżetem. Mamy sprzęt, w którym kamera, sztuczna inteligencja i hydraulika mają współpracować w czasie rzeczywistym, żeby robić coś, czego dotąd żadna firma - przynajmniej według analiz rynkowych przywołanych przez Dysona - nie oferowała w jednym urządzeniu.

Problem, który Dyson próbuje rozwiązać

Dyson CameraJet

Zanim przejdziemy do samego sprzętu to warto zrozumieć, jaki problem faktycznie mieli rozwiązać ci 661 inżynierowie, którzy pracowali nad projektem przez sześć lat. Dyson przywołuje dane, według których dziewięć na dziesięć osób nie używa nici dentystycznej tak regularnie, jak powinno, a przeciętny czas szczotkowania zębów wynosi zaledwie 45 sekund - czyli mniej niż jedną czwartą zalecanych dwóch minut. Do tego dochodzi raport Światowej Organizacji Zdrowia z 2025 r., według którego choroby jamy ustnej dotykają na świecie blisko 3,7 mld ludzi, a coraz więcej badań łączy zły stan higieny jamy ustnej z chorobami serca i chorobą Alzheimera. Brzmi to jak materiał na artykuł medyczny, nie technologiczny, ale to właśnie ta statystyka była punktem wyjścia dla całego projektu - według Dysona najczęściej pomijanym obszarem podczas szczotkowania są przestrzenie międzyzębowe, czyli miejsca, gdzie płytka nazębna gromadzi się najszybciej i najdłużej.

Innymi słowy: Dyson nie próbuje sprzedać nam kolejnej szczoteczki, która wibruje mocniej niż poprzednia. Próbuje sprzedać nam urządzenie, które rozwiązuje bardzo konkretny, ludzki problem - to, że większość z nas szczotkuje zęby byle jak i ignoruje szczeliny między nimi, bo po prostu ich nie widzi.

Gap Optical Targeting, czyli szczoteczka z okiem

Dyson CameraJet

Sercem CameraJet jest technologia o nazwie Gap Optical Targeting - algorytm uczenia maszynowego opracowany wewnętrznie przez Dysona, który wykorzystuje zintegrowaną w główce kamerę z obiektywem makro o rozdzielczości 100 tys. pikseli. To nie jest kamera do robienia zdjęć na Instagrama - to miniaturowy endoskop, który skanuje 28 obrazów na żywo w każdej sekundzie, żeby w czasie rzeczywistym wykrywać, śledzić i przewidywać, gdzie w danym momencie znajdują się przestrzenie międzyzębowe. Kamera współpracuje z oświetleniem i układem stroboskopowym działającym z częstotliwością 257 Hz, a cały system jest w stanie rozpoznać szczelinę i skierować w nią strumień płynu w zaledwie 100 milisekund od jej zarejestrowania.

Za tym procesem stoi konkretna, dość imponująca liczba: 16 mln linii kodu i system uczenia maszynowego wytrenowany na ponad 470 tys. obrazów stomatologicznych zebranych podczas prac rozwojowych. To już nie poziom skomplikowania typowej szczoteczki elektrycznej, a raczej poziom, o którym można by pomyśleć w kontekście systemów wspomagania kierowcy w samochodach. Pytanie, które nasuwa się naturalnie - i które zadałem wprost przedstawicielom firmy na miejscu - to czy to nie jest przerost formy nad treścią. Odpowiedź brzmiała, że według wewnętrznych testów Dysona to właśnie ta precyzja pozwala urządzeniu robić coś, czego zwykłe irygatory nie potrafią: trafiać strumieniem dokładnie tam, gdzie trzeba, a nie działać na oślep w całej jamie ustnej.

Dyson CameraJet

Co ważne z perspektywy prywatności - bo to pierwsze pytanie, jakie każdy zadaje, gdy słyszy "kamera w łazience" - Dyson zapewnia, że żadne obrazy nie są rejestrowane ani przechowywane, ani w samym urządzeniu, ani w chmurze. Kamera włącza się wyłącznie podczas korzystania z podglądu na żywo w aplikacji lub automatycznego uruchamiania strumienia. Nie mamy więc do czynienia z kolejnym urządzeniem domowym, które gromadzi dane o naszej twarzy czy anatomii i wysyła je gdzieś do serwerowni - przynajmniej w teorii i według deklaracji producenta.

Stożkowy strumień zamiast igły

Drugim filarem konstrukcji jest sposób, w jaki CameraJet faktycznie usuwa płytkę nazębną. Klasyczne irygatory do zębów wykorzystują strumień igłowy - wąski, ostry i penetrujący profil przepływu płynu. Problem w tym, że taki strumień, jak twierdzi Dyson na podstawie własnych testów laboratoryjnych, przebija płytkę nazębną na wylot, ale nie pokonuje jej lepkości i nie usuwa jej całkowicie. Dyson odpowiada na to stożkowym strumieniem - szerszym, który ma jednocześnie omiatać i usuwać płytkę, przy niższym ciśnieniu, co w teorii oznacza mniejsze obciążenie dla dziąseł i szkliwa.

