Zabraniamy dzieciom używek, a pozwalamy na TikToka i Instagrama. Skończymy z hipokryzją
Sam zakaz korzystania z telefonów w szkołach może nie wystarczyć. Polacy zdają sobie z tego sprawę i dlatego liczą na kolejne ograniczenia.

Z badania "Puls Opinii" przeprowadzonego przez Opinia24 na zlecenie RMF FM wynika, że 65 proc. respondentów popiera wprowadzenie zakazu korzystania z mediów społecznościowych przez osoby poniżej 16. roku życia.
Na pytanie, czy należy odciąć młodych od mediów społecznościowych, "zdecydowanie tak" odpowiedziało 33 proc. ankietowanych. 32 proc. uznało, że "raczej tak". Na nie było 22 proc. uczestników sondaży. Z czego 15 proc. odpowiedziało "raczej nie", a 7 proc.: "zdecydowanie nie". 13 proc. badanych nie ma zdania na ten temat.
Rozgłośnia zwraca uwagę, że coraz więcej europejskich państw rozważa wprowadzenie podobnych zakazów. W Grecji w 2027 r. młodzi poniżej 15 r. ż. nie skorzystają z mediów społecznościowych. Światowym pionierem jest pod tym względem Australia. W majowej rozmowie na antenie TVN24 ministra edukacji Barbara Nowacka przyznawała, że doświadczenia Australijczyków mogą być cenną lekcją dla Polski.
Nawet jeśli system okaże się nieskuteczny w 10 procentach przypadków, to w pozostałych 90 procentach będzie działać, i to właśnie w najbardziej wrażliwych sytuacjach (...) Dzieci obchodzą również zakaz sprzedaży alkoholu do 18. roku życia, ale to nie zwalnia nas, państwa, dorosłych, od obowiązku zapobiegania - stwierdziła szefowa resortu edukacji.
Zdaniem Barbary Nowackiej musimy "zacząć działać", choć zdaje sobie sprawę, że potrzebna jest współpraca unijnych państw, aby móc postawić się big techom.
Czytaj też: Zbanowali media społecznościowe. Sprawdzamy, jak to działa w Australii
Na razie w polskich szkołach podstawowych obowiązywać będzie zakaz korzystania z telefonów
Wejdzie w życie już od 1 września 2026 r. Uczeń będzie mógł skorzystać z telefonu, jeśli nauczyciel uzna urządzenie za niezbędne podczas zajęć lub sprawdzianu wiedzy. Przepisy dopuszczają także użycie smartfona w przypadku pilnego kontaktu z rodzicami, korzystania z aplikacji wspierających monitorowanie stanu zdrowia - za zgodą dyrektora szkoły - oraz w sytuacji bezpośredniego zagrożenia zdrowia lub życia.
Zakaz też budzi emocje. Same placówki nie wiedzą dokładnie, czy uda im się skutecznie egzekwować przepisy - nauczyciele zastanawiają się, czy uczniowie nie będą używali telefonów w toaletach - albo gdzie przechowywać urządzenia. Logistyczne wyzwania to jedno. Pojawiły się również głosy, że zakaz jest niekonsekwentny, bo przecież uzależnienie od telefonów uderza w starszych uczniów tak samo, o ile nie mocniej. Jeśli zakładamy, że smartfony i media społecznościowe rozpraszają młodych, to dotyczy to zarówno uczniów podstawówki, jak i tych w liceach.
Głosy wątpliwości wydają się zasadne, choć przemawia do mnie również argument, że po prostu od czegoś trzeba zacząć, większą uwagę skupiając na początku na najmłodszych. Z drugiej strony sam zakaz korzystania w szkołach nie wystarczy, jeśli w domu żadnych barier nie ma. Lub co gorsza - gdy zły przykład idzie z góry.
Z niedawnego raportu "Internet dzieci 2026" wynika, że na godziny szkolne w typowym miesiącu przypada ok. 13 proc. całego czasu używania telefonu przez dzieci. Korzystanie ze smartfonów w szkołach jest więc problemem, ale niekoniecznie jedynym lub największym.
Ponad połowa dzieci odpala internet zaraz po przebudzeniu, pomiędzy 6:00 a 8:00 rano. W badaniu opisano, że "zdecydowanie najwięcej czasu" z telefonem w dłoni dzieci spędzają właśnie w drugiej połowie dnia. Co więcej, o ile w godzinach szkolnych średni czas korzystania wynosi ok. 5–6 min na godzinę, to po południu jest to ok. 15–17 min na godzinę.
Nie powinien dziwić fakt, że najwyższa intensywność korzystania z telefonów została zaobserwowana wtedy, gdy aktywna obecność dorosłych przy dzieciach jest niska - tuż przed powrotem rodziców do domu, a potem w czasie wieczornego odpoczynku.
Zakaz mediów społecznościowych wydaje się być jedną z recept na tego typu bolączki, choć istnieje obawa, czy wykorzystując nieobecność dorosłych nie będzie pokusy, by sięgnąć po zakazany owoc. Tylko że to ryzyko jest zawsze i raczej nie powinno zniechęcać do wprowadzenia ograniczeń. Inaczej przy każdej niedozwolonej aktywności należałoby rozłożyć ręce, stwierdzając: to na nic, i tak ktoś nas przechytrzy.
