Rafał Brzoska poruszył domino. Bez niego państwo nadal wywieszałoby białą flagę
Licząc na to, że tej lawiny już się nie powstrzyma i spór z Metą doprowadzi do realnych zmian, i tak w tle obecna jest wątpliwość: czy bez działań Brzoski to wszystko również byłoby możliwe?

Na konferencji ogłaszającej start strony ScamWatch, na której obecny był Arek Braumberger z bizblog.pl, Rafał Brzoska zwrócił uwagę na bardzo istotną kwestię.
- Jesteśmy w roku przedwyborczym. Chcę zobaczyć, którzy politycy bardzo serio traktują zdrowie psychiczne swoich dzieci, naszych dzieci, a którzy bardzo dobrze chronią interesy big techów. Ja myślę, że to jest bardzo ciekawe ćwiczenie, które jako społeczeństwo w roku przedwyborczym możemy zaobserwować - stwierdził szef InPostu.
Mamy więc sporo szczęścia. Zbliżają się wybory, dlatego politycy wreszcie - chcąc nie chcąc - będą musieli zająć się kwestią, która dotyka wielu Polaków.
Samo bycie ofiarą jednak nie wystarczyło. Sprawą musiał zainteresować się Rafał Brzoska, którego wizerunek od dłuższego czasu jest wykorzystywany. Podobnie jak innych celebrytów, polityków, dziennikarzy czy sportowców. Dopiero jednak Brzoska powiedział "dość" i wytoczył potężne działa. Petycję w sprawie karania platform za emisję fałszywych reklam podpisało już 92 tys. osób. Gniew ludzi jest ogromny, więc nie można przechodzić obok niego obojętnie.
Nie jestem aż tak naiwny, wiem, jak działa polityka. To logiczne, że politycy podpinają się pod głośne tematy, licząc, że wskoczenie na falę w odpowiednim momencie pozwoli zyskać nowych wyborców. Nic nowego pod słońcem. Mimo tej świadomości trudno jest mi ukrywać oburzenie.
Dlaczego dopiero teraz? Dlaczego nie wcześniej? Przecież wszyscy doskonale wiedzą, jak wyglądają media społecznościowe, co się tam publikuje, kto na to pozwala i czerpie zyski.
Jak mówi Brzoska:
Robię to dla szerszej społeczności, bo wierzę osobiście, że koszty związane z tym, koszty społeczne, są bardzo złożone w czasie. (..) na tych samych mechanizmach, na tych samych farmach [tworzących fałszywe reklamy - dop. red.] można szerzyć dezinformację, która może być destrukcyjna dla naszego kraju. Proszę sobie wyobrazić, co by było, gdyby loga państwa redakcji z wizerunkiem prezydenta, premiera, ministrów, kluczowych ludzi świata biznesu, celebrytów, w tym samym momencie, jutro o 7 rano, powiedziały, że wojska rosyjskie właśnie stoją na granicy Polski.
I jakość trudno mi sobie wyobrazić, że politycy nie zdają sobie z tego sprawy. A przecież to ich dotyczy - to ich wizerunek zachęca do fałszywych inwestycji, to ich zaufanie jest nadszarpywane, to z ich ust mogą paść słowa, które wywołają panikę, złość czy agresję. I co z tego, że te usta będą fałszywe, spreparowane - ktoś może dać się nabrać i lawina ruszy.
Pamiętam przekręt, który opisywałem w październiku 2023 r., tuż po wyborach. W "inwestycyjnych" reklamach na Facebooku zamiast wcześniej rządzących zaczął pojawiać się Donald Tusk. Nowy premier nie zdążył jeszcze wygłosić exposé z programem rządu - to miało mieć miejsce dopiero w grudniu - a już oszuści posługiwali się jego wizerunkiem.
Kiedy więc dziś minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski mówi, że dowodów na szkodliwą działalność Mety jest aż nadto, można się z nim zgodzić. Ba, trudno z tym polemizować. Pytanie, dlaczego tak ostrej reakcji nie było wcześniej.
