REKLAMA

Cały kraj śmieje się z tego raportu. Czas zacząć dyskusję

Historia raportu „Polaków portret własny” jest jak kiepski remake filmu, którego nikt nie chciał oglądać, a mimo to wszyscy muszą - bo został sfinansowany z publicznych pieniędzy.

Polaków portret własny slop

I to niemałych pieniędzy, bo 200 tys. zł. W zamian dostaliśmy dokument, który wygląda, jakby powstał w wyniku połączenia generatora tekstu, translatora i studenta pierwszego roku marketingu, który właśnie odkrył, że Word ma funkcję „wyrównaj do lewej”.

Barbara Mróz-Gorgoń, pełnomocniczka rządu ds. promocji marki Polski, złożyła dymisję. Oficjalnie „z powodu hejtu”. Nieoficjalnie - bo cała Polska właśnie zobaczyła, że raport, który miał być wizytówką kraju jest w istocie AI slopem. I to takim, który nawet darmowe modele generują lepiej.

Czytaj też:

Tego raportu nikt nie czytał przed publikacją. Wystarczy pobieżna lektura laika

Zacznijmy od treści. Dokument zawiera błędy językowe, błędne dane, puste przypisy, przypadkowe anglicyzmy, a nawet fragmenty pisane CAPS LOCKIEM, jakby autor wpadł w szał podczas edycji. Niektóre zdania wyglądają jak żywcem wyjęte z generatora.

Eksperci szybko zauważyli, że raport w ogromnej części wygląda jak tekst wygenerowany przez AI. Nie ma w tym nic złego - gdyby był to dokument roboczy, wewnętrzny, przygotowany jako szkic. Problem w tym, że został opublikowany jako oficjalny materiał rządowy, podpisany przez pełnomocniczkę i przedstawiony jako efekt pracy ekspertów.

Mróz-Gorgoń tłumaczyła, że dokument był „work in progress” i „nigdy nie powinien trafić do przestrzeni publicznej”. Problem w tym, że trafił, został podpisany, promowany i kosztował podatników 200 tys. zł. Ministerstwo Sportu i Turystyki, które finansowało projekt, szybko odcięło się od publikacji, choć wcześniej samo ją reklamowało.

"Polaków portret własny" - fragment
"Polaków portret własny" - fragment
"Polaków portret własny" - fragment

Dokument nie spełnia absolutnie żadnych standardów jakości. Polacy mają wrodzony radar na fuszerkę.

Dymisja „przez hejt”, czyli próba odwrócenia narracji

W piątek Mróz‑Gorgoń ogłosiła odejście ze stanowiska, tłumacząc je „niewyobrażalną skalą hejtu”. Problem w tym, że większość krytyki była merytoryczna. Ludzie nie wyśmiewali osoby - wyśmiewali dokument, który kosztował 200 tys. zł i wyglądał jak mem.

Politycy opozycji złożyli zawiadomienia do prokuratury i CBA. Ministerstwo zaczęło tłumaczyć się z finansowania. A Internet wciąż żył memami z „polskimi płaskizami” – jednym z najbardziej absurdalnych fragmentów raportu.

To nie jest hejt. To jest odpowiedzialność. Jeśli ktoś podpisuje się pod dokumentem, który kompromituje państwo, musi liczyć się z konsekwencjami.

Gdy państwo odkrywa AI, ale AI odkrywa państwo szybciej

Najciekawsze w całej historii jest to, że raport „Polaków portret własny” nie obnażył słabości sztucznej inteligencji. On obnażył słabości ludzi, którzy postanowili użyć AI bez zrozumienia, jak działa, po co działa i dlaczego nie powinno się jej traktować jak magicznej drukarki do „eksperckich” treści. To jest w gruncie rzeczy opowieść o tym, jak technologia potrafi zemścić się na tych, którzy próbują jej użyć jako skrótu do kompetencji.

W normalnych warunkach AI jest narzędziem, które przyspiesza pracę, pomaga uporządkować dane, tworzy szkice, inspiracje, kierunki. Ale jeśli ktoś traktuje ją jako gotowego autora raportu o narodzie, to kończy z dokumentem, który wygląda, jakby naród składał się z „płaskiz”, „dynamicznych emocjonalności” i „głębokiego zakorzenienia w sufferingu”. To nie jest wina AI. To jest wina człowieka, który nie zadał sobie trudu, by przeczytać, co AI napisała.

