Lunapark powstał bez żadnych zgód. Tandeta psuje polskie góry
Hulaj dusza, piekła nie ma - uważa wielu inwestorów stawiających pod Tatrami to, co im się podoba. Tyle że to nieprawda, piekło jak najbardziej istnieje, i znajduje się tu, na ziemi. Trafiają tam wszyscy ci, którzy muszą oglądać nielegalnie postawione budynki.

"Przy reprezentacyjnej Równi Krupowej w Zakopanem stanęło wesołe miasteczko z kilkunastometrową karuzelą" - donosi Radio Kraków.
Konserwator zabytków stwierdził, że właściciele obiektu nie posiadają stosownych zgód, a sama lokalizacja jest niezgodna z miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego i przepisami Parku Kulturowego Kotliny Zakopiańskiej.
Jak informuje rozgłośnia, urzędników niepokoi fakt, że lunapark stanął w pobliżu willi "Turnia" przy ulicy Kościuszki 9. Ponadstuletni budynek w stylu zakopiańskim wpisany jest do rejestru zabytków, a tymczasem lunapark może być dla niego poważnym zagrożeniem.
Zachodzi podejrzenie, że maszyny i urządzenia lunaparku mogą uszkodzić ten budynek - mówi w rozmowie z Radiem Kraków konserwator zabytków Cezary Michno.
Mieszkańcy w rozmowie z rozgłośnią skarżą się, że obiekt wygląda "odrażająco" i sprawia wrażenie zaniedbanego. Przeszkadza nie tylko jego estetyka. Przechodzący skarżą się na hałas i głośno grającą muzykę.
Stare porzekadło mówi, że "wszystko można, co nie można, byle z cicha i ostrożna". Najwidoczniej pod Tatrami obowiązuje inna wersja i po można po prostu stawia się kropkę. Pikanterii sprawie dodaje fakt, że kontrowersyjny lunapark postawiono raptem 200 m od urzędu miasta.
Na Podhalu niestety doskonale wiedzą, że można gwizdać na przepisy i zgody
To w końcu pod Tatrami stanęło pięć domków na wynajem, które przez inwestora opisywane były jako… poidełka dla koni.
Na szczęście to nie tak, że każdy taki czyn kończy się machnięciem ręką. W tym przypadku Sąd Okręgowy w Nowym Sączu podtrzymał wyrok sądu w Zakopanem i nakazał rozbiórkę.
Po 20 latach sporów w Bukowinie Tatrzańskiej doszło do rozbiórki domu postawionego nielegalnie.
Nakazaliśmy rozbiórkę tego budynku, ale oczywiście druga strona się od tego odwołała. Miała takie prawo i z niego skorzystała. Później odwoływała się jeszcze wiele razy. Właścicielem obiektu był pewien mężczyzna. On nam był bardzo dobrze znany z tego, że łamał prawo budowlane notorycznie. W centrum Zakopanego miał jeszcze drugi budynek wzniesiony równie nielegalnie. I on jakiś czas temu zmarł. Wówczas dom w Bukowinie odziedziczyła po nim żona. Ostatecznie rozpoczęła rozbiórkę tego budynku. Została przez nas i sądy do tego przymuszona. Gdyby tego nie zrobiła, musiałaby zapłacić grzywnę w wysokości kilkuset tysięcy złotych. Byłoby to więcej niż ten dom jest dziś wart - tłumaczył portalowi WP Finanse Jan Kęsek, szef PINB-u w Zakopanem.
Sami urzędnicy przyznawali, że trudno mówić tu jednak o sukcesie, skoro zabawa w kotka i myszkę trwała 20 lat. W tym czasie samowolka na siebie zarabiała, bo pokoje w sześciopiętrowym obiekcie z płaskim dachem wynajmowane były turystom.
Morał z tej opowieści jest więc bardzo nieciekawy: może i sprawiedliwość w końcu dosięgnie sprytnego inwestora, ale zanim do tego dojdzie, zdąży swoje zarobić.
Czyli samowolka się opłaca. Niestety
"Podhale od dekad słynie z trudnej miłości do prawa budowlanego" - z bólem przyznawał na łamach "Gazety Krakowskiej" Łukasz Bobek pisząc, że pod Giewontem te przepisy po prostu się nie przyjęły. Łatwo łapać się za głowę i wzdychać na bezczelność pod Tatrami, choć przecież to problem znany w całej Polsce. Wyznawcy świętego prawa własności wszędzie gotowi są usprawiedliwić każdą wątpliwą inwestycję, jeśli tylko powstaje na prywatnej działce. I cóż z tego, że szkodzi środowisku, wpływa na sąsiadów, za bardzo ingeruje w otoczenie.
Rzeczywiście jednak na Podhalu problem bardziej rzuca się w oczy. Zakopane w końcu chce coś z tym zrobić, ale po latach zmagań nie jest to takie łatwe. Co z samowolkami, które stoją od lat? Urzędnicy sami nie wiedzą, którą drogą należałoby pójść.
W naszym mieście jest dużo samowoli budowlanych w terenach, które nigdy nie były przeznaczone pod zabudowę. I problem polega na tym, że trzeba będzie się nad tym pochylić i przyjąć jakąś zasadę dla tych obiektów, ponieważ w planie ogólnym możemy wyznaczyć nowe tereny zabudowy. Pytanie teraz jest takie: co z obiektami, które powstały nielegalnie? Wiadomo, że to jest istniejąca zabudowa. Na dzień dzisiejszy wszystko wskazuje na to, że ich rozbiórka jest mało prawdopodobna. Czas najwyższy zdecydować, co z nimi zrobić - mówiła w rozmowie z "Gazetą Krakowską" z biura planowania przestrzennego urzędu miasta w Zakopanem.
Sam burmistrz Łukasz Filipowicz nie wie, jak postąpić. Akceptacja samowoli oznaczać będzie potencjalnie niebezpieczny precedens. "Dlaczego jeden może budować, a drugi przestrzega przepisów, żyje uczciwie, nie buduje, dba o tą przestrzeń wspólną?" - słusznie zauważa włodarz.
W ostatnich dniach głośno jest o promocji Polski i tym, czym możemy i powinniśmy chwalić się na świecie. Mówi się o Tatrach, nie zapomina o polskim morzu. Rzecz jasna jest czym, ale jeśli sami przyjrzymy się tym miejscom bliżej, zobaczymy akceptowaną od lat samowolę, jak pod Tatrami, czy wybrzeże, które coraz śmielej przejmowane jest przez deweloperów i inwestorów. Może więc zamiast mocno analizować, co spodoba się przyjezdnym, warto byłoby w końcu więcej uwagi poświęcić na chronienie cennych obszarów. Również po to, żeby za kilka lub kilkanaście lat nadal było się czym chwalić.
W Spider’s Web od kwietnia 2021 zajmuje się tematami związanymi z ekologią, przyrodą, ochroną środowiska, architekturą, miastami przyszłości, transportem publicznym z pociągami na czele i, rzecz jasna, wpływem technologii na nasze zwykłe życie. Zaczynał od pisania o grach – przede wszystkim w serwisie gamezilla.pl, z przerwą na gram.pl. Następnie zajął się opisywaniem technologii, robiąc to w takich portalach jak next.gazeta.pl, a potem serwisach technologicznych grupy WP (tech.wp.pl, dobreprogramy.pl, gadżetomania.pl – będąc redaktorem prowadzącym – czy polygamia.pl). Prywatnie fan Morrisseya, morza, bloków z wielkiej płyty i dziwnych budynków, o których zdarza mu się zresztą pisać.