Zakazują telefonów w barach. Brzmi dziwnie, ale to ma sens
Rozmowy na głośniku i muzyka puszczana z telefonów przeszkadzać mogą nawet w i tak hałaśliwych miejscach. To tylko pokazuje, że antysmartfonowa krucjata zatacza coraz to szersze kręgi. I trudno się z tego powodu smucić.

Korzystanie z telefonu jest dziś naturalne i czasami po urządzenie sięgamy mimowolnie, ot tak, by zobaczyć, co się dzieje. Zagapienie się w ekran może jednak sprawić, że zaczniemy pomijać to, co wydarza się wokół nas. Konsekwencją będzie nie tylko niepoświęcenie dostatecznej uwagi dziełom sztuki, ale też fakt, że ktoś będzie dłużej czekał na swój stolik.
Coraz więcej miejsc mówi: "dosyć". Jak donosi PAP, brytyjska sieć pubów Wetherspoon zdecydowała się wprowadzić zakaz odtwarzania muzyki i prowadzenia rozmów przez telefoniczny głośnik.
Sieć przekonuje, że takie korzystanie z telefonów doprowadzało innych klientów do szału. Uczulono więc gości, aby pamiętali o słuchawkach i wyciszali swoje urządzenie.
Fakt, że apel pojawia się w tak głośnych miejscach, jakim są puby, może trochę dziwić
W końcu gwar i tumult to cecha charakterystyczna lokali. Śmiechy i burzliwe dyskusje świadczą o tym, że dana miejscówka jest popularna i warto w niej bywać. Oczywiście nie każdego porywa taka atmosfera. Sam niejednokrotnie czmychałem albo nawet nie zbliżałem się do miejsc, gdzie dudniącą muzykę słychać było jeszcze przed wejściem.
Przypadek Wetherspoon jest szczególny, bo jak przypomina PAP, najczęściej w lokalach sieci muzyki nie usłyszymy. Ale przecież nie tylko głośno odtwarzane utwory mogą zakłócić czas relaksu. Bywa, że przeszkadza mi zbyt żywiołowy dialog sąsiadów ze stolika obok, szczególnie gdy reszta jest cicho. Wówczas słychać tylko kilka osób przebijających się przez inne odgłosy i nie można skoncentrować się na własnej rozmowie.
Z drugiej strony czasami jest też tak, że ten specyficzny szum, który tworzą rozmowy dobiegające ze stolików, łączące się w jedną całość, bywa zaskakująco… przyjemny i wręcz pożądany.
Hałas hałasowi nierówny. To zresztą jeden z największych problemów związanych z tym tematem - nie dla każdego głośny zawsze oznacza to samo.
Domaganie się, aby w lokalach, pubach czy restauracjach było cicho, może wydawać się aberracją. O to przecież chodzi: ludzie spędzają ze sobą czas, żyją, śmieją się, dokazują, czasami kłócą, bywają przesadnie żywiołowi. Ale tak ma być. Ruch brytyjskiej sieci można więc rozpatrywać w kategoriach zagrania pod publiczkę. Ludzie lubią ponarzekać na telefony i media antyspołecznościowe, to wprowadźmy zakaz, o którym głośno będzie nie tylko na Wyspach, ale nawet w Polsce znajdą się ludzie, którzy go nagłośnią i skomentują. Darmowa, sprytna reklama.
Być może taki był też cel, ale mam wrażenie, że wiem, o co chodzi w tym apelu
Smartfonowy hałas jest hałasem obcym, innym, nowym i dlatego budzącym skrajne emocje. To jasne, że w pubach jest głośno i czasami ktoś przesadnie zareaguje na dowcip, ucieszy się ze strzelonej bramki albo oburzy się na dyskutanta.
Tak samo normalne są rozmowy w autobusach, tramwajach czy pociągach. Kolejowy small talk z rozrzewnieniem wspominany jest przez tych, którzy z łezką w oku mówią o dawnych długich podróżach w wagonach z przedziałami. Zamknięci w małej przestrzeni podróżni siłą rzeczy nawiązywali kontakt, bo co niby robić przez tych kilka godzin. Jechało się i rozmawiało.
