Shark ChillPill ratuje przed upałem mgiełką, ale za tyle to nie. Test wentylatora na wypasie
Jest designerski, jest funkcjonalny, no i jest cholernie drogi. Shark ChillPill to najdroższy mobilny wentylator jaki miałem w dłoniach. Ratuje mi życie przy tych upałach, ale cena tego sprzętu wydaje się oderwana od rzeczywistości.

Tani wentylator przenośny kupimy za 30 - 50 zł. Zakochałem się w tych urządzeniach podczas wizyty w Chinach, gdzie wilgotność powietrza w duecie z temperaturą tworzyła klimat nie do zniesienia. Po powrocie do Polski korzystam z takiego wentylatorka regularnie, podczas pracy za biurkiem albo chłodząc się na kanapie. Nawet drzemki uskuteczniam w duecie z takim sprzętem, szum łopatek działa na mnie kojąco.
Niedawno marka Shark zaprezentowała topowy, naszpikowany technologiami wentylator. Wziąłem go na testy, bo chciałem zobaczyć, czy warto dopłacać do znacznie droższych rozwiązań. Byłem ciekaw, czym różnią się od chińskich elektro-śmieci, lichych i psujących się na potęgę, ale w gruncie rzeczy realizujących swoje zadanie.
Shark ChillPill to wentylator 3w1. Chłodzenie ruchem łopatek to tylko jedna z trzech funkcji
Shark to firma znana z wielu autorskich, pomysłowych rozwiązań. Amerykański producent nie oszczędza na dziale RnD, dzięki czemu także w Polsce robi się o nim coraz głośniej. W przypadku przenośnego wentylatora, rekiny zmieściły do małego, cylindrycznego urządzenia aż trzy tryby działania. Każdy z osobną, wymienną, dołączaną do zestawu końcówką:
- Klasyczny wentylator: ruch łopatek wytwarza podmuch powietrza przynoszący ulgę
- Drobna mgiełka: końcówka wypełniana wodą, rozpylająca delikatną mgłę kropelek
- Płytka InstaChill: metalowa płytka przykładana do skóry, mocno chłodząca











Każdy z tych trybów zasługuje na dokładne opisanie, bo drastycznie różnią się pod względem działania i efektów. Tutaj muszę oddać inżynierom Sharka, że faktycznie udało im się stworzyć urządzenie 3w1. W zależności od końcówki, ChillPill działa kompletnie inaczej. Zacznijmy więc od klasyki:
Tryb: klasyczny wentylator. Tu zaskoczyła mnie tylko jedna rzecz
Jak działa mobilny wentylator, każdy z grubsza wie. Silnik napędzany energią akumulatora wprawia łopatki w ruch, przez co powstaje podmuch powietrza przynoszący poczucie ulgi. Shark ChillPill udowadnia jednak, że wentylator nie musi być duży, aby był zadowalająco efektywny. Biorąc pod uwagę małe gabaryty sprzętu, strumień powietrza jest zaskakująco silny.
Pod względem wydajności, Shark ChillPill gra w lidze wyżej. Urządzeniu znacznie bliżej do wentylatorów biurowych, podłączanych do PC kabelkiem USB. Wybierając maksymalny 10 stopnień mocy z zakresu 1 - 10, robi nam się zaskakująco mocna dmuchawa. Efekt jest naprawdę imponujący, nie spodziewałem się takiego powera w tak małej „rurce”. Niestety, na 10 stopniu mocy ChillPill mocno wyje, raczej sobie nie pogadasz komfortowo z innym domownikiem.
Tu ważna zaleta: na 1 stopniu mocy Shark ChillPill pracuje baaardzo cicho i delikatnie. Co prawda wietrzyk też jest ledwo wyczuwalny, ale cieszy tak szeroka rozpiętość mocy, bo pozwala dopasować działanie do otoczenia. Na „jedynce” wentylator bez problemu może pracować, gdy siedzimy z innymi domownikami, wspólnie oglądając film. Nie będziemy im przeszkadzać szumem.


