Nowy typ satelity na orbicie. Ramionami chwyci inne
Najbardziej zaawansowany kosmiczny serwisant świata właśnie ruszył do pracy. Może zmienić cały kosmiczny sektor.

W świecie elektroniki użytkowej przywykliśmy do tego, że sprzęt da się serwisować. Wymiana akumulatora, naprawa gniazda, aktualizacja modułu - to wszystko brzmi jak codzienność. Ale w kosmosie? Tam przez dekady obowiązywała zasada „wystrzel i zapomnij”. Satelita działa, aż przestanie, a potem zostaje w orbicie niczym kosmiczny śmieć. Teraz ten paradygmat zaczyna pękać, bo na orbitę geostacjonarną zmierza najbardziej zaawansowany robot-serwisant, jaki kiedykolwiek zbudowano. I nie jest to projekt NASA, tylko efekt współpracy Northrop Grumman i DARPA.
To Mission Robotic Vehicle - MRV - maszyna wyposażona w dwa wielofunkcyjne ramiona, zestaw narzędzi, autonomiczne systemy nawigacji i plan działania na dekadę. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem to MRV zmieni sposób, w jaki myślimy o satelitach. A przy okazji pokaże, że kosmiczne serwisowanie to nowa gałąź przemysłu.
Czytaj też:
Co właściwie poleciało na orbitę?

MRV wystartował na Falconie 9 z Cape Canaveral. Wraz z nim poleciały trzy Mission Extension Pods - niewielkie moduły wielkości zmywarki, które MRV ma w przyszłości zamontować na wybranych satelitach. Cały zestaw został wypuszczony na eliptycznej orbicie, z której przez około rok będzie wspinał się na docelową wysokość 36 tys. kilometrów nad równikiem. Dopiero tam zacznie się właściwa praca.
MRV jest rozwinięciem wcześniejszych Mission Extension Vehicles, które Northrop Grumman wysłał w 2019 i 2020 r. Tamte satelity potrafiły „przejąć sterowanie” nad starzejącymi się satelitami komercyjnymi, wydłużając ich życie o kilka lat. MRV idzie dalej: dzięki dwóm robotycznym ramionom nie musi przywiązywać się do jednego klienta. Może podlatywać do kolejnych satelitów, montować im „kosmiczne plecaki” z napędem, a nawet wykonywać bardziej skomplikowane operacje.
DARPA dołożyła do tego przedsięwzięcia około 420 mln dol., a Northrop Grumman dorzucił kolejne setki milionów. To nie jest eksperyment a pełnoprawny system, który ma działać przez 10-13 lat.
Najbardziej imponującym elementem MRV są jego robotyczne ramiona
Każde ma siedem stopni swobody, własny zestaw kamer, czujników i narzędzi. W praktyce oznacza to, że MRV może podejść do satelity, który nigdy nie był projektowany z myślą o serwisowaniu, złapać go za specjalny uchwyt lub bezpośrednio za konstrukcję, zamontować moduł napędowy i wykonać inspekcję, naprawę lub drobną modyfikację.
To wszystko w warunkach, w których każdy ruch ramienia wprawia cały satelitę w obrót. Inżynierowie musieli opracować system kompensacji, który w czasie rzeczywistym stabilizuje MRV, a później - po podłączeniu do innego satelity - radzi sobie z zupełnie nową dynamiką układu o podwójnej masie.
Po co to wszystko? Odpowiedź jest prosta: pieniądze i bezpieczeństwo
Geostacjonarne satelity są drogie. Naprawdę drogie. Mówimy o konstrukcjach wartych miliardy dolarów, często kluczowych dla komunikacji, obserwacji i obronności. Jeśli taki satelita zaczyna się starzeć to traci paliwo albo ma drobną usterkę, do tej pory nie było ratunku. MRV zmienia tę logikę.
Dzięki Mission Extension Pods satelita może dostać dodatkowe osiem lat życia. To jak wymiana akumulatora w telefonie, tylko że bateria kosztuje kilkadziesiąt milionów dolarów i trzeba ją zamontować robotycznym ramieniem 36 tys. kilometrów nad Ziemią.

Nie bez znaczenia jest też aspekt wojskowy. Stany Zjednoczone od lat obserwują chińskie satelity Shijian, które potrafią manewrować, podlatywać do innych obiektów, a nawet je przestawiać. MRV jest odpowiedzią na tę technologiczną rywalizację - wreszcie Amerykanie mają własnego serwisanta, który może działać autonomicznie i wykonywać operacje o wysokiej precyzji.
Co dalej? Serwisowanie, logistyka, a może kosmiczne magazyny części
Northrop Grumman już mówi o możliwości dostarczania nowych narzędzi w przyszłości - noży, wkrętaków, narzędzi do cięcia. MRV ma zdolność ponownego przyjmowania paliwa, więc jego życie może trwać znacznie dłużej niż dekadę.
Pojawiają się też pomysły stworzenia orbitalnych magazynów części - satelitów, które będą czekać w GEO z zapasem modułów, sensorów i narzędzi. MRV mógłby podlatywać, pobierać odpowiedni element i dostarczać go do satelity wymagającego naprawy. To brzmi jak kosmiczna wersja logistyki Amazonu, tylko bez kuriera w żółtej kamizelce.
To moment, w którym kosmos zaczyna przypominać świat elektroniki użytkowej. Przez lata satelity były jednorazowe. Teraz zaczynają być serwisowalne, modernizowalne, a nawet upgrade’owalne. To otwiera drogę do zupełnie nowej ekonomii orbitalnej. Wyobraźmy sobie, że za kilka lat operator satelity nie musi planować wymiany sprzętu co dekadę. Może zamówić „przegląd”, „wymianę modułu napędowego”, „inspekcję kamer”.
A to oznacza, że kosmos staje się trochę bardziej ludzki. I trochę bardziej technologiczny. I zdecydowanie bardziej przyszłościowy.
Lubi oglądać się zarówno za siebie – wspominając przełomowe dokonania w informatyce – jak i przed siebie, będąc nieustannie ciekawym tego, co będzie dalej. Jego zainteresowania to przede wszystkim software: UI/UX, algorytmy, uczenie maszynowe, chmura czy sztuczna inteligencja. Nic dziwnego, że jako specjalizację obrał sobie pilnowanie firmy Microsoft. Uwielbia też sztukę gier i kina, przez co wyrósł na pasjonata sprzętu RTV – a i o technologii wspomnianych gier i filmów ma wiele ciekawego do opowiedzenia. Jego pierwsza obecność w mediach dotyczyła muzyki – współtworzył Overkill.pl. Ciąg dalszy jego rozwoju dotyczył już tylko nowych technologii. Zanim dołączył do zespołu Spider’s Web przez lata współtworzył CHIP.pl i Magazyn CHIP.