Wskazujesz ręką brud, a robot sprząta. Wreszcie ktoś zawstydził Chińczyków
Chińscy producenci robotów sprzątających podbili globalne rynki, ale zachodni inżynierowie nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa. Amerykańska firma pokazała właśnie coś, czego żadna chińska maszyna (jeszcze!) nie potrafi.

Dreame, Roborock, Narwal - azjatyccy producenci robotów sprzątających zdominowali rynek. Świat, w którym dawniej niepodzielnie rządziła amerykańska Roomba, uległ chińskim innowacjom oraz chińskiej presji cenowej. Co nie oznacza, że szeroko rozumiany Zachód wywiesił białą flagę. Amerykański producent właśnie zaprezentował coś, czego chińskie roboty wciąż nie potrafią.
Roboty sprzątające Matic z USA potrafią coś, czego nie ogarnia żaden „chińczyk” - słuchają się. W dodatku jak
Matic Robots to startup z Doliny Krzemowej, założony przez byłych inżynierów Google’a. Firma od samego początku przyjęła odważną strategię. Zamiast ścigać się z chińskimi producentami na wysuwane ramiona, siłę ssącą czy wysokość podwozia, Amerykanie podeszli do projektu robota sprzątającego od zupełnie innej strony. Widać to już na przykładzie samej bryły maszyn, znacząco odbiegającej od „talerzy” Roomby.
Robotom Matic bliżej do klasycznych koszy na kółkach, z wielką dyszą ssącą na przedzie. Korzystają z kamer 3D, do tego działają w stu procentach lokalnie. Nie potrzebują połączenia z Internetem, nie szpiegują, nie wysyłają informacji o użytkowniku na chińskie serwery. Wszystko pozostaje między właścicielem, maszyną oraz aplikacją.
Teraz maszyny Matic otrzymały kolejne unikalne rozwiązanie - słuchają się użytkowników, w formie błyskawicznych reakcji na komendy wydawane w naturalny sposób. Wiem, brzmi to jak technologia, która jest z nami od wielu lat. W praktyce algorytmy Matica to jednak zupełnie inny świat od banalnego „Siri, launch the vacuum cleaner”.


Byli inżynierowie Google’a poświęcili 11 lat na to, aby roboty sprzątające naprawdę się słuchały
Hej Matic, posprzątaj to – na to polecenie robot podjeżdża do użytkownika, następnie analizuje kamerami postawę jego ciała, wskazującą dłoń, otoczenie oraz płatki leżące na podłodze. W przeciwieństwie do części chińskich robotów, amerykańska maszyna naprawdę „widzi” brud i nie spocznie, dopóki płatki nie znikną z paneli. To zasługa pięciu kamer, które w przeciwieństwie do LiDAR-a nie tylko rozpoznają powierzchnie, ale są także w stanie odróżnić obiekty na ekranie.
Kontekst jest tu kluczem. Zamiast reagować na kilkanaście wyuczonych maszynowo formułek, roboty Matic mają naprawdę rozumieć, co się do nich mówi, dzięki analizie otoczenia. Do tego w aż 70 językach. To zasługa czipów NVIDIA oraz konwersacyjnej bazy zbudowanej w oparciu o Gemini. Maszyna wie, że w poleceniu „posprzątaj to” samo „to” jest zmienne. Czasem do plama kawy, innym razem okruszki.
Jeżeli użytkownik wyrazi taką wolę, robot może za nim podążać albo przyjechać na zawołanie. Maszyna posprząta konkretne pomieszczenie na życzenie, albo konkretną powierzchnię, na przykład dywan w salonie. Wszystko bez aplikacji, za pomocą samego głosu.
Matic liczy, że dotrze do osób, dla których obsługa robota przez aplikację jest uciążliwa. Jest tylko jedno ale…
Matic skraca dystans między technologią oraz użytkownikiem. Komunikacja przy pomocy naturalnego języka ma pomóc w obsłudze robota na przykład osobom starszym albo niepełnosprawnym. Brzmi świetnie, rzekomo działa nieźle, ale widzę jeden zasadniczy problem: Matic to niszowa marka robotów z najwyższej półki cenowej.
Biorąc pod uwagę, iż aktualny model kosztuje 1245 dolarów, znajduje się poza cenowym zasięgiem wielu seniorów. Nawet tych w USA. Z kolei entuzjaści technologii dysponujący dużym budżetem zastanowią się dwa razy, czy wolą takiego robota od kosmicznych chińskich rozwiązań z mechanicznymi ramionami.
Warto dodać, że w porównaniu do chińskich modeli premium, robot Matic nie posiada wielu oczekiwanych funkcji, jak automatyczne mycie czy opóźnianie pojemnika na nieczystości do stacji dokującej. Płacimy więc extra za coś, co na wielu polach odbiega paletą funkcjonalności od maszyny ze średniej półki cenowej.
Są jeszcze zachodnie firmy, które skutecznie walczą z chińskimi robotami?
Tutaj duży sukces odnosi SharkNinja, ale wyłącznie w Stanach Zjednoczonych. W Polsce ta marka także staje się coraz popularniejsza, lecz ekspansja ich robotów sprzątających na rodzimy rynek jest dopiero przed nami. Póki co SharkNinja koncentruje się u nas na pionowych odkurzaczach, świetnych gadżetach kuchennych oraz irracjonalnie drogich mobilnych wentylatorach.
Roomba od iRobota wciąż pozostaje silna w USA, mając tam spory, ale malejący udział w rynku. Europejczycy lubią natomiast brytyjskiego Dysona, lecz to marka premium o ograniczonym zasięgu, znana z innych gałęzi produktów, jak suszarki oraz odkurzacze pionowe.
Redaktor prowadzący Spider's Web. Odpowiedzialny za gry wideo oraz akcesoria dla graczy. Pisze o interaktywnych przygodach od ponad dekady. Pracował w serwisach medialnych Agory, współtworzył największy e-zin o grach w Polsce, przyłożył rękę do tłumaczeń kilku gier na polski rynek. O grach wideo wypowiada się m.in. dla Telewizji Polskiej, TVN, Polskiego Radia czy Rzeczpospolitej. Szczególnie zafascynowany nowym układem sił na globalnym rynku gier, z rosnącą pozycją Chin oraz krajów Azji Południowo-Wschodniej. Kocha survival horrory już od czasów pierwszego PlayStation, po godzinach stara się okiełznać Unreal Engine oraz Blendera.