REKLAMA

Zatrzymany za system w telefonie. Nas też to może spotkać?

Amerykański urząd bezpieczeństwa kontra… system operacyjny w telefonie. Przegrały zdrowy rozsądek i podstawowe prawa do wolności.

telefon odblokowanie kontrola lotnisko

Amerykański Departament Sprawiedliwości próbuje postawić zarzuty Samowi Tunickowi - aktywiście związanym z protestami przeciwko budowie policyjnego ośrodka szkoleniowego „Cop City” w Atlancie - ponieważ jego telefon działał na GrapheneOS. Nie dlatego, że coś na tym telefonie zrobił - ale dlatego, że „miał na nim zainstalowany system operacyjny umożliwiający szybkie wyczyszczenie danych”.

Tunick wracał z wakacji w Dominikanie, gdy na lotnisku w Atlancie został zatrzymany do tzw. „secondary inspection”. Wcześniej trafił na listę obserwacyjną jako osoba rzekomo powiązana z „działaniami terrorystycznymi” - co w praktyce oznaczało, że jego nazwisko i zdjęcie krążyły w mailach między agentami Homeland Security i FBI.

Czytaj też:

W trakcie przesłuchania funkcjonariusze zwrócili uwagę na GrapheneOS - otwartoźródłowy system znany z bardzo wysokiego poziomu prywatności. Jedną z jego funkcji jest możliwość natychmiastowego wyczyszczenia telefonu po wpisaniu odpowiedniego kodu. Amerykańskie władze uznały to za potencjalne „niszczenie mienia federalnego w celu uniemożliwienia jego zajęcia”. Eksperci cytowani przez The Guardian przyznają, że to pierwszy znany przypadek, w którym próbuje się wykorzystać ten przepis przeciwko… systemowi operacyjnemu.

To nie jest odosobniony incydent. W ostatnich latach amerykańskie służby coraz częściej sięgają po przepisy antyterrorystyczne, by zatrzymywać osoby na lotniskach i przejmować ich urządzenia. Przykładem jest sprawa Tommy’ego Robinsona, który na Heathrow stracił swoje telefony na podstawie brytyjskiej ustawy Counter-Terrorism Border Security Act 2019.

Galeria: 2 zdjęcia
Galeria zdjęć
GrapheneOS
GrapheneOS

Wszystko to tworzy niepokojący obraz: władze coraz częściej traktują prywatne urządzenia elektroniczne jako potencjalne narzędzia przestępstwa - nawet jeśli jedynym „przestępstwem” jest posiadanie oprogramowania dbającego o prywatność.

Polskie prawo nie pozwala na takie polowanie na systemy operacyjne

W Unii Europejskiej obowiązuje zasada proporcjonalności działań służb oraz ochrona prywatności wynikająca z Karty Praw Podstawowych UE i RODO. Służby graniczne mogą zatrzymać podróżnego, przesłuchać go, a nawet przejąć urządzenia elektroniczne - ale tylko w sytuacjach, gdy istnieje „konkretne, uzasadnione podejrzenie popełnienia przestępstwa”.

Sam fakt posiadania telefonu z systemem takim jak GrapheneOS, CalyxOS czy LineageOS nie może być podstawą do zatrzymania ani tym bardziej do wszczęcia postępowania karnego. W UE prywatność jest traktowana jako prawo, a nie jako podejrzane zachowanie.

W Polsce sytuację reguluje m.in. ustawa o Straży Granicznej oraz Kodeks postępowania karnego. Funkcjonariusze mogą zatrzymać urządzenie elektroniczne, jeśli:

  • istnieje podejrzenie popełnienia przestępstwa,
  • urządzenie może stanowić dowód w sprawie,
  • zatrzymanie jest konieczne do zabezpieczenia materiału dowodowego.

Nie ma jednak żadnego przepisu, który pozwalałby na zatrzymanie telefonu tylko dlatego, że działa na systemie umożliwiającym szyfrowanie lub szybkie kasowanie danych. To byłoby niezgodne z konstytucyjną ochroną prywatności i tajemnicy komunikowania się.

Czy służby mogą żądać odblokowania telefonu?

Tu zaczyna się ciekawsza część. W Polsce - podobnie jak w większości krajów UE - służby mogą poprosić o odblokowanie urządzenia, ale nie mogą zmusić do podania hasła, jeśli nie ma formalnego nakazu sądowego. A nawet z nakazem sytuacja jest skomplikowana, bo prawo do nieobciążania samego siebie (nemo se ipsum accusare) chroni obywatela przed przymusowym ujawnianiem treści, które mogłyby go skompromitować.

W praktyce oznacza to, że jeśli ktoś odmówi podania hasła to służby mogą próbować złamać zabezpieczenia technicznie - ale nie mogą karać za samą odmowę.

W Stanach Zjednoczonych służby graniczne mają bardzo szerokie uprawnienia, w tym możliwość przeszukania urządzeń elektronicznych bez nakazu. W UE takie działanie byłoby niezgodne z prawem. Sprawa Tunicka jest ważna nie tylko dla aktywistów, ale dla wszystkich użytkowników elektroniki. Pokazuje, że w niektórych krajach samo korzystanie z narzędzi zwiększających prywatność może zostać uznane za podejrzane.

To odwrócenie logiki, którą znamy z Europy: tutaj prywatność jest prawem, w USA bywa traktowana jako przeszkoda

Warto też zauważyć, że GrapheneOS i podobne systemy stają się coraz popularniejsze wśród osób świadomych technologicznie - również w Polsce. I dobrze, bo prywatność nie jest luksusem, tylko podstawowym elementem cyfrowego bezpieczeństwa. To kolejny dowód na to, że prywatność w Europie wciąż ma się całkiem nieźle - nawet jeśli za oceanem zaczyna być traktowana jak coś podejrzanego.

Maciej Gajewski
Redaktor

Redaktor Spider's Web - ekspert w tematykach Microsoftu i RTV. Lubi oglądać się zarówno za siebie – wspominając przełomowe dokonania w informatyce – jak i przed siebie, będąc nieustannie ciekawym tego, co będzie dalej. Jego zainteresowania to przede wszystkim software: UI/UX, algorytmy, uczenie maszynowe, chmura czy sztuczna inteligencja. Nic dziwnego, że jako specjalizację obrał sobie pilnowanie firmy Microsoft. Uwielbia też sztukę gier i kina, przez co wyrósł na pasjonata sprzętu RTV – a i o technologii wspomnianych gier i filmów ma wiele ciekawego do opowiedzenia. Jego pierwsza obecność w mediach dotyczyła muzyki – współtworzył Overkill.pl. Ciąg dalszy jego rozwoju dotyczył już tylko nowych technologii. Zanim dołączył do zespołu Spider’s Web przez lata współtworzył CHIP.pl i Magazyn CHIP.