Ziemia może przeżyć śmierć Słońca. To wcale nie jest dobra wiadomość
Słońce kiedyś spuchnie do rozmiarów czerwonego olbrzyma. Ziemia może przetrwać ten etap, ale to wcale nie jest pocieszające.

Ziemia może przeżyć śmierć Słońca. Niby powinno nas to cieszyć, ale tylko do momentu doczytania drobnego druczku. Nasza planeta może rzeczywiście uniknąć pochłonięcia przez rozdęte, umierające Słońce, ale nie oznacza to ocalenia życia, oceanów, atmosfery ani czegokolwiek, co dziś kojarzymy z domem. W najlepszym razie Ziemia zostanie martwą, wypaloną skałą krążącą wokół białego karła. To przetrwanie w najbardziej ponurym znaczeniu tego słowa.
Słońce kiedyś spuchnie i przebuduje cały Układ Słoneczny
Słońce jest dziś mniej więcej w połowie swojego spokojnego życia. Wciąż spala wodór w jądrze i przez kolejne miliardy lat będzie świecić w sposób stosunkowo stabilny. Ale stabilność gwiazd nie trwa wiecznie. Gdy zapasy wodoru w centrum się wyczerpią, nasza gwiazda zacznie przechodzić przez kolejne etapy starzenia.
Najpierw Słońce opuści ciąg główny, później stanie się czerwonym olbrzymem, a jego zewnętrzne warstwy rozrosną się do rozmiarów, które trudno intuicyjnie ogarnąć. W dawnym, podręcznikowym obrazie końca Układu Słonecznego sprawa wyglądała dość brutalnie: Merkury znika, Wenus znika, a Ziemia najpewniej też zostaje pochłonięta przez rozdętą gwiazdę.
Nowe obliczenia przeprowadzone przez zespół astronomów z KU Leuven sugerują, że z Ziemią może być inaczej. Nasza planeta może znaleźć się na granicy. Nie tak blisko, by jej los był przesądzony, ale też nie tak daleko, by można było mówić o pewnym ocaleniu. To kosmiczny rzut monetą, tylko że monetą są skomplikowane modele ewolucji gwiazd, pływów i utraty masy.
O Ziemię będą walczyć dwie siły
Można powiedzieć, że los Ziemi zależy od przeciągania liny między dwoma procesami. Pierwszy działa na naszą niekorzyść. Gdy Słońce stanie się olbrzymem, jego zewnętrzne warstwy rozszerzą się, a oddziaływania pływowe między gwiazdą i planetą zaczną ściągać Ziemię do środka. To nie jest pływ oceaniczny w znanym nam, ziemskim sensie, lecz grawitacyjne tarcie w układzie gwiazda-planeta. Energia orbity może być tracona, a planeta może spiralnie zbliżać się do gwiazdy.
Drugi proces działa dokładnie odwrotnie. Umierające Słońce będzie tracić ogromne ilości materii przez wiatr gwiazdowy. Jeśli gwiazda traci masę, to jej grawitacyjne przyciąganie słabnie. Planety mogą wtedy przesuwać się na dalsze orbity. Ziemia może więc zostać jednocześnie ciągnięta do środka przez pływy i wypychana na zewnątrz przez malejącą masę Słońca.
Jeśli pływy wygrają, to Ziemia zostanie pochłonięta. Jeśli utrata masy przez Słońce okaże się wystarczająco szybka, Ziemia może uciec na szerszą orbitę i przetrwać gigantyczne fazy życia naszej gwiazdy.
Starsze modele były bardziej pesymistyczne
Przez lata wiele analiz skłaniało się ku temu, że Ziemia skończy w ogniu, a dokładniej w zewnętrznych warstwach rozdętego Słońca. Nowe badanie zmienia jednak wagę dwóch elementów tego równania. Autorzy zastosowali bardziej zaawansowane obliczenia oddziaływań pływowych, oparte na wewnętrznej strukturze i dynamice wyewoluowanych gwiazd.
