Koszmar na lotnisku. Boeing Amazona rozbił się za pasem, są ofiary
Samolot Amazon Air przejechał za koniec pasa startowego. Śledczy sprawdzą moment przyziemienia, pogodę, hamowanie i stan 32-letniej maszyny.

Boeing 767 w charakterystycznym malowaniu Amazon Air przyleciał z Portoryko do Miami i wszystko wyglądało jak kolejny rutynowy rejs towarowy. Po lądowaniu maszyna nie zdołała jednak zatrzymać się na pasie. Przejechała poza jego koniec, przecięła drogę, uderzyła w kilka pojazdów i stanęła w ogniu. Zginęło co najmniej 5 osób, a kolejnych 5 trafiło do szpitali. Przyczyny katastrofy nadal nie znamy.
Samolot leciał z San Juan do Miami
Do wypadku doszło w niedzielę 6 września tuż przed godz. 14 czasu miejscowego. Lot 7598 wystartował z lotniska Luis Muñoz Marín w San Juan w Portoryko i po nieco ponad 2 godz. dotarł do Miami International Airport.
FAA identyfikuje maszynę jako Boeinga 767-300 cargo należącego do operacji prowadzonej przez 21 Air. Samolot wykonywał lot dla Amazon Air i nosił charakterystyczne biało-błękitne malowanie firmy.
Amazon stworzył własną sieć lotniczą i wykorzystuje samoloty z własnym brandingiem, ale znaczna część operacji wykonywana jest przez zewnętrznych przewoźników posiadających certyfikaty, pilotów i odpowiadających za eksploatację maszyn. 21 Air jest amerykańską linią cargo działającą od 2014 r. i wymienia Amazon Prime Air wśród swoich klientów. Feralny Boeing podchodził do pasa 30, czyli ukośnej drogi startowej przecinającej układ głównych pasów Miami. Samo przyziemienie nie zakończyło jednak lotu. Maszyna wyjechała poza koniec pasa z bardzo dużą prędkością.
Za pasem była droga i samochody
To właśnie zamieniło klasyczne runway overrun, czyli wyjazd poza koniec drogi startowej, w katastrofę z ofiarami. Boeing przedostał się poza teren przeznaczony do zatrzymania samolotu, przeciął drogę wykorzystywaną przez pracowników magazynów i przedsiębiorstw znajdujących się wokół lotniska i uderzył w kilka pojazdów. Maszyna ostatecznie zatrzymała się kilkaset metrów za końcem pasa.
Po uderzeniu wybuchł pożar. Zdjęcia z miejsca pokazują Boeinga stojącego na kadłubie z mocno uszkodzonym prawym skrzydłem i śladami ognia na prawej części konstrukcji. Na miejsce wysłano ponad 60 jednostek ratowniczych i około 200 strażaków oraz ratowników. Sytuację dodatkowo komplikował wyciek paliwa, z którym służby walczyły jeszcze kilka godzin po wypadku.
Pilot i drugi pilot zostali uwięzieni w kokpicie. Ratownicy musieli również wydobywać osoby z rozbitych samochodów, a jedna z nich znalazła się pod pojazdem. Władze potwierdziły co najmniej 5 ofiar śmiertelnych i 5 rannych. 3 poszkodowanych znajdowało się w stanie krytycznym. Na razie nie ujawniono tożsamości ofiar. Nie wiadomo też jeszcze oficjalnie, czy wszystkie osoby, które zginęły, znajdowały się na ziemi.
Pas ma prawie 3 km. Do lądowania zostaje mniej
Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że wielki międzynarodowy port powinien mieć mnóstwo miejsca na zatrzymanie Boeinga 767. Rzeczywistość jest nieco bardziej skomplikowana.
Pas 12/30 w Miami ma około 2850 m długości. Przy lądowaniu w kierunku 30 próg jest jednak przesunięty o około 288 m. Z punktu widzenia lądującego samolotu dostępna długość do lądowania wynosi więc około 2410 m. To nadal normalna długość dla tego typu maszyny. Znaczenie ma jednak miejsce faktycznego kontaktu kół z nawierzchnią. Każde kilkaset metrów, przez które samolot unosi się kilka metrów nad pasem, to kilkaset metrów mniej na wytracenie energii.
Właśnie moment przyziemienia będzie prawdopodobnie jednym z pierwszych elementów analizowanych przez śledczych. Specjaliści zwracają uwagę na nagrania, na których samolot wydaje się długo pozostawać nad nawierzchnią. Na razie jest jednak zdecydowanie za wcześnie, aby na tej podstawie stwierdzać, że załoga wylądowała za późno. Dopiero rejestratory lotu pokażą dokładną wysokość, prędkość, pozycję przepustnic, działanie hamulców, spoilerów i odwracaczy ciągu oraz miejsce kontaktu podwozia z pasem.