Z tego też powodu wielu woli dziś podróżować bezprzedziałowymi pociągami, unikając dzięki temu niezręcznej wymiany zdań. Niezręcznej, bo prowadzonej, z nudy, na siłę, byleby zabić czas.
Miejsca publiczne czy środki transportu zawsze były głośne, więc skąd to oburzenie na muzykę z głośników czy rozmowę, w której słyszymy nie tylko współpasażera, ale i osobę po drugiej stronie słuchawki? O ile niechęć do transportowych DJ-ów można zrozumieć, bo to jeszcze jedno źródło dodatkowego hałasu, tak rozmowa to rozmowa - czy gdyby rozmówca siedział obok, też by nam to przeszkadzało? Czasami pewnie tak, szczególnie gdyby docierały do nas pikantne szczegóły czyjegoś prywatnego życia, ale uznalibyśmy, że to jeszcze jedna składowa bycia częścią społeczeństwa. Po prostu niektórzy są bardziej wylewni od innych, ot co.
W tym właśnie rzecz - to coś nowego, co wdziera się, zabiera ten ludzki aspekt rozmowy i przebywania obok. Muzyka puszczana z telefonu czy rozmowa prowadzona na głośniku oddziela jednych od drugich. Nie jedziemy już razem; jest ktoś, kto myśli, że jestem sam i dlatego może słuchać muzyki jak we własnym pokoju lub rozmawiać przez telefon o swoich prywatnych doświadczeniach. Irytuje więc to, że zostajemy wymazani ze wspólnej przestrzeni, jakby nas nie było. Ta zostaje przejęta siłą. Wspólne zamienia się w prywatne, nagle z osób, które mają takie same prawa do korzystania miejsca dla wszystkich, stajemy się elementami infrastruktury.
To normalne, że w pubach rozmawia się i to głośno - ale z drugim człowiekiem, który jest tu i teraz. Czasami się przesadzi i ktoś zwróci na to uwagę, lecz wszystko odbywa się zgodnie z ustalonymi wcześniej regułami. Dziś nagle ktoś ma w nosie resztę i uznaje, że jestem panem wszystkiego. Wolnoć, Tomku, w swoim domku - ale dla Tomka z tej opowiastki domkiem jest cały świat.
Zakazy głośnych rozmów i muzyki w pubach czy komunikacji miejskiej, które coraz częściej są wprowadzane lub przynajmniej rozważane w polskich miastach, można odbierać w kategoriach lekkiego populizmu. W końcu to nie kwestia samej technologii i naszego stosunku do niej, ale manier.
Rozumiem jednak potrzebę, aby pub był pubem, restauracja restauracją, a sala koncertowa salą koncertową. Stąd pokusa, żeby jednak zachęcić ludzi do schowania urządzeń na dłuższy czas. Rozmowy, koncentracji na tym, co jest tu i teraz. Ale też - a może przede wszystkim - dostrzeżenia innego. Bo to nie jest tak, że dziś wszędzie jesteśmy sami i możemy pozwolić sobie na wszystko, jakby świat należał do nas.
Zdjęcie główne: Schager / Shutterstock.com
W Spider’s Web od kwietnia 2021 zajmuje się tematami związanymi z ekologią, przyrodą, ochroną środowiska, architekturą, miastami przyszłości, transportem publicznym z pociągami na czele i, rzecz jasna, wpływem technologii na nasze zwykłe życie. Zaczynał od pisania o grach – przede wszystkim w serwisie gamezilla.pl, z przerwą na gram.pl. Następnie zajął się opisywaniem technologii, robiąc to w takich portalach jak next.gazeta.pl, a potem serwisach technologicznych grupy WP (tech.wp.pl, dobreprogramy.pl, gadżetomania.pl – będąc redaktorem prowadzącym – czy polygamia.pl). Prywatnie fan Morrisseya, morza, bloków z wielkiej płyty i dziwnych budynków, o których zdarza mu się zresztą pisać.