REKLAMA

Polacy masowo uciekają z Temu i Aliexpress. Pierwsze dane są porażające

Unia Europejska może świętować - opłata okazała się skutecznym progiem zwalniającym i zahamowała konsumpcyjne nawyki. I chociaż ruch Unii pochwalam, to zastanawiam się, czy rzeczywiście może być mowa o wielkim zwycięstwie. 

temu

Pierwsze sugestie, że wprowadzona 1 lipca 2026 r. dodatkowa opłata działa, pojawiły się krótko po wejściu w życie przepisów. Kilka tygodni temu "Rzeczpospolita", powołując się na branżowe źródła, sugerowała, że paczek z Chin już w lipcu było mniej. Wystarczyło kilkanaście dni, aby odnotować spadki rzędu kilkudziesięciu procent. 

Przypomnijmy. Rozporządzenie z 1 lipca 2026 r. zniosło zwolnienie z opłat celnych przesyłek o niewielkiej wartości (do 150 euro) i wprowadziło opłatę 3 euro za każdy typ przedmiotu obecny w przesyłce nadanej spoza krajów Unii. Opłata jest naliczana za każdą osobną kategorię produktu w paczce. To oznacza, że jeśli w przesyłce są dwie gumki do włosów, dwa etui na telefon i apaszka, to doliczone zostanie 9 euro. Mamy wprawdzie pięć produktów, ale z trzech różnych kategorii.   

Opłata zadziałała. Polacy nie chcą już kupować na azjatyckich platformach 

Z badania Mediapanel, o których pisał PAP, wynikało, że liczba użytkowników chińskich platform w Polsce gwałtownie spadła. Temu w czerwcu 2026 r. mogło chwalić się 16,68 mln polskimi użytkownikami, podczas gdy w lipcu liczba ta wyniosła już tylko 13,6 mln. To ponad 20 proc. cios. Nieco mniejszy, ale wciąż istotny spadek - 15 proc. - zaliczyło AliExpress, tracąc ponad milion użytkowników. 

- Mamy coś, czego nie ma większość krajów Unii: precyzyjny i szybki system pomiaru ruchu internetowego. Dzięki Mediapanelowi widzimy efekt nowych opłat w liczbach realnych użytkowników już miesiąc po ich wprowadzeniu - komentował Sebastian Błaszkiewicz, członek Rady Izby Gospodarki Elektronicznej. 

Dysponujemy też dowodami anegdotycznymi. Niedawno pojawił się na Twitterze dość wulgarny wpis, atakujący unijnych urzędników w związku z wprowadzonymi opłatami. O dziwo już nie jest dostępny, ale jego treść udało mi się zachować. Autor narzekał, że zamówienie, które wcześniej było warte 60 zł, teraz zostało wycenione na 140 zł. Czyli już się nie opłaca ściągać towaru z Chin. 

No i o to chodzi, brawo, Unio - zaklasnąłem 

Nie chodzi wyłącznie o moje prywatne uprzedzenia i niechęć do chińskich platform. Co więcej, rozumiem nawet głosy niektórych osób niezgadzających się z polityką Unii. Moja redakcyjna koleżanka Malwina Kuśmierek pisała, że chińskie platformy nierzadko są jedynym źródłem produktów dla zajawkowiczów. Specjalistyczny sprzęt bywa dostępny wyłącznie tam. 

Mimo wszystko mam wrażenie, że tacy zapaleńcy to jednak niewielka część wszystkich polskich czy europejskich użytkowników platform. Im łatwiej będzie przełknąć podwyżki, skoro i tak jest to jedyne źródło. Podejrzewam, że złote rączki i inne osoby o wyjątkowym hobby nie kupują na chińskich platformach spontanicznie i regularnie, napychając koszyk produktami, które akurat rzuciły się w oczy, bo były śmieszne tanie. 

