REKLAMA

Mam uciekać przed hulajnogami do parku. Może po prostu powinno się ich zakazać

Trudno, zdarza się - eksperyment nieudany, chciano dobrze, a wyszło jak zwykle. To nie pierwszy raz, kiedy jakaś nowinka się nie przyjęła, więc nie trzeba bać się rezygnacji z elektrycznych hulajnóg. 

hulajnoga

Łódzki radny Marcin Hencz zaproponował, aby w Łodzi, wzorem Warszawy, wprowadzić zakaz poruszania się hulajnogami po części parków. Inicjatywa na pierwszy rzut oka może wydawać się słuszna. Pędzące elektryczne hulajnogi - często przerabiane, przez co mogą rozpędzić się do naprawdę niebezpiecznych prędkości - to zmora polskich miast, miasteczek i wsi, więc każda strefa bez nich jest na wagę złota. 

Przynajmniej niektóre parki miałyby być więc przestrzeniami, w których mieszkańcy w końcu mogą poczuć się bezpiecznie, "idąc z dziećmi czy spacerując z psem" - postuluje radny, zapowiadając chęć przeprowadzenia konsultacji społecznych w tej sprawie. 

Prawdę mówiąc, nie wystarcza mi, aby tylko niektóre parki były miejscami, w których jako pieszy mogę czuć się bezpiecznie i liczyć na to, że przynajmniej tam nie minie mnie miłośnik ekstremalnych wrażeń na elektrycznej hulajnodze. Dlaczego mamy uciekać do parków, szukając tam schronienia, a co za tym idzie zaakceptować fakt, że wszędzie poza parkami bezpiecznie już nie będzie. 

To postawienie sprawy na głowie

To zgoda na to, aby znowu wygrywało prawo silniejszego. Wszyscy wiedzą, że elektryczne hulajnogi są problemem, ale ponieważ nic nie można z nim zrobić, trzeba zadowolić się małymi zwycięstwami. Oczywiście nie mamy żadnych gwarancji, że ewentualny zakaz wjazdów do parków byłby przez kogokolwiek respektowany. Ale przynajmniej moglibyśmy się łudzić, że tu nie będziemy łatwym celem i przynajmniej w teorii nie trzeba będzie umykać przed tymi, dla których całe miasto to tor rajdowy. Co innego na chodnikach, ale bitwę o nie najwyraźniej już przegraliśmy. Parki to ostatnia deska ratunku.

Jakub Wiech zauważył na Twitterze, że coraz częściej obserwuje na osiedlowej grupce historie o osobach potrąconych przez kierowców hulajnóg. Niedawno policja informowała o 9-latku, który jechał po jezdni. Matka ukarana została mandatem w wysokości 1 tys. zł. 

Internet pęcznieje od filmików przedstawiających wyczyny młodzieży na hulajnogach - jeżdżą po drogach z olbrzymią prędkością. Wszyscy chyba zdążyli się przyzwyczaić do popisów na drogach dla rowerów i chodnikach, więc to już nie robi wrażenia. Przerobione pojazdy osiągają zabójcze prędkości i mowa tu zarówno o e-rowerach, jak i właśnie hulajnogach. 

A przecież nie zdążyliśmy uporać się z hulajnogami na wynajem

Owszem, w wielu miastach wyznaczono strefy, w których należy parkować. W Łodzi pojazdy nie są zostawiane już byle gdzie, jak miało to miejsce jeszcze kilka lat temu. Nie mogę jednak powiedzieć, że to rozwiązało sprawę, bo parkingi dalej są na chodnikach i utrudniają niekiedy przejście. Wilk syty, ale owca niecała - bo to piesi płacą najwięcej za ten zgniły kompromis. 

Nie zmieniło się też zachowanie kierujących pojazdami na wynajem. W sobotni wieczór byłem świadkiem, jak grupa młodzieży urządzała sobie wyścig na chodniku, niebezpiecznie mijając pieszych. I co z tego, że hulajnoga nie przekroczy 20 km/h, jeśli na wąskim chodniku to i tak nieodpowiednia prędkość, kiedy slalomem wymija się pieszych.