Tryb: mgiełka. Mój ulubiony, na każdym robi wrażenie. Niestety, ma poważny minus
Dzięki końcówce wypełnianej wodą, Shark ChillPill nie tylko chłodzi strumieniem powietrza (słabszym niż w trybie wentylatora), ale też rozpyla mgiełkę, przynoszącą POTĘŻNE ukojenie w 40 stopniach Celsjusza. Mgiełka jest bardzo drobna, nie zostawia śladów wody na ubraniach czy twarzy, w przeciwieństwie do tanich rozwiązań podobnego typu.
Niestety, mocne poczucie ulgi nie trwa długo. Końcówka wypełniona wodą wystarcza na kilka minut działania w trybie przerywanym lub jeszcze krócej w trybie ciągłego rozpylenia. Później musimy ponownie napełnić końcówkę.
Z tego powodu tryb mgiełki - chociaż dla mnie najlepszy pod względem ulgi - stanowi tylko dodatek. Fazę przejściową. Warto skorzystać z niego na samym początku, chłodząc temperaturę skóry oraz zwiększając wilgotność, a potem wymienić końcówkę i przełączyć się na tryb klasycznego wentylatora. Strumień powietrza działa wtedy znacznie skuteczniej.
Tutaj ważna uwaga: Shark ChillPill sam rozpoznaje zamontowaną końcówkę, dopasowując sposób działania. Nie trzeba niczego ręcznie wybierać, mamy do czynienia z pełnym automatyzmem. Użytkownik przełącza parametry wyłącznie w ramach automatycznie rozpoznanego trybu, na przykład zmieniając moc wentylatora w skali 1-10 albo wybierając między mgiełką ciągła lub przerywaną.


Tryb: płytka InstaChill. Punktowe chłodzenie na zawołanie
InstaChill to metalowa płytka, którą stykamy bezpośrednio ze skórą. W Shark chwalą się, że taki kontakt obniża temperaturę skóry aż o kilka stopni. Jestem skłonny uwierzyć, efekt chłodzący jest sugestywny. Niestety, mówimy o rozwiązaniu punktowym. Świetnym, jeśli mamy czoło albo kark rozgrzane od słońca, ale bez ogólnego poczucia ulgi.
Płytka działa za to cichutko, co za tym idzie, można jej używać w komunikacji miejskiej czy biurze. Zaznaczam jednak: czeka was obowiązkowa seria pytań, czym jest ten dziwny podwójny cylinder, który przykładasz do szyi. Płytka bywa też pomocna przy łagodzeniu objawów urazu. Przeciążyłem nadgarstek i w ten sposób dawałem sobie ulgę. Świetna alternatywa wobec lodu, powodującego na moich rękach niepożądaną reakcję.


Jest dbałość o detale, pomysłowość oraz jakość. No ale za tyle, to nie. Odlecieli z ceną Shark ChillPilla
Urządzenie kosztowało na premierę 550 zł. Teraz cena spadła do 450 zł. To jednak wciąż dużo za dużo. Głównie dlatego, że mobilny wentylator za 50 zł z Allegro robi praktycznie to samo. Jasne, nie ma fancy mgiełki działającej kilka minut, nie można używać go w ciszy z płytką chłodzącą, ale nie uważam, że są to rzeczy warte dopłaty 400 zł. Shark ChillPill powstał, bo mógł powstać, a ekonomiczna sensowność tego projektu zeszła na dalszy plan.
Nie chodzi o to, że Shark ChillPill jest produktem kiepskim albo rozczarowującym. Przeciwnie! To najlepszy mobilny wentylator, jaki miałem w życiu, a miałem ich już kilka. Pokrętło regulacji, okrągły ekran, system wymiennych końcówek z automatycznym rozpoznawaniem, prawie 10-godzinny czas pracy na jednym ładowaniu – to wszystko rozwiązania tip top. Problem polega na tym, że w praktyce ChillPill nie rozwiązuje problemu gorąca 10-krotnie lepiej od chińskiego wentylatorka, kosztującego 10-krotnie mniej.
Cudownie jest testować taki sprzęt w środku lipcowych upałów, ale bardzo trudno byłoby mi go kupić. Shark ChillPill to być może najlepszy przenośny wentylator na rynku. Tyle tylko, że rozmija się z realnymi potrzebami 95 proc. z nas. Te pozostałe 5 proc. na pewno będzie zadowolone.
Redaktor prowadzący Spider's Web. Odpowiedzialny za gry wideo oraz akcesoria dla graczy. Pisze o interaktywnych przygodach od ponad dekady. Pracował w serwisach medialnych Agory, współtworzył największy e-zin o grach w Polsce, przyłożył rękę do tłumaczeń kilku gier na polski rynek. O grach wideo wypowiada się m.in. dla Telewizji Polskiej, TVN, Polskiego Radia czy Rzeczpospolitej. Szczególnie zafascynowany nowym układem sił na globalnym rynku gier, z rosnącą pozycją Chin oraz krajów Azji Południowo-Wschodniej. Kocha survival horrory już od czasów pierwszego PlayStation, po godzinach stara się okiełznać Unreal Engine oraz Blendera.