Laserowa sowa dla wojska. Nie strzela, za to wypatrzy każde zagrożenie
Nie jest działem laserowym, choć wykorzystuje wysokoenergetyczny laser. Boobook ma przede wszystkim wcześniej zobaczyć nadlatujące zagrożenie.

Australijczycy nazwali go po niewielkiej sowie, która świetnie widzi po ciemku. Nazwa pasuje tu wyjątkowo dobrze, bo Boobook ma trafić na pojazdy wojskowe i platformy działające przy wybrzeżu, a jego zadaniem będzie wypatrywanie nadlatujących zagrożeń za pomocą lasera. Australia i Japonia właśnie zakończyły pierwsze udane próby terenowe wspólnie zbudowanego prototypu.
Boobook nie strzela laserem do celu. Najpierw ma go przede wszystkim zobaczyć
Przy określeniu wysokoenergetyczny laser wojskowy pierwszym skojarzeniem jest broń skierowanej energii, która nagrzewa drona albo pocisk do momentu jego uszkodzenia. Boobook ma jednak inne podstawowe zadanie. System wykorzystuje laser jako aktywny sensor optyczny. Ma pomagać w wykrywaniu nadlatujących zagrożeń, zwiększać świadomość sytuacyjną załogi i dawać chronionej platformie więcej czasu na reakcję.
Szczegółowa architektura Boobooka pozostaje jednak na ten moment tajna. Nie ujawniono mocy lasera, długości fali, zasięgu wykrywania ani dokładnego sposobu przetwarzania sygnału. Australijczycy podają jedynie, że jest to światowej klasy prototyp bazujący na ponad 20 latach krajowych badań nad laserami.
Sam mechanizm aktywnego wykrywania laserowego można jednak łatwo zobrazować. Urządzenie wysyła światło w kierunku obserwowanej przestrzeni i analizuje sygnał powracający po spotkaniu z obiektem. Na podstawie takich informacji można bardzo dokładnie ustalać położenie, odległość czy kształt celu.
Australijskie laboratoria od dawna rozwijają wojskowe systemy LADAR, czyli laserowy odpowiednik radaru. Jeden z wcześniejszych demonstratorów tworzył trójwymiarowe obrazy otoczenia na dystansie kilku kilometrów. Nie wiadomo, ile z tych rozwiązań trafiło bezpośrednio do Boobooka, ale nowy system wyrasta właśnie z wieloletnich australijskich prac nad aktywną optyką wojskową.
Ma siedzieć na pojeździe albo pilnować wybrzeża
Boobook nie jest projektowany jako ogromna instalacja stojąca na stałe w jednej bazie. Australia chce integrować go z platformami lądowymi oraz działającymi w środowisku przybrzeżnym. Oznacza to, że sensor może w przyszłości towarzyszyć wojsku znacznie bliżej miejsca, z którego faktycznie może nadejść zagrożenie. Ma wykrywać obiekty nadlatujące w kierunku chronionej platformy. Wśród potencjalnych celów wymieniane są drony i pociski.
Małe bezzałogowce stały się obecnie jednym z największych problemów wojsk lądowych. Klasyczny radar nadal pozostaje podstawowym narzędziem obserwacji przestrzeni powietrznej, ale bardzo małe cele lecące nisko i znajdujące się na tle zabudowy czy terenu są wyjątkowo trudnym przeciwnikiem. Dlatego współczesna obrona coraz częściej łączy kilka sensorów naraz. Radar może jako pierwszy wskazać podejrzany obszar, kamera termowizyjna rozpoznać obiekt, a czujnik laserowy dostarczyć bardzo precyzyjnych danych o jego położeniu.
Podobną filozofię widać również u nas. Jakiś czas temu Wojskowa Akademia Techniczna opracowała system SkanDron wykorzystujący wiązkę laserową do wykrywania niewielkich, nisko lecących bezzałogowców. Laser nie zastępuje tam wszystkich innych sensorów, ale potrafi uzupełnić ich słabe strony.
Sowa przeszła już prawdziwy poligon
Boobook wyszedł właśnie poza laboratorium. Prototyp został przetestowany w dwóch miejscach w Australii Południowej: na poligonie Cultana Training Area oraz w ośrodku Defence Science and Technology Group w Edinburgh. To bardzo istotny etap. W laboratorium można kontrolować drgania, temperaturę, pył, ustawienie celu i wiele innych czynników. System przeznaczony do zamontowania na wojskowym pojeździe musi radzić sobie z zupełnie innym środowiskiem.
Przeczytaj także:
Australijski resort obrony nie ujawnił wyników poszczególnych prób. Potwierdził jednak ich powodzenie. Zebrane dane mają teraz posłużyć do dopracowania konstrukcji, określenia wymagań technicznych i przygotowania kolejnych etapów rozwoju. Boobook znajduje się obecnie pomiędzy demonstratorem technologii a systemem przygotowywanym do potencjalnej komercjalizacji.
*Źródło grafiki wprowadzającej: Cappan, Getty Images, Canva Pro / Canva Pro
Redaktor Spider's Web specjalizujący się w tematyce naukowej. O nowych technologiach zaczął pisać w 2012 r. na łamach portalu Telix. Później współtworzył treści dla Komputer Świata i PCLabu. Epizod dziennikarski zaliczył także w lokalnej gazecie i w dziale blogowym SpeedTest. Współzałożyciel agencji BlueCopy, zajmującej się copywritingiem i poligrafią. Przez pewien czas właściciel firmy transportowej. Prywatnie fan starych polskich oper mydlanych (oglądanych obowiązkowo z konkubiną), dumny opiekun kotki brytyjskiej i pasjonat-amator druku 3D.