- Wystąpiłem także do Komisji Europejskiej o nałożenie na platformę Meta kary w wysokości miliarda złotych. Polska jest pierwszym państwem w Europie, które składa taki wniosek – to mocny sygnał: koniec z fałszywymi reklamami, scamem na platformach i oszukiwaniem użytkowników. Będę namawiał europejskich przywódców, abyśmy wspólnie wystąpili przeciwko temu, co robi Meta. Platforma będzie musiała chronić użytkowników, bo pobłażanie wielkim platformom kończy się tym, że nie szanują one ani użytkowników, ani państwa - powiedział wicepremier i minister cyfryzacji podczas konferencji prasowej w Sejmie dotyczącej działań Ministerstwa Cyfryzacji w sprawie Mety.
Wyobrażam sobie teraz alternatywny scenariusz
Cofnijmy się delikatnie w czasie. Jest połowa sierpnia. Rafał Brzoska kolejny raz widzi fałszywą reklamę ze swoim wizerunkiem. Widzi siebie w kajdankach, w szlafroku, otoczonego policjantami. Nie denerwuje się, nie podchodzi do komputera, w emocjonalnym wpisie nie wymienia nazwisk osób kierujących operacjami Mety w Polsce. Nie zarzuca im braku reakcji i "zaprzedania się przestępczej działalności firmy".
Wyobraźmy sobie, że Rafał Brzoska tego nie robi. Ma już dosyć, jest zmęczony. W tej alternatywnej rzeczywistości myśli sobie, że to nic nie da. Skoro antyspołecznościowy moloch nie respektuje wyroków polskiego sądu, to może nie ma sensu kopać się z koniem. To i tak nic nie da. Swoje przecież już Rafał Brzoska zrobił. Kto wie, niewykluczone, że ktoś będzie kontynuował jego dzieło. Ale on sam nie ma na to więcej siły. Nikt nie będzie miał do niego pretensji - nie jest pierwszą, ani tym bardziej ostatnią osobą, której wizerunek jest kradziony. Nie ma z tym nic wspólnego, też jest ofiarą, mimo że sam pieniędzy na tym procederze nie traci. Rafał Brzoska odchodzi od komputera i zachowuje się tak, jak wielu innych znajdujących się w podobnym położeniu - uznaje, że tak widocznie musi być, ludzie muszą być ostrożni, muszą uważać. Prawdę mówiąc: miałby do tego pełne prawo.
Czy w tym alternatywnym scenariuszu wydarzenia potoczyłyby się tak samo? Czy mimo braku reakcji Brzoski Krzysztof Gawkowski napisałby list do Mety? A nawet jeśli, to czy uznałby wówczas, że odpowiedź jest tak samo niesatysfakcjonująca jak w prawdziwym scenariuszu, więc również należy skierować sprawę do Komisji Europejskiej i domagać się niemałej kary?
Tego się nie dowiemy. Można się więc cieszyć - choć to wybitnie niepasujące do całej sytuacji słowo - że wszystko potoczyło się inaczej.
Wątpliwości i pytania rodzące się podczas tego chwilowego gdybania mogą doprowadzić do ponurych wniosków. Istnieje przecież ryzyko, że bez ingerencji miliardera nie można byłoby liczyć na interwencję państwa. Albo można byłoby, ale nie w aż takim stopniu.
Co nam to mówi o naszym położeniu?
Atrakcyjność prezesów bierze się stąd, że mimo ich braków odzwierciedlają coś, co wydaje się uniwersalnym sposobem osiągania osobistych sukcesów i zbiorowego postępu. Na przekór rzeczywistości prezesi symbolizują wiedzę osadzoną głęboko w kulturze zachodniej i daną nam z niebios – wiedzę mówiącą, jak mamy realizować własne cele. Ich wyidealizowana obecność daje nadzieję na uzyskanie kontroli nad własnym życiem i kształtowania go wedle własnej woli. Na poziomie społecznym oznacza to wiarę w możliwość kierowania naszym wspólnym losem, a nie zdawania się na rzekomo nieuniknioną siłę „postępu”. Prezesi odgrywają zatem rolę podobną bogom. W swej najczystszej formie są uosobieniem sprawczości w czasach, gdy wydaje się ona towarem rzadkim - pisali autorzy książki "Świat według prezesów".
Nawet na przykładzie sporu Brzoski z Metą widzimy, że prezesi wielkich firm są w stanie przenosić góry, dokonywać niemożliwego. To z ich zdaniem trzeba się liczyć, to oni wprawiają w ruch państwową machinę. Oni i jak widać - tylko oni.
