Elon Musk chce ci dać internet. Starlink stał się gorszy, ale lepszy
Internet satelitarny Elona Muska doczekał się znaczącego ulepszenia. Sprzęt potrzebny do połączenia się z siecią stał się mniejszy, lżejszy i bardziej energooszczędny. Docenią to ci, którzy nie lubią płacić dużych rachunków za prąd.

Starlink, czyli internet satelitarny firmy SpaceX należącej do Elona Muska, jest dostępny praktycznie w każdym zakątku Ziemi. Do połączenia się z siecią wymagana jest wyłącznie antena, która ma dostęp do prądu. Z rozwiązania teoretycznie jesteśmy w stanie skorzystać nawet pośrodku niczego, z dala od cywilizacji. Operator zapewnia dwie wersje: Starlinka w wersji domowej (przypisanego do konkretnego adresu) oraz podróżnej. Ten pierwszy doczekał się sporego ulepszenia za sprawą nowego sprzętu.
Starlink stał się lepszy, ale gorszy
Starlink wprowadził do swojej oferty znaczące ulepszenie, dzięki któremu dostęp do internetu satelitarnego będzie mógł trafić tam, gdzie liczy się każda kilowatogodzina prądu. Sprawa wygląda bowiem tak, że do dyspozycji stacjonarnego Starlinka były dotąd dwie anteny: Mini X (dostępna w wersji do 100 Mb/s) oraz Standard 4 (dla wariantów 200 Mb/s oraz Max bez lejka prędkości transferu).
Jeśli chciało się uzyskać dostęp do szybszej sieci, w cenie abonamentu (który niedawno podrożał do 190 zł/mies.) operator dodawał antenę Standard 4. Ta jednak do działania potrzebowała aż 75-100 W mocy. Na przykład w przypadku domków letniskowych, gdzie prąd zapewniają panele fotowoltaiczne z niedużym bankiem energii, taka wartość mogła być zdecydowanie za duża. Szczególnie jeśli chciało się utrzymać dostęp do sieci przez cały dzień i noc.
Teraz Starlink wprowadził nową wersję anteny - Standard 5, która przede wszystkim jest znacznie bardziej energooszczędna. Do działania wymaga bowiem jedynie 35-50 watów. To rozwiązanie jest też znacznie bardziej kompaktowe. Standard 4 ważył 2,9 kg i nie należał do najmniejszych sprzętów. Standard 5 jest o ok. 33 proc. mniejszy, ale też znacznie lżejszy - waży zaledwie 1,1 kg.

Docenią to użytkownicy, którzy muszą często przenosić swój zestaw, ponieważ nie mają anteny zamontowanej na stałe. Urządzenie jest oczywiście dostosowane do pracy na zewnątrz: zapewnia wodoodporność klasy IP67, ale w odróżnieniu od poprzednika charakteryzuje się wyższą odpornością na wiatr. Model Standard V5 wytrzymuje podmuchy do ok. 160 km/h, podczas gdy wersja V4 była dostosowana do pracy przy wiatrach do ok. 100 km/h.
Ulepszenia rozmiaru sprzętu wymaganego do połączenia ze Starlinkiem nie zostały jednak osiągnięte bez konsekwencji. Zmniejszenie mocy oraz gabarytów spowodowało, że sprzęt jest w stanie obsłużyć nieco wolniejsze połączenie z internetem. Wersja Standard V4 wykręcała bowiem prędkości pobierania do 400 Mb/s, podczas gdy wariant V5 obsługuje już tylko 375 Mb/s. Taka strata na poziomie 25 Mb/s nie będzie jednak zauważalna dla większości użytkowników. Warto pamiętać, że prędkość połączenia i tak zależy głównie od lokalizacji i warunków atmosferycznych.
W Polsce na razie mamy dostęp tylko do V4
W polskiej ofercie Starlinka z pakietami 200 Mb/s i nielimitowanym (kosztującymi odpowiednio 190 i 265 zł/mies.) w dalszym ciągu mamy dostęp do anteny Standard V4. Trudno powiedzieć, czy i kiedy nowa antena zostanie udostępniona także dla Polaków. To jednak zapewne tylko kwestia czasu.
Czytaj też:
Redaktor działu nowe technologie w Spider's Web. Od najmłodszych lat fan elektroniki - komputerów, laptopów i smartfonów, z którą odkąd tylko mógł, spędzał masę czasu. Z czasem swoją pasję zamienił w pracę, początkowo pisząc o technologiach mobilnych, a następnie o (prawie) wszystkim związanym z technologią. Poprzednio pisał na łamach Tabletowo.pl oraz oiot.pl, gdzie poruszał tematykę sprzętu komputerowego, systemów operacyjnych, aplikacji, smart home, sztucznej inteligencji, a także nauki. Oprócz technologii jest wielkim fanem mody, a po godzinach pracy spędza czas ze słuchawkami na uszach, w których przede wszystkim gra rodzimy hip-hop.