REKLAMA

New Glenna zniszczył mały zawór. Znaleźli winnego

Wygląda na to, że Blue Origin ustaliło przyczynę majowej eksplozji New Glenna. Okazuje się, że problem zaczął się w głównym zaworze tlenu jednego z silników BE-4.

New Glenn eksplodował przez zawór w silniku BE-4

Dwa miesiące po spektakularnej eksplozji New Glenna inżynierowie wiedzą już, gdzie zaczął się problem. Nie zawiódł zbiornik wielkości budynku ani skomplikowany komputer pokładowy. Trop prowadzi do głównego zaworu tlenu w jednym z siedmiu potężnych silników BE-4. Dobra wiadomość jest taka, że poprawka ma być niewielka. Zła: skutki awarii niewielkie nie były.

Jeden zawór, siedem silników i ogromna kula ognia

28 maja New Glenn stał nieruchomo na stanowisku LC-36 na Florydzie i przygotowywał się do kolejnej misji. Nie miał jeszcze wystartować. Trwał test statyczny, podczas którego uruchamia się silniki rakiety, ale cały pojazd pozostaje przytwierdzony do infrastruktury naziemnej. To właśnie podczas takiego testu wszystko poszło źle.

Rakieta zamieniła się w ogromną kulę ognia, a nagrania szybko obiegły internet. Sam pojazd został zniszczony, mocno oberwała też infrastruktura startowa. Ucierpiały m.in. wieża odgromowa, transporter służący do ustawiania rakiety oraz elementy instalacji hydraulicznej. Pracownicy zdążyli jednak znaleźć się w bezpiecznym miejscu i nikt na szczęście nie został ranny.

Początkowo wiadomo było właściwie tylko tyle, że źródła problemu należy szukać w dolnej części pierwszego stopnia. Teraz pole poszukiwań skurczyło się z kilkudziesięciometrowej rakiety do jednego elementu jednego silnika.

Awaria rozpoczęła się w głównym zaworze tlenu BE-4. Inżynierowie potwierdzili to nie tylko na podstawie zapisów z czujników i kamer, ale również po odzyskaniu fragmentów sprzętu oraz kolejnych inspekcjach. To nadal nie oznacza, że znamy każdy szczegół przebiegu eksplozji. Dochodzenie nie zostało całkowicie zamknięte i wciąż analizowane są możliwe ciągi kolejnych awarii. Wiadomo już jednak, gdzie zaczęło się domino.

BE-4 to nie jest zwykły silnik

Pierwszy stopień New Glenna ma siedem silników BE-4. Każdy z nich spala ciekły gaz ziemny przy użyciu ciekłego tlenu jako utleniacza i rozwija ciąg liczony w tysiącach kiloniutonów. Łącznie siedem jednostek podczas startu ma wytwarzać potężną siłę potrzebną do oderwania niemal 100-metrowej rakiety od ziemi. W takim układzie zawór nie jest po prostu odpowiednikiem kranika odcinającego przepływ.

Musi kontrolować ogromne ilości kriogenicznej cieczy przy bardzo dużych różnicach ciśnienia i temperatur. Działa w środowisku, w którym najmniejsza nieprawidłowość może bardzo szybko przerodzić się w poważniejszą awarię układu napędowego.

Na razie nie ujawniono dokładnego mechanizmu uszkodzenia. Nie wiemy więc, czy zawór otworzył się w niewłaściwym momencie, nie osiągnął odpowiedniego położenia, utracił szczelność czy problem dotyczył któregoś z jego elementów. To tak naprawdę bardzo istotne, bo pomiędzy stwierdzeniem, że awaria zaczęła się w zaworze, a pełnym opisaniem fizycznej przyczyny jego uszkodzenia nadal jest spora różnica.

Naprawa ma być zaskakująco prosta

Skala majowej eksplozji mogła sugerować wielomiesięczne przeprojektowywanie całego silnika. Na razie nic na to jednak nie wskazuje. Po testach komponentów i kolejnych odpaleniach BE-4 przygotowano niewielką modyfikację zaworu. Co ważne, poprawiony element ma dać się instalować również w istniejących silnikach, bez konieczności budowania ich od początku. Nowy sprzęt ma być gotowy jeszcze przed końcem sierpnia.

Dla Blue Origin to istotna informacja, bo firma nadal chce, żeby New Glenn wrócił do lotów przed końcem 2026 r. Samo poprawienie silników nie wystarczy jednak do osiągnięcia tego celu, bo eksplozja pozostawiła po sobie również pokaźny rachunek na ziemi.

Firma zdecydowała już, że nie będzie odbudowywać stanowiska dokładnie w takiej formie, w jakiej funkcjonowało przed awarią. Rakiety mają być łączone poziomo w budynku integracyjnym, następnie transportowane na stanowisko i ustawiane pionowo dźwigiem. Ładunek będzie montowany dopiero wtedy. Awaria wymusiła więc nie tylko naprawę silnika, ale też zmianę sposobu obsługi całej rakiety.

Ten sam silnik lata też w Vulcanie

Sprawa ma jeszcze jeden interesujący wymiar. BE-4 nie powstał wyłącznie dla New Glenna. Dwa takie silniki napędzają także pierwszy stopień rakiety Vulcan Centaur należącej do United Launch Alliance. Oznacza to, że przyczyna eksplozji jest istotna dla dwóch ważnych amerykańskich systemów nośnych jednocześnie.

Nie oznacza to automatycznie, że każdy BE-4 ma wadliwy zawór i Vulcan stoi przed identycznym ryzykiem. Operator drugiej rakiety współpracuje jednak przy analizie awarii, bo każda usterka komponentu wspólnego dla obu konstrukcji musi zostać potraktowana poważnie. Tym bardziej że amerykański rynek startowy już teraz ma problemy z dostępnością dużych rakiet.

Przeczytaj także:

Blue Origin bardzo potrzebuje udanego powrotu. Majowa eksplozja przyszła zaledwie kilka tygodni po wcześniejszych problemach podczas trzeciej misji New Glenna. Wtedy zawiódł drugi stopień, przez co satelita nie znalazł się na właściwej orbicie. Później doszło do katastrofalnego testu na ziemi.

A New Glenn nie jest projektem, który może spokojnie spędzić kolejny rok w hangarze. Rakieta ma wynosić satelity internetowe Amazona, realizować misje dla amerykańskiego rządu i odegrać ważną rolę przy księżycowych planach NASA. Po eksplozji pojawiły się nawet pytania o alternatywną rakietę dla lądownika Blue Moon.

* Źródło zdjęcia wprowadzającego: BlueOrigin / jakość poprawiona przez AI Canva Pro

Marcin Kusz
Redaktor

Redaktor Spider's Web specjalizujący się w tematyce naukowej. O nowych technologiach zaczął pisać w 2012 r. na łamach portalu Telix. Później współtworzył treści dla Komputer Świata i PCLabu. Epizod dziennikarski zaliczył także w lokalnej gazecie i w dziale blogowym SpeedTest. Współzałożyciel agencji BlueCopy, zajmującej się copywritingiem i poligrafią. Przez pewien czas właściciel firmy transportowej. Prywatnie fan starych polskich oper mydlanych (oglądanych obowiązkowo z konkubiną), dumny opiekun kotki brytyjskiej i pasjonat-amator druku 3D.