A tak zapewne zachowywała się lwa większość użytkowników chińskich platform. Tanie, więc żal nie wziąć, tym bardziej że dzięki temu uda się dobić do potrzebnej kwoty czy zgarnąć rabat. Albo po prostu: skoro i tak już się szykuje zamówienie, to dołoży się głupotkę, przecież kosztuje tylko grosze. A że może się zepsuć już po wyjęciu, nie wytrzyma nawet tygodnia? Oj tam, oj tam - dla tej chwili ekscytacji i tak warto.

Może mi się nie podobać taki konsumpcjonizm, ale to nawet nie o to chodzi. Wielokrotnie wiele organizacji ostrzegało przed jakością towarów pochodzących z Chin. Mowa była o niespełnianiu norm, kiepskiej jakości, a nawet zagrożeniu dla zdrowia. 

Do tego dochodził fakt, że chiński sprzedawcy grali nieczysto, na co zwracał uwagę rok temu minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski. 

- Prawdziwa patologia to masowe zaniżanie wartości przesyłek i wykorzystywanie luki w przepisach celnych! Polscy i europejscy przedsiębiorcy, którzy uczciwie płacą podatki, są brutalnie wypierani z rynku przez nieuczciwą konkurencję. W zeszłym roku do UE trafiło ponad 4,5 MILIARDA paczek o deklarowanej wartości poniżej 150 euro – dwa razy więcej niż rok wcześniej! Pół miliona paczek na godzinę, z czego 91% z Chin! A szacunki Komisji wskazują, że aż 65% takich paczek może mieć zaniżoną wartość. To nie jest handel, to celowy dumping i systemowe oszustwo na niewyobrażalną skalę, które bezlitośnie uderza w polską gospodarkę i dobrobyt naszych obywateli!

Kiedy przywowałem te liczby, mina mi trochę zrzedła. Wprawdzie według pierwszych wstępnych analiz 20 proc. spadek mógłby oznaczać ponad miliard przesyłek mniej trafiających z Chin do Europy rocznie, to jednak dalej ich liczba poraża. 

Sporo osób już teraz uznało, że gra nie jest warta świeczki i widocznie tanie produkty z Chin nie są aż tak potrzebne, aby jednak za nie dopłacać. Ale z drugiej nadal mówimy o milionach polskich użytkowników, dla których 3 euro za każdy typ przedmiotu to jednak tyle, co nic. Nadal się opłaca. 

Oczywiście unijni urzędnicy przy okazji mają niezły argument: widzicie, wcale nie ograniczamy handlu, nie ubijamy niepasującej nam konkurencji, jakby niektórzy chcieli nam zarzucać. Nie zmienia to jednak faktu, że mnóstwo produktów z Chin dalej trafia do Europy.

Coś z tego przynajmniej mamy, ale jeśli poważnie traktujemy argumenty związane z konsekwencjami dla środowiska, lokalnych biznesów czy nawet zwykłych nawyków konsumentów, to może okazać się, że 20 proc. spadki to nie aż tak dużo, by uznać, że sprawę rozwiązano pomyślnie. 

Zdjęcie główne: Audio und werbung / Shutterstock

Adam Bednarek
Redaktor

W Spider’s Web od kwietnia 2021 zajmuje się tematami związanymi z ekologią, przyrodą, ochroną środowiska, architekturą, miastami przyszłości, transportem publicznym z pociągami na czele i, rzecz jasna, wpływem technologii na nasze zwykłe życie. Zaczynał od pisania o grach – przede wszystkim w serwisie gamezilla.pl, z przerwą na gram.pl. Następnie zajął się opisywaniem technologii, robiąc to w takich portalach jak next.gazeta.pl, a potem serwisach technologicznych grupy WP (tech.wp.pl, dobreprogramy.pl, gadżetomania.pl – będąc redaktorem prowadzącym – czy polygamia.pl). Prywatnie fan Morrisseya, morza, bloków z wielkiej płyty i dziwnych budynków, o których zdarza mu się zresztą pisać.