Bat Unii na paczki z Chin działa. Już zamawiacie mniej
3 euro to niby niedużo, ale wystarczyło, aby ostudzić zapał i spowolnić falę zamówień z Chin.

Rozporządzenie z 1 lipca 2026 r. zniosło zwolnienie z opłat celnych przesyłek o niewielkiej wartości (do 150 euro) i wprowadziło opłatę 3 euro za każdy typ przedmiotu obecny w przesyłce nadanej spoza krajów Unii.
Opłata jest naliczana za każdą osobną kategorię produktu w paczce. Zakładając, że w przesyłce są dwie gumki do włosów, dwa etui na telefon i apaszka, to doliczone zostanie 9 euro. Mamy wprawdzie pięć produktów, ale z trzech różnych kategorii.
3 euro to niby niewiele, ale jak widać łatwo uzbierać większą sumkę, przez którą zamówienie zaczyna robić się nieopłacalne. I wygląda na to, że już tak się dzieje. "Rzeczpospolita" donosi, że paczek z Chin jest mniej, a to dopiero pierwsze tygodnie nowych przepisów.
Firmy nie chcą dzielić się konkretami, ale według nieoficjalnych doniesień mowa nawet o spadkach sięgających kilkudziesięciu procent.
Z szacunków branżowych ekspertów wynika, że 20 proc. spadek może oznaczać ponad miliard przesyłek mniej trafiających z Chin do Europy rocznie.
Niewykluczone jednak, że to chwilowy kryzys, który zostanie bardzo szybko zażegnany. I to w wyjątkowo prosty sposób: w Europie stanie jeszcze więcej magazynów i to stąd będą trafiały produkty do europejskich klientów.
Brana jest również pod uwagę inna przyczyna spadków. Mamy czas wakacji, a więc dlatego konsumenci ograniczyli zamówienia.
Jedna jaskółka wiosny niby nie czyni, ale być może Unii Europejskiej udało się okiełznać przynajmniej część konsumpcyjnych zapędów. Na jak długo rozwiązanie okaże się skuteczne? Zobaczymy.
Ja trzymam kciuki
Wprawdzie Malwina zwracała uwagę, że działania unijnych urzędników uderzają m.in. w pasjonatów, którzy zamawiają z Chin produkty niedostępne w naszej części świata.
Pierwszym przykładem z brzegu są moduły elektroniczne i płytki drukowane dla majsterkowiczów, których nie kupimy w Polsce czy w Europie bo to właśnie Chiny są alfą i omegą produkcji części mikroelektronicznych. Albo inaczej: nawet jeżeli kupimy, to będą one pochodzić od tego samego sprzedawcy, który sprzedaje je na Aliexpress z dużym przebiciem ceny. Przykładów można szukać także wśród wędkarzy, amatorów scrapbookingu, osób budujących własne klawiatury mechaniczne czy osób składających własne modele różnego rodzaju pojazdów. Przedstawiciele tych i prawdopodobnie wielu innych hobby dostaną po kieszeni tylko dlatego, że nie mają innego źródła jakościowych produktów niezbędnych przy realizacji różnych projektów.
Mam jednak wrażenie, że to nie oni odpowiadają za tony produktów ściąganych z Chin - często wątpliwej jakości, kupowanych tylko dlatego, że są tanie. Spełnianie zachcianek, które wpływają na środowisko i lokalne biznesy, powinno mieć swoje konsekwencje.
- Prawdziwa patologia to masowe zaniżanie wartości przesyłek i wykorzystywanie luki w przepisach celnych! Polscy i europejscy przedsiębiorcy, którzy uczciwie płacą podatki, są brutalnie wypierani z rynku przez nieuczciwą konkurencję. W zeszłym roku do UE trafiło ponad 4,5 MILIARDA paczek o deklarowanej wartości poniżej 150 euro – dwa razy więcej niż rok wcześniej! Pół miliona paczek na godzinę, z czego 91% z Chin! A szacunki Komisji wskazują, że aż 65% takich paczek może mieć zaniżoną wartość. To nie jest handel, to celowy dumping i systemowe oszustwo na niewyobrażalną skalę, które bezlitośnie uderza w polską gospodarkę i dobrobyt naszych obywateli! - grzmiał w ubiegłym roku minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski.
Jeśli kogoś zniechęca dopłata, to widocznie produkt nie jest aż tak potrzebny i niezbędny, jak się wcześniej wydawało. Biorąc pod uwagę, ile takich rzeczy trafiało do nas tylko ze względu na atrakcyjną cenę, zmiana nawyków będzie jak najbardziej na plus.
Zdjęcie główne: PenguinLens / Shutterstock
„Ekstatycznie umiłował morze”, ale mieszka w Łodzi. Lubi pisać o tym, jak technologia wpływa na człowieka, politykę, ekonomię, ekologię, architekturę czy miasta, zastanawiając się przy tym, czy dzięki niej możemy żyć jeśli nie lepiej, to chociaż inaczej. Gra też na Nintendo Switch, a zamiast Xboksa i PlayStation woli Stadię i GeForce Now, bo granie w chmurze to przyszłość.