REKLAMA

Lidl pokaże, jak bardzo ci nie ufa. Nowe zabezpieczenie w sklepach

Jeśli pomylisz cebulę z melonem system od razu wychwyci nieścisłość. Nowe kamery pracują w pierwszych sklepach Lidla w Polsce. 

lidl

Podobne rozwiązanie wcześniej testowane było w Niemczech, a w Polsce sprawdzała je Żabka - kupujący na ekranie widział w pewnym momencie obraz z kamery, który rejestrował transakcję. System więc niezbyt dyskretnie dawał znać, że ruchy są obserwowane i wszelkie próby cwaniactwa nie mają sensu, bo wszystko się kameruje. 

Nowe zabezpieczenia testuje również Lidl. Jak informuje Portal Spożywczy, w kilkunastu sklepach sprawdzane są kasy samoobsługowe z kamerami wykorzystującymi sztuczną inteligencję.

Jak tłumaczy Lidl, kamery mają przede wszystkim pomóc klientom. Kamera ulokowana nad głowami będzie rozpoznawać produkty. Analizując wygląd podpowie, że to cebule, a nie np. melony albo inne egzotyczne owoce. 

- Jeżeli mam banana, to kamera, wykorzystując też sztuczną inteligencję, od razu wskaże, że to jest banan. Jeżeli będę miał jabłko, pokaże, że to jest jabłko i trzeba tylko wybrać właściwy rodzaj - tłumaczył Ryszard Machoj, członek zarządu ds. sprzedaży i COO w Lidl Polska.

Lidl nie ukrywa też, że przy okazji system rozpozna wszelkie machlojki. Od lat przytrafiają się klienci, którzy próbują oszukać kasy samoobsługowe - co innego ważą, a co innego wskazują na ekranie. Mądrzejsza i lepiej usytuowana kamera tego typu praktykom ma przeciwdziałać. 

W oczy rzuca się sam wygląd kas samoobsługowych

To już nie proste urządzenia z ekranem i skanerem, a coraz większe stoiska, już prawie że kabiny czy budki, jakbyśmy mieli przy nich przeprowadzać skomplikowaną odprawę lotniskową. Skojarzenie wydaje się być naturalne, skoro zakupy w sklepach coraz bardziej przypominają wizytę na lotniskach - w podobny sposób dba się o zabezpieczenia. 

Nie jest jeszcze jasne, czy obraz z kamer nad głową będzie prezentowany kupującemu, ale na zdjęciach udostępnionych przez Portal Spożywczy widać, że wyświetlacze mogą pokazywać to, jak kamery patrzą na ręce klientom.

Za sprawą nowych kas, które testowane są w wybranych placówkach, zakupy teoretycznie stają się łatwiejsze, bo system obserwuje i podpowiada - nie trzeba więc przedzierać się przez ekran pełen produktów, tylko od razu wytypowane są prawdopodobne opcje. Z drugiej strony cała procedura wygląda na coraz bardziej skomplikowaną: duże stanowiska, kamery - to wszystko sprawia, że można poczuć się… nieswojo. 

Ponoć kontrola jest najwyższą formą zaufania, ale obawiam się, że mając kamerę bezpośrednio nad głową nie będę z tego zbyt zadowolony. Tak jakby tylko ktoś czekał na mój błąd, zwykłą pomyłkę, by od razu wszcząć alarm. Motywacje sieci są niby zrozumiałe, bo kradzieże faktycznie się zdarzały i pewnie nadal się zdarzają, ale czy naprawdę wszystko musi wyglądać jak jedna wielka kontrola graniczna? Nawet proste zakupy w sklepie?

W jednym z moich ulubionych kawałów gospodarz dzwoni do znajomego, którego niedawno gościł. Opowiada mu, że po jego wizycie nagle zniknęło 200 zł. "No co ty, Stasiu, chyba mnie nie podejrzewasz?" - pyta przerażony rozmówca. "Nie, nie, skądże znowu, pieniądze się znalazły" - ripostuje. "Ale wiesz - niesmak pozostał". 

Odwiedzając sklepy coraz częściej się tak czuje - jak potencjalny gość, który w opinii gospodarza może coś wywinąć. I choć kamera niczego złego nie zarejestruje