Oczywiście to nie tak, że wszystko odbyło się w ciągu tygodnia. Spór Brzoski z Metą ciągnie się od dłuższego czasu. Czara goryczy musiała się przelać. Mimo wszystko to szef InPostu był zapalnikiem, bez niego najprawdopodobniej to wszystko nie wydarzyłoby się, a na pewno nie w takiej skali. To jemu możemy przypisać sprawczość, a nie rządowi, który już nie miał wyjścia - musiał zareagować.
"Prezesi przybyli, aby czynić cuda nie tylko ekonomiczne, lecz także społeczne" - zwracali uwagę autorzy cytowanej książki, opisując wiarę w zbawczą moc prezesów.
Oczywiście, państwo odgrywa olbrzymią rolę w tej układance. Może i nawet kluczową. To Polska składa skargę, być może to do nas dołączą inne kraje i razem, ramię w ramię, będziemy dążyć do zmiany. Tylko żeby domino ruszyło, musiał znaleźć się ktoś, kto powali pierwszy klocek.
Nie byli to jednak źli, oszukani obywatele, a biznesmen, który stanął w ich obronie.
Na konferencji Rafał Brzoska został zapytany o to, czy miał okazję spotkać się z Markiem Zuckerbergiem i porozmawiać
Aż chce się dodać do pytania: jak szef z szefem. Nie znam dokładnych intencji autora, ale słychać tu echa wiary w to, że głowy wielkich firm mogą załatwić sprawy ponad państwami, dogadać się, dobić targu - wy naprawicie błędy, my nie będziemy was piętnować, wszyscy będą zadowoleni.
- Nie szukam kontaktu do pana Marka Zuckerberga, aby pomógł rozwiązać ten problem, bo wiem, że go nie rozwiąże. Ponieważ za dużo na nim zarabia, 16 miliardów dolarów czystego zysku - przyznał Brzoska.
No właśnie - tam gdzie liczy się zysk, trudno o empatię i współczucie. Prawo silniejszego, ot co. Dlatego potrzebne jest działanie państwa: regulacje, interwencje, pilnowanie, aby wielki biznes się nie rozhulał i nie poczuł zbyt pewnie.
Sęk w tym, że tutaj tego zabrakło. I wiemy doskonale: nie tylko tutaj. Nie wszędzie jednak będziemy mogli liczyć na to, że znany miliarder nie wytrzyma i nie będzie zadowolony z działań innej wielkiej korporacji. Nie powinniśmy zresztą tego chcieć i tego nie oczekiwać, bo to nie ich rola.
Trzymając kciuki za działania Rafała Brzoski, nie może nam zniknąć z obrazu rola państwa - państwa, które przez długi czas było ślepe na to, że jego obywatele są oszukiwani. Zbyt długo pobłażano firmom, które nie miały nawet szacunku nie tylko do nas, ale też do władz naszego kraju, do głów państwa, do premierów. Odpowiedzialność spada na wszystkie ostatnie rządy.
Nie możemy oczekiwać, że w każdej sytuacji prezes tupnie nogą i zmusi do działania polityków
Mamy prawo oczekiwać, że to rządzący zauważą problemy zwykłych ludzi i zaczną działać - nie tylko wtedy, gdy zbliżają się wybory i gdy to się opłaca, bo kwestię nagłaśnia znana osoba.
Obawiam się jednak, że nasze oczekiwania to jedno, a rzeczywistość - drugie.
W Spider’s Web od kwietnia 2021 zajmuje się tematami związanymi z ekologią, przyrodą, ochroną środowiska, architekturą, miastami przyszłości, transportem publicznym z pociągami na czele i, rzecz jasna, wpływem technologii na nasze zwykłe życie. Zaczynał od pisania o grach – przede wszystkim w serwisie gamezilla.pl, z przerwą na gram.pl. Następnie zajął się opisywaniem technologii, robiąc to w takich portalach jak next.gazeta.pl, a potem serwisach technologicznych grupy WP (tech.wp.pl, dobreprogramy.pl, gadżetomania.pl – będąc redaktorem prowadzącym – czy polygamia.pl). Prywatnie fan Morrisseya, morza, bloków z wielkiej płyty i dziwnych budynków, o których zdarza mu się zresztą pisać.