Wspomniany raport jest dowodem na to, że zakaz to coś, co należy rozważać
Wynikało z niego, że 55 proc. dzieci w wieku 7–12 lat regularnie korzysta z największych serwisów społecznościowych lub komunikatorów. Aż 1,2 mln młodych w wieku 7–14 lat miało kontakt z reklamami piwa alkoholowego w topowych aplikacjach społecznościowych, a 32 proc. dzieci w wieku 7–14 lat miało kontakt ze stronami i aplikacjami zawierającymi treści pornograficzne.
- Formalnie większość platform wymaga ukończenia 13 lat (w niektórych krajach UE – 16 lat) do założenia konta. W praktyce weryfikacja wieku opiera się w zasadzie wyłącznie na deklaracji użytkownika przy rejestracji. Badania wskazują, że znaczna większość dzieci poniżej wymaganego wieku podaje fałszywą datę urodzenia – często za wiedzą lub z pomocą rodziców, którzy traktują to jako "niewinne obejście" regulaminu platformy - zauważał Krzysztof Mikulski, prezes Polskich Badań Internetu.
Inne alarmujące wnioski płynęły z raportu Urzędu Komunikacji Elektronicznej. W badaniu opublikowanym w lutym 2026 r. zauważono, że dzieci rozpoczynają korzystanie z internetu w coraz młodszym wieku. Najczęściej wskazywany wiek to 7–8 lat (25,6 proc.), ale niemal równie liczna grupa zaczyna korzystać z internetu już w wieku 5–6 lat (24,6 proc.).
Bardzo niepokojące są dane dot. dobrostanu cyfrowego. 12 proc. dzieci odczuwa stres lub niepokój przy braku dostępu do internetu, a 44 proc. czuje się w takiej sytuacji odciętych od świata. Aż 77,8 proc. przyznaje, że mimo poczucia marnowania czasu w sieci, nie potrafiło z niej wyjść. Średni poziom uzależnienia od internetu, oceniany przez same dzieci, jest najwyższy w grupie 7–9 lat, co wskazuje na szczególną wrażliwość najmłodszych użytkowników - zauważali autorzy raportu.
Badanie UKE pokazuje, że tylko co czwarte pytane dziecko (25,8 proc.) miało jakiekolwiek ograniczenia dotyczące czasu spędzanego w internecie. Jednocześnie aż 63,4 proc. dzieci korzysta z sieci ponad 3 godziny dziennie, a 43,2 proc. deklaruje aktywność online po godzinie 22:00.
Niektórzy mogą więc potraktować chęć wprowadzenia zakazu jako próbę zrzucenia odpowiedzialności z rodziców. Dość cynicznie można byłoby nawet stwierdzić, że to problem dorosłych i opiekunów - to oni nie radzą sobie z pilnowaniem dzieci. Nie trzeba niczego zakazywać, denerwując w ten sposób wielkie korporacje, wystarczy edukować i uświadamiać.
Takie podejście nazwałbym naiwnym. Owszem, miło jest założyć, że to dorośli wiedzą, co dla dziecka najlepsze i że mają pełną kontrolę oraz/lub zaufanie. Tyle że nie zawsze tak to działa. Media społecznościowe to potężny wróg, ciągle niedoceniany. Praktyki, które są wykorzystywane do tego, aby przetrzymywać użytkownika przed ekranem, skutecznie działają na dorosłych, którzy nie są w stanie się oprzeć i dalej przewijają, dalej konsumują. Co dopiero powiedzieć o młodych umysłach, podawanych teraz wielkim korporacjom jak na talerzu. To logiczne, że opiekunowie nie są w stanie zapewnić odpowiedniej ochrony.
Tak, zakaz ma swoje luki. Tak, zakaz nie uchroni każdego dziecka. Ale na dziś wydaje się to być najlepszą możliwą propozycją. I w zasadzie tak naprawdę jedyną, bo trudno uznać, że edukacja czy uświadamianie cokolwiek pomoże. Przez tyle lat ta taktyka się nie sprawdziła i nagle miałaby zacząć działać?
Coś należy zrobić, aby młodzi nie wpadali w te sidła
Można mnożyć pytania i wątpliwości: dlaczego od 16 r. ż., a nie od 18 r. ż. Skoro najważniejsze unijne postaci nie boją się zrównywać mediów społecznościowych z używkami, to dlaczego nie brać tych przestróg na serio, traktując je tak, jak papierosy czy alkohol.
Znowu jednak można odeprzeć te zastrzeżenia jedną ripostą: od czegoś trzeba zacząć. A zakaz mediów społecznościowych wydaje się krokiem w dobrą stronę. Techniczne możliwości już mamy. Poparcie Polaków jest. Wystarczy wola rządzących.
„Ekstatycznie umiłował morze”, ale mieszka w Łodzi. Lubi pisać o tym, jak technologia wpływa na człowieka, politykę, ekonomię, ekologię, architekturę czy miasta, zastanawiając się przy tym, czy dzięki niej możemy żyć jeśli nie lepiej, to chociaż inaczej. Gra też na Nintendo Switch, a zamiast Xboksa i PlayStation woli Stadię i GeForce Now, bo granie w chmurze to przyszłość.