Aby zweryfikować czy to działa inżynierowie nie mogli przeprowadzać badania klinicznego przy każdej drobnej zmianie konstrukcyjnej - to byłoby zbyt kosztowne i czasochłonne. Dlatego firma opracowała własny substytut płytki nazębnej w ramach pięcioletniej współpracy z Wydziałem Stomatologii Narodowego Uniwersytetu w Singapurze. To szczegół, który łatwo przegapić w prasówce, a który mówi więcej o skali projektu niż jakikolwiek marketingowy claim - sześć lat pracy, 38 zgłoszonych wniosków patentowych i konsultacje z 30 specjalistami stomatologii z całego świata.

Zbiornik, który nie zna grawitacji

Jednym z bardziej sprytnych, choć mniej efektownych rozwiązań jest zbiornik na płyn do płukania jamy ustnej. Ma pojemność 12,5 mililitra - dawkę wystarczającą na jeden cykl szczotkowania, bez ryzyka zalania sobie ust płynem. Sam zbiornik nazwano "antygrawitacyjnym", bo wykorzystuje pompę membranową i komorę ciśnieniową, które dostosowują swoje działanie do pozycji urządzenia. W praktyce oznacza to, że klasyczny problem znany z tradycyjnych irygatorów opartych na konstrukcji "rurka w kubku"- zasysanie powietrza i spadek wydajności po przechyleniu urządzenia - ma tutaj nie występować, niezależnie od tego, czy szczoteczka jest trzymana pionowo, poziomo, czy pod kątem. To istotne, bo czyszczenie tylnych, dolnych zębów wymaga zwykle właśnie poziomego ustawienia głowicy - to jest moment, w którym konkurencyjne irygatory najczęściej "się gubią".

Włókna, które nie chcą stać w miejscu

Sama główka szczoteczki wykonuje blisko tysiąc ruchów na sekundę i wykorzystuje podwójny system włókien - nieco twardsze wewnętrzne, które mają usuwać powierzchniowe przebarwienia, oraz miękkie zewnętrzne, delikatniej czyszczące linię dziąseł. Ciekawszy jest jednak sposób, w jaki te włókna się ruszają. Inżynierowie Dysona przeanalizowali w zwolnionym tempie działanie konkurencyjnych szczoteczek sonicznych i doszli do wniosku, że ich włókna mogą się "zatrzymywać" na powierzchni zęba - czyli mimo włączonego silnika po prostu przestają efektywnie pracować, zwłaszcza w trudno dostępnych miejscach. Odpowiedzią jest zmienna oscylacja soniczna, która stale zmienia kąt ruchu włókien, żeby nie dopuścić do takiego zastoju.

Dyson CameraJet

Efekt? Według niezależnych testów przywołanych przez Dysona, w trudno dostępnych miejscach ta technologia usuwa do 69 proc. więcej płytki nazębnej niż wiodące na rynku elektryczne szczoteczki klasy premium. To liczba, którą warto zapamiętać, ale też trzeba wziąć z odpowiednią dawką dystansu - to test laboratoryjny przeprowadzony przez samego producenta, nie niezależną instytucję badawczą, więc traktowałbym to jako punkt wyjścia do własnej oceny, nie ostateczny wyrok.

Stacja dokująca i cała ekosystemowa otoczka

Galeria: 3 zdjęcia
Galeria zdjęć
Dyson CameraJet - pasta i płyn do płukania
Dyson CameraJet - pasta i płyn do płukania
Dyson CameraJet - pasta i płyn do płukania

CameraJet nie działa w oderwaniu od reszty zestawu. W komplecie znajduje się stacja dokująca, która po naciśnięciu przycisku napełnia zbiornik szczoteczki w trzy sekundy, ładuje urządzenie między cyklami i zapewnia miejsce do higienicznego przechowywania w pozycji pionowej. Do tego dołączone jest etui ochronne na podróże, a cały zestaw uzupełnia dedykowana pasta do zębów i płyn do płukania jamy ustnej marki Dyson - oba niepieniące się i bez SLS, bo nadmiar piany zasłaniałby kamerze pole widzenia i uniemożliwiał działanie Gap Optical Targeting. To akurat logiczne rozwiązanie konstrukcyjne, ale warto mieć świadomość, że kupując CameraJet, wchodzimy w cały mały ekosystem produktów - nie każda dowolna pasta z drogerii będzie tu współpracować równie dobrze z technologią kamery.