Okazuje się, że pływy mogą być słabsze, niż wcześniej zakładano. A jeśli tak, Ziemia nie musi zostać tak skutecznie wciągnięta w stronę Słońca. W symulacjach Merkury i Wenus nadal nie mają szans. Mars przetrwa z dużo większym spokojem. Ziemia jest przypadkiem granicznym, ale w nowych obliczeniach może uniknąć pochłonięcia.
To nie jest jednak ostateczny wyrok. Największa niewiadoma dotyczy tego, jak szybko Słońce będzie tracić masę w późnej fazie ewolucji, zwłaszcza na etapie tzw. AGB, czyli gałęzi asymptotycznej olbrzymów. To jeden z końcowych etapów życia gwiazd podobnych do Słońca, kiedy gwiazda jest ogromna, niestabilna i intensywnie odrzuca swoje zewnętrzne warstwy.
L2 Puppis pokazuje możliwą przyszłość
Żeby lepiej oszacować przyszłość Słońca, astronomowie patrzą nie tylko w modele, ale też w niebo. Jednym z najważniejszych punktów odniesienia jest L2 Puppis, pobliska, stara gwiazda oddalona o około 200 lat świetlnych. Jest często traktowana jako coś w rodzaju podglądu późnej przyszłości Słońca, bo znajduje się na zaawansowanym etapie ewolucji i traci masę.
Na podstawie obserwacji takich gwiazd można próbować zrozumieć, jak zachowają się układy planetarne, gdy ich gwiazdy zaczną umierać. Jeśli tempo utraty masy przez przyszłe Słońce będzie podobne do tego, co sugerują obserwacje gwiazd takich jak L2 Puppis, Ziemia może przesunąć się na tyle daleko, by uniknąć fizycznego połknięcia.
To brzmi niemal optymistycznie, ale trzeba tutaj uważać. Astronomowie nie mówią, że Ziemia na pewno przetrwa. Mówią po prostu, że Ziemia może przetrwać, jeśli pewne parametry ułożą się korzystnie.
Przetrwa planeta, a nie świat
Nawet jeśli Ziemia przetrwa śmierć Słońca, życie na niej nie ma na to szans. I wcale nie dlatego, że za 5 mld lat czerwony olbrzym okaże się zbyt gorący. Problemy zaczną się dużo wcześniej.
Słońce stopniowo zwiększa jasność. Za setki milionów i miliardy lat ten wzrost doprowadzi do katastrofalnych zmian klimatu w skali planetarnej. Ziemia będzie pochłaniać coraz więcej energii, cykl węglowy zacznie się załamywać, oceany będą tracić stabilność, a efekt cieplarniany wejdzie na zupełnie inny poziom. W którymś momencie planecie zacznie grozić scenariusz przypominający ekstremalną, przyszłą wersję Wenus.
Pisaliśmy o tym w tekście: Życie na Ziemi nie przetrwa śmierci Słońca. To straszna wizja, a ratunkiem będzie tylko ucieczka. Największy problem polega na tym, że śmierć biosfery nie musi czekać na czerwonego olbrzyma. Dla życia wystarczy, że planeta stanie się zbyt gorąca, zbyt sucha i zbyt niestabilna chemicznie.
Oceany wyparują wcześniej niż Słońce umrze
W wyobrażeniu końca Ziemi widzimy zazwyczaj ogromne, czerwone Słońce zajmujące pół nieba. To robi wrażenie, ale taki obraz może być spóźniony o miliardy lat względem tego, kiedy życie naprawdę zacznie znikać. Zanim Słońce urośnie do takich rozmiarów, jego rosnąca jasność stopniowo wypchnie Ziemię poza strefę, w której da się długo utrzymać warunki sprzyjające życiu.
Najpierw ucierpią ekosystemy zależne od delikatnej równowagi temperatury, wody i dwutlenku węgla. Później coraz większy problem będzie miała roślinność, a wraz z nią całe łańcuchy pokarmowe. W końcu oceany zaczną parować na skalę, której nie da się już odwrócić naturalnymi mechanizmami regulacji klimatu.
Przetrwa co najwyżej jedynie geologiczny obiekt. Nie błękitna planeta z oceanami, lasami, miastami i życiem. Raczej pozostałość po niej: skorupa, skały, być może ślady dawnych kontynentów, może wypalona powierzchnia, a później zamarznięty glob krążący wokół gasnącego białego karła.