Przy końcu miał nadal dużą prędkość
Dane śledzenia lotu również wyglądają niepokojąco. Flightradar24 podaje, że przy opuszczaniu użytecznej części pasa Boeing poruszał się z prędkością około 112 węzłów, czyli ponad 200 km/h. To informacja wstępna pochodząca z danych śledzenia, a nie wynik dochodzenia NTSB. Sama prędkość względem ziemi nie odpowiada też jeszcze na pytanie, dlaczego samolot nie wyhamował.
Możliwych elementów do sprawdzenia jest na ten moment bardzo wiele. Śledczy będą analizować warunki pogodowe i wiatr, stan nawierzchni, masę samolotu, konfigurację podczas podejścia, działanie hamulców i odwracaczy ciągu, a także to, czy załoga miała możliwość przerwania lądowania i ponownego odejścia na drugi krąg.
Nagrania łączności analizowane przez amerykańskie media nie wskazują, aby przed lądowaniem piloci zgłaszali kontrolerom sytuację awaryjną. To nadal nie oznacza, że awaria nie wystąpiła. Mogła pojawić się dopiero po przyziemieniu.
W Miami nie ma systemu, który zatrzymałby samolot poza pasem
W dochodzeniu prawdopodobnie pojawi się również pytanie o zabezpieczenie końca pasa. Na części amerykańskich lotnisk montowany jest system EMAS – Engineered Materials Arresting System. Z daleka przypomina dodatkowy fragment nawierzchni, ale w rzeczywistości składa się z materiału zaprojektowanego tak, aby zapadać się pod ciężarem kół samolotu.
Podwozie wgryza się w kruszącą strukturę, energia jest błyskawicznie rozpraszana i maszyna może zatrzymać się na znacznie krótszym odcinku. FAA podaje, że w Stanach Zjednoczonych działają obecnie 122 takie instalacje na 70 lotniskach. Od 1999 r. zatrzymały 26 samolotów, na których pokładach znajdowało się łącznie 497 osób. Miami International Airport takiego systemu nie posiada.
Nie można jednak na tej podstawie stwierdzić, że EMAS na pewno zapobiegłby niedzielnej katastrofie. Standardowa instalacja projektowana jest tak, aby zatrzymać większość samolotów wpadających w nią z prędkością do około 70 węzłów.
Wstępne dane dla Boeinga 767 wskazują na znacznie wyższą prędkość przy końcu użytecznej drogi startowej. Dopóki śledczy nie ustalą dokładnego przebiegu wypadku, przypisywanie katastrofy brakowi EMAS byłoby więc zdecydowanie za daleko idącym wnioskiem.
Amazon ma ogromną linię lotniczą, chociaż formalnie nią nie jest
Historia dobrze pokazuje też, jak niezwykłym organizmem stała się logistyczna sieć Amazona. Firma uruchomiła własną operację lotniczą w 2016 r. Początkowo chodziło o kilkadziesiąt Boeingów 767, które pozwalały przewozić paczki pomiędzy magazynami bez uzależniania całej dostawy od tradycyjnych firm kurierskich. Amazon wykorzystuje Boeingi 737 i 767 oraz Airbusy A330, a jego samoloty obsługują trasy w Ameryce Północnej, Europie i innych częściach świata.
Przeczytaj także:
Model pozostaje jednak nietypowy. Amazon może być właścicielem lub leasingobiorcą części maszyn, odpowiadać za sieć logistyczną i planowanie przepływu przesyłek, a sam lot wykonywany jest przez certyfikowanego przewoźnika zewnętrznego. W tym przypadku był nim 21 Air. Firma dysponuje operacyjnym centrum właśnie w Miami i wykorzystuje frachtowe Boeingi 767-200 oraz 767-300. Ten drugi typ może zabrać około 55 ton ładunku.
*Źródło grafiki wprowadzającej: Wikimedia / WPLG Local 10
Redaktor Spider's Web specjalizujący się w tematyce naukowej. O nowych technologiach zaczął pisać w 2012 r. na łamach portalu Telix. Później współtworzył treści dla Komputer Świata i PCLabu. Epizod dziennikarski zaliczył także w lokalnej gazecie i w dziale blogowym SpeedTest. Współzałożyciel agencji BlueCopy, zajmującej się copywritingiem i poligrafią. Przez pewien czas właściciel firmy transportowej. Prywatnie fan starych polskich oper mydlanych (oglądanych obowiązkowo z konkubiną), dumny opiekun kotki brytyjskiej i pasjonat-amator druku 3D.