REKLAMA

Nie butelkomaty, a osiedlowe sklepy. Pomorze znalazło sposób na kaucję

Pomorskie sklepy osiedlowe wyrosły na ważne punkty systemu kaucyjnego. Region ustanowił też rekord zwrotów obsługiwanych aplikacją.

Pomorze stawia na osiedlowe sklepy. Tak zwracają butelki

Dane obejmujące pierwsze 8 miesięcy działania systemu pokazują wyraźną różnicę między Pomorzem a resztą kraju. W województwie pomorskim niewielkie sklepy odpowiadały za 28,4 proc. zebranych przez operatora opakowań. Średnia krajowa wynosiła zaledwie 13 proc.

Duże placówki nadal obsłużyły 71,6 proc. zwrotów. Różnica polega jednak na tym, że lokalny sklep nie jest tutaj tylko miejscem, w którym płaci się kaucję przy zakupie napoju. Znacznie częściej staje się również punktem, do którego klient przynosi później pustą butelkę lub puszkę.

Kaucja zaczyna działać więc jak codzienny nawyk dopiero wtedy, gdy opakowanie można oddać po drodze, a nie podczas specjalnie zaplanowanej wyprawy z workiem pustych butelek. Sklep pod blokiem, do którego wchodzi się po pieczywo, mleko czy drobne zakupy, ma pod tym względem przewagę nad wielkim marketem. Klient nie musi jechać samochodem, szukać automatu ani sprawdzać, czy urządzenie nie jest akurat przepełnione.

Butelkomat nie jest konieczny

Wiele osób utożsamia system kaucyjny jedynie z dużą maszyną stojącą przy wejściu do supermarketu. Przepisy nie wymagają jednak, aby każde opakowanie trafiało do automatu. Zwrot może zostać obsłużony ręcznie przez pracownika sklepu. W małych punktach właśnie ten model ma największy sens. Ustawienie recyklomatu zajmuje miejsce, wymaga podłączenia urządzenia, regularnego opróżniania i poniesienia kosztów, które dla niewielkiego sklepu mogą być trudne do uzasadnienia. Do ręcznej zbiórki wystarczą natomiast przygotowane worki, prosta procedura i umowa z operatorem.

Na Pomorzu automaty odpowiadały za 50,4 proc. zwrotów u badanego operatora. Kolejne 24,5 proc. opakowań przyjęto bezpośrednio przy kasie. Resztę rejestrowano za pomocą aplikacji używanej przez sprzedawców.

Recyklomat pozostaje więc nadal najwydajniejszym rozwiązaniem, ale nie jest jedynym sposobem zbudowania gęstej sieci punktów. Tam, gdzie nie opłaca się stawiać dużej maszyny, jej rolę może częściowo przejąć telefon i pracownik sklepu.

Jak pisaliśmy w tekście: Polacy odbijają się od butelkomatów. System kaucyjny to wciąż plac budowy, niedostępne, zepsute lub przepełnione urządzenia szybko zniechęcają klientów. Pomorski wynik sugeruje, że system można rozwijać również bez czekania, aż przy każdym sklepie stanie kosztowna maszyna.

Na Pomorzu sprzedawca częściej wyciąga telefon

Drugi regionalny rekord dotyczy sposobu rejestrowania opakowań. Aż 25,1 proc. zwrotów obsługiwanych przez Polskiego Systemu Kaucyjnego na Pomorzu zatwierdzano za pomocą aplikacji w telefonie. W skali całego kraju udział tej metody wynosił 6 proc.

Aplikacja nie jest w tym przypadku narzędziem dla klienta szukającego najbliższego butelkomatu. Korzysta z niej sprzedawca, który skanuje kod opakowania i potwierdza jego przyjęcie. Telefon zastępuje więc część funkcji dużego automatu, choć samo przechowywanie i przekazanie zebranych butelek nadal pozostaje po stronie sklepu.

Tak duża różnica może wynikać ze struktury handlu w regionie, ale również ze sposobu, w jaki operator zbudował swoją lokalną sieć. Tam, gdzie do systemu dołączyło więcej małych placówek, naturalnie rośnie znaczenie narzędzi przeznaczonych do ręcznego odbioru. Technologia nie pojawia się więc po stronie klienta jako kolejna aplikacja, którą trzeba zainstalować. Jest schowana za ladą i ma uprościć pracę osobie przyjmującej opakowania.

Bliskość może być ważniejsza niż szybkość

Automat potrafi w krótkim czasie połknąć dużą liczbę puszek i butelek. Mały sklep nie wygra z nim wydajnością, ale może wygrać odległością. Dla właściciela placówki przyjmowanie opakowań oznacza dodatkowe obowiązki. Trzeba znaleźć miejsce na worki, pilnować ewidencji, rozliczać kaucję i czekać na odbiór zebranego materiału. W niewielkim lokalu każdy metr zaplecza ma znaczenie.

W zamian sklep może zatrzymać klienta, który w przeciwnym razie pojechałby do marketu nie tylko zwrócić butelki, lecz także zrobić zakupy. Kaucja staje się więc kolejnym elementem rywalizacji o ruch. Punkt nie zarabia na samej kaucji, ale może zarobić na tym, że klient pojawia się przy ladzie.

Na koniec czerwca w całej Polsce działały 64 tys. punktów zwrotu, z czego 34 tys. znajdowało się w małych placówkach. Nie znaczy to jednak, że to one przyjmowały najwięcej opakowań. Aż 87 proc. zwrotów przechodziło przez automaty. Pomorze pokazuje za to, że ręczna zbiórka może mieć znacznie większy udział, jeżeli stanie się naprawdę lokalna.

Region turystyczny będzie dla systemu trudnym testem

Pomorski wynik warto obserwować szczególnie podczas wakacji. Latem do regionu przyjeżdżają miliony turystów, rośnie sprzedaż napojów, a wraz z nią liczba puszek i butelek pojawiających się na plażach, deptakach i w nadmorskich miejscowościach.

Dla systemu oznacza to gwałtowny, sezonowy wzrost obciążenia. Automat, który wiosną radził sobie bez problemu, może latem wypełniać się dosłownie kilka razy dziennie. Małe sklepy również muszą częściej przechowywać opakowania i czekać na ich odbiór.

Przeczytaj także:

Z drugiej jednak strony właśnie w takim miejscu gęsta sieć lokalnych punktów jest najbardziej potrzebna. Turysta nie zna okolicy, nie chce szukać dużego marketu i często kupuje napoje w niewielkim sklepie blisko plaży lub miejsca noclegu. Możliwość zwrotu w tym samym miejscu zamyka obieg bez dodatkowej podróży.

Jak pisaliśmy w tekście: Oddają butelki i tracą pieniądze. Polacy wpadają w pułapkę systemu kaucyjnego, wraz ze wzrostem liczby zwrotów coraz wyraźniej widać problemy papierowych voucherów i automatów wiążących klienta z konkretną siecią. Ręczne wypłacenie kaucji w osiedlowym sklepie może być mniej spektakularne, ale z punktu widzenia mieszkańca bywa po prostu prostsze.

*Źródło zdjęcia wprowadzającego: Sophon Nawit, Shutterstock / Canva Pro

Marcin Kusz
Redaktor

Redaktor Spider's Web specjalizujący się w tematyce naukowej. O nowych technologiach zaczął pisać w 2012 r. na łamach portalu Telix. Później współtworzył treści dla Komputer Świata i PCLabu. Epizod dziennikarski zaliczył także w lokalnej gazecie i w dziale blogowym SpeedTest. Współzałożyciel agencji BlueCopy, zajmującej się copywritingiem i poligrafią. Przez pewien czas właściciel firmy transportowej. Prywatnie fan starych polskich oper mydlanych (oglądanych obowiązkowo z konkubiną), dumny opiekun kotki brytyjskiej i pasjonat-amator druku 3D.