Każda główka szczoteczki ma własny znacznik RFID, który rejestruje liczbę wykonanych cykli i informuje, kiedy trzeba ją wymienić - po podłączeniu nowej końcówki licznik startuje od zera. Dostępna jest też wersja dla osób z wrażliwymi zębami i dziąsłami, zapewniająca delikatniejsze szczotkowanie.

Aplikacja MyDyson i pytanie o sens łączności

Galeria: 2 zdjęcia
Galeria zdjęć
Dyson CameraJet i aplikacja MyDyson
Dyson CameraJet i aplikacja MyDyson

Szczoteczka łączy się z Wi-Fi w paśmie 2,4 GHz oraz przez Bluetooth, co pozwala na podgląd na żywo w aplikacji MyDyson - dosłownie to, co widzi dentysta podczas kontroli, tylko na ekranie własnego telefonu. Aplikacja oferuje też mapy zasięgu czyszczenia, spersonalizowane informacje zwrotne o tym, które obszary są pomijane, oraz tryb automatycznego wykrywania i tryb ręczny z regulacją intensywności.

Tu wypada zadać pytanie, które chyba nasunie się każdemu czytelnikowi ze zdrowym rozsądkiem: czy szczoteczka do zębów naprawdę musi łączyć się z Internetem? Dyson odpowiada, że to funkcja opcjonalna i edukacyjna - ma pomagać poprawiać technikę szczotkowania w czasie, nie jest niezbędna do samego działania urządzenia. Biorąc pod uwagę, że firma deklaruje brak zapisywania obrazu z kamery, ryzyko związane z prywatnością wydaje się ograniczone, ale to wciąż kolejne urządzenie w łazience wymagające konta, aplikacji i połączenia sieciowego, żeby wykorzystać cały potencjał - a to temat, który regularnie budzi zniecierpliwienie wśród entuzjastów technologii, i słusznie.

Cena, dostępność i to, co naprawdę ma znaczenie

Dyson CameraJet

Cały system dentystyczny Dyson - szczoteczka CameraJet, stacja dokująca, etui ochronne, pasta i płyn do płukania - trafił już do sprzedaży w cenie 1999 złotych, dostępny w sklepach Dysona oraz u wybranych sprzedawców detalicznych. Urządzenie można kupić w dwóch wariantach kolorystycznych: Ceramic Ultra Blue oraz Ceramic Pink. To pozycjonuje CameraJet jako sprzęt premium, konkurujący raczej z najwyższymi modelami Oral-B czy Philips Sonicare wyposażonymi w czujniki nacisku i tryby AI, niż z typową szczoteczką elektryczną za 200-300 zł.

Trudno w tym momencie ocenić, czy 1999 złotych to cena uzasadniona, bo to zależy od tego, jak technologia sprawdzi się w codziennym, wielomiesięcznym użytkowaniu - a nie podczas kilkuminutowej demonstracji na evencie w Berlinie. Kamera w szczoteczce brzmi jak coś wyjęte z segmentu science fiction jeszcze pięć lat temu, a teraz stoi na półce w cenie zbliżonej do średniej klasy telefonu. Zasadnicze pytanie, jakie zada sobie każdy potencjalny kupujący, nie dotyczy jednak samej technologii - bo ta na pierwszy rzut oka robi wrażenie - a tego, czy rzeczywiście potrzebujemy aż tak zaawansowanego sprzętu do robienia czegoś, co powinniśmy umieć robić poprawnie manualnie, za pomocą nici dentystycznej i odpowiedniej techniki szczotkowania. Dyson postawił na to, że odpowiedź większości z nas będzie brzmiała "tak" - i że łatwiej kupić urządzenie, które zrobi to za nas, niż zmienić nawyki wyrobione przez całe życie. Trudno się z tą diagnozą nie zgodzić, patrząc na statystyki przywołane przez samą firmę.

Maciej Gajewski
Redaktor

Redaktor Spider's Web - ekspert w tematykach Microsoftu i RTV. Lubi oglądać się zarówno za siebie – wspominając przełomowe dokonania w informatyce – jak i przed siebie, będąc nieustannie ciekawym tego, co będzie dalej. Jego zainteresowania to przede wszystkim software: UI/UX, algorytmy, uczenie maszynowe, chmura czy sztuczna inteligencja. Nic dziwnego, że jako specjalizację obrał sobie pilnowanie firmy Microsoft. Uwielbia też sztukę gier i kina, przez co wyrósł na pasjonata sprzętu RTV – a i o technologii wspomnianych gier i filmów ma wiele ciekawego do opowiedzenia. Jego pierwsza obecność w mediach dotyczyła muzyki – współtworzył Overkill.pl. Ciąg dalszy jego rozwoju dotyczył już tylko nowych technologii. Zanim dołączył do zespołu Spider’s Web przez lata współtworzył CHIP.pl i Magazyn CHIP.