Polska 2026 to kraj, w którym ludzie znają się na technologii lepiej niż urzędnicy

To jest w ogóle fascynujące zjawisko. Polska w 2026 r. jest krajem, w którym przeciętny czytelnik Spider’s Web wie więcej o jakości obrazu, algorytmach, modelach językowych i kontroli jakości niż część osób odpowiedzialnych za projekty państwowe. To nie jest złośliwość - to jest obserwacja.

Wystarczy spojrzeć na reakcję Internetu. Ludzie nie oburzali się emocjonalnie. Oni robili to, co robią zawsze: analizowali. Rozbierali raport na czynniki pierwsze, punktowali błędy, porównywali fragmenty z generatorami AI, sprawdzali przypisy, wyłapywali kalki językowe. To była crowdsourcingowa kontrola jakości, której nie przeprowadził nikt przed publikacją.

W pewnym sensie to jest piękne. Państwo opublikowało raport, a społeczeństwo zrobiło audyt. Za darmo. W weekend.

Technologia nie wybacza lenistwa

W tej historii jest też pewien uniwersalny morał. Technologia nie wybacza lenistwa. Jeśli ktoś próbuje ją wykorzystać jako drogę na skróty to prędzej czy później zostanie przyłapany. Jeśli ktoś generuje raport za 200 tys. zł, to musi liczyć się z tym, że ludzie będą chcieli wiedzieć, za co zapłacili.

I tu dochodzimy do sedna: problemem nie jest to, że raport powstał przy użyciu AI. Problemem jest to, że powstał wyłącznie przy użyciu AI, bez nadzoru, bez redakcji, bez weryfikacji, bez odpowiedzialności. To tak, jakby ktoś kupił najdroższy telewizor na rynku, ustawił tryb „dynamiczny”, podbił ostrość na 100 i uznał, że to jest referencyjna jakość obrazu. Technologia nie jest winna. Winny jest użytkownik.

Polska marka narodowa kontra polska rzeczywistość

Najbardziej ironiczne w całej sytuacji jest to, że raport miał promować markę Polska. Tymczasem zrobił coś odwrotnego: pokazał, że państwo nie potrafi korzystać z narzędzi, które Polacy opanowali lepiej niż ktokolwiek. To jest paradoks, który zasługuje na osobny rozdział w podręczniku marketingu narodowego.

Bo jeśli marka narodowa ma być nowoczesna, wiarygodna, oparta na faktach i profesjonalizmie, to nie może być budowana na dokumentach, które wyglądają jak memy. A ten raport - choć niezamierzenie - stał się memem. I to memem kosztownym.

Dymisja to nie koniec. To początek dyskusji, której Polska potrzebuje

Dymisja Barbary Mróz-Gorgoń jest oczywistą konsekwencją, ale nie jest rozwiązaniem. To jest dopiero początek rozmowy o tym jak państwo powinno korzystać z AI, jak powinno wyglądać nadzorowanie projektów technologicznych, jak powinno się wydawać publiczne pieniądze i jak powinno się budować markę narodową w epoce, w której każdy błąd zostanie wyłapany w ciągu godziny.

Bo jeśli Polska ma być krajem nowoczesnym, to musi nauczyć się jednej rzeczy: technologia nie jest magiczną różdżką. Jest narzędziem. A narzędzia działają tylko wtedy, gdy używa się ich z kompetencją, odpowiedzialnością i odrobiną pokory.

*Ilustracja otwierająca wygenerowana za pomocą AI

Maciej Gajewski
Redaktor

Redaktor Spider's Web - ekspert w tematykach Microsoftu i RTV. Lubi oglądać się zarówno za siebie – wspominając przełomowe dokonania w informatyce – jak i przed siebie, będąc nieustannie ciekawym tego, co będzie dalej. Jego zainteresowania to przede wszystkim software: UI/UX, algorytmy, uczenie maszynowe, chmura czy sztuczna inteligencja. Nic dziwnego, że jako specjalizację obrał sobie pilnowanie firmy Microsoft. Uwielbia też sztukę gier i kina, przez co wyrósł na pasjonata sprzętu RTV – a i o technologii wspomnianych gier i filmów ma wiele ciekawego do opowiedzenia. Jego pierwsza obecność w mediach dotyczyła muzyki – współtworzył Overkill.pl. Ciąg dalszy jego rozwoju dotyczył już tylko nowych technologii. Zanim dołączył do zespołu Spider’s Web przez lata współtworzył CHIP.pl i Magazyn CHIP.