A to przecież niejedyne często spotykane wykroczenie. Co rusz obserwować można sytuacje, kiedy to na jednej hulajnodze jadą dwie osoby. Niby jest zakaz, ale kto by się tym przejmował.

Przedstawiciele firm oferujących wynajmowanie hulajnóg na minuty wielokrotnie powtarzali, że do nowego środka transportu musimy się po prostu przyzwyczaić. Nie od razu Kraków zbudowano. Jasne, są tarcia, są niedogodności i problemy - ale to miało minąć, jak już wszyscy się zapoznamy, przyzwyczaimy, dostosujemy. 

Tyle że to dostosowanie w praktyce ma polegać na tym, że wszyscy piesi - won z drogi. Czmychać, ale już! 

A w międzyczasie doszedł kolejny przeciwnik. Jeszcze większy, jeszcze szybszy, jeszcze niebezpieczniejszy. Obejście ograniczeń producenta to najwyraźniej pestka, niewiele trzeba, aby pojazd rozpędzał się do prędkości, które powinny być zarezerwowane dla samochodów i motocykli. Tymczasem elektryczną hulajnogą można bez problemu wyprzedzać innych na drogach. I te same pojazdy obecne są na chodnikach i drogach dla rowerów. 

Wszystko, byle nie zakaz. Ale dlaczego? 

Pomysł zakazu wydaje się kontrowersyjny. W końcu mamy prawo i jedyne, czego nam brakuje, to łapanie drogowych piratów. Potrzebne są surowe kary dla tych, którzy zdejmują zabezpieczenia. Wystarczy działać. 

Ale może to wcale nie kwestia przepisów i tego, czy są egzekwowane, czy nie. Może należy uznać, że hulajnogi po prostu się nie sprawdziły. To nieludzki środek transportu - niebezpieczny, ryzykowny, niedopasowany do naszych miast i warunków. 

Zdaję sobie sprawę, że dla wielu osób to naprawdę pomocny sprzęt. Jadąc do pracy czy szkoły wsiadają na hulajnogę, dojeżdżają do autobusu bądź pociągu, by później ostatni kilometr pokonać już na dwóch kółkach. Trudno jednak nie dojść do wniosku, że ci używający hulajnóg prawidłowo i przepisowo stanowią mniejszość.

Kiedy mowa o zakazach - np. przesadnie szybkich samochodów albo innych potencjalnie niebezpiecznych przedmiotów czy zabawek - natychmiast pada argument, że nożem też można kogoś zranić. To nie wina samego przedmiotu, a tego, jak jest używany, przekonują przeciwnicy wprowadzania ograniczenia sprzedaży.

W tym przypadku narzędzie rzadko kiedy wykorzystywane jest zgodnie z projektowanym zastosowaniem. Okazało się, że domyślne użycie elektrycznej hulajnogi polega na stwarzaniu zagrożenia. 

Może po prostu trzeba przyznać, że elektryczne hulajnogi nie sprawdziły się. Nie w takiej formie. Pomysł był niezły, ale skutki uboczne są zbyt duże, aby je pomijać. Każda próba łagodzenia sytuacji - choćby w postaci wyznaczania stref, gdzie hulajnogami poruszać się nie można - to przyznanie, że jesteśmy bezbronni i szukamy plastra na zaropiałą ranę. Tymczasem rozwiązanie jest proste. Odwagi, posłowie, radni, politycy. 

Adam Bednarek
Redaktor

W Spider’s Web od kwietnia 2021 zajmuje się tematami związanymi z ekologią, przyrodą, ochroną środowiska, architekturą, miastami przyszłości, transportem publicznym z pociągami na czele i, rzecz jasna, wpływem technologii na nasze zwykłe życie. Zaczynał od pisania o grach – przede wszystkim w serwisie gamezilla.pl, z przerwą na gram.pl. Następnie zajął się opisywaniem technologii, robiąc to w takich portalach jak next.gazeta.pl, a potem serwisach technologicznych grupy WP (tech.wp.pl, dobreprogramy.pl, gadżetomania.pl – będąc redaktorem prowadzącym – czy polygamia.pl). Prywatnie fan Morrisseya, morza, bloków z wielkiej płyty i dziwnych budynków, o których zdarza mu się zresztą pisać.