Biały karzeł to nie nowe Słońce
Po fazie czerwonego olbrzyma i późniejszej fazie AGB Słońce odrzuci zewnętrzne warstwy. To, co zostanie w centrum, będzie białym karłem: bardzo gęstym, gorącym na początku, ale stopniowo stygnącym jądrem dawnej gwiazdy. Biały karzeł może mieć rozmiary zbliżone do Ziemi, ale masę porównywalną z dużą częścią masy obecnego Słońca.
Pisaliśmy o tym w tekście: Gdzie ludzkość musi się przenieść, żeby przetrwać? Czeka nas kosmiczna podróż, przy okazji odkrycia skalistej planety krążącej wokół białego karła. Takie układy są fascynujące, bo pokazują, że planety mogą przeżyć brutalną przemianę swojej gwiazdy. Ale to nie znaczy, że przeżyją w stanie przyjaznym życiu.
Jeśli Ziemia przetrwa, może skończyć właśnie w podobny sposób: dalej będzie istnieć, ale będzie krążyć wokół resztki Słońca. Nie jako dom, lecz jako kosmiczny relikt po epoce, w której w wewnętrznym Układzie Słonecznym istniały oceany i biologia.
Merkury i Wenus są praktycznie skazane
Nowe obliczenia są bardziej łaskawe dla Ziemi, ale nie dla najbliższych planet. Merkury i Wenus mają zostać pochłonięte przez rozdęte Słońce. Są zbyt blisko, żeby uciec przed ekspansją gwiazdy i oddziaływaniami pływowymi. Ich los jest znacznie mniej niepewny niż los Ziemi.
To też dobrze pokazuje, jak cienka może być granica przetrwania. W skali Układu Słonecznego Ziemia jest tylko trochę dalej od Słońca niż Wenus. Dziś ta różnica decyduje o zupełnie innych warunkach klimatycznych. W dalekiej przyszłości może zdecydować o tym, czy planeta zostanie pochłonięta, czy tylko wypalona i wyrzucona na dalszą orbitę.
Mars ma większe szanse. Jest dalej i w modelach powinien uniknąć najgorszego. Ale to nie oznacza, że Mars stanie się po prostu nową Ziemią. Ewolucja Słońca będzie gwałtownie zmieniać warunki w całym Układzie Słonecznym. Przez pewien czas zewnętrzne rejony mogą dostać więcej energii, ale później wszystko skończy się chłodnym, ciemniejącym układem wokół białego karła.
To dobra wiadomość tylko dla geologów z przyszłości
Można powiedzieć, że nowe badanie jest optymistyczne w sensie astronomicznym i pesymistyczne w sensie ludzkim. Astronomicznie fascynuje, bo pokazuje, że planety skaliste mogą przeżyć coś, co wydawało się pewnym wyrokiem. Ludzko niczego nie ratuje, bo życie zniknie dużo wcześniej.
Przeczytaj także:
To przypomina różnicę między dom przetrwał pożar a zostały z niego tylko 4 ściany. Technicznie można mówić o przetrwaniu, ale nikt rozsądny nie nazwie tego dobrym zakończeniem. Jeśli za miliardy lat jakaś obca cywilizacja zobaczy Ziemię krążącą wokół białego karła, może odczyta ją jako ślad dawnego świata. Ale nie zobaczy naszej planety takiej, jaką znamy.
*Grafika wprowadzająca wygenerowana przez AI
O nowych technologiach zaczął pisać jeszcze w 2012 r. na łamach portalu Telix. Później przez pewien czas pisał dla Komputer Świata i PCLabu. Epizod dziennikarski zaliczył także w lokalnej gazecie i w dziale blogowym SpeedTest. Współzałożyciel agencji BlueCopy, zajmującej się copywritingiem i poligrafią. Przez pewien czas właściciel firmy transportowej. Prywatnie fan starych polskich oper mydlanych (oglądanych obowiązkowo z konkubiną), dumny opiekun kotki brytyjskiej i pasjonat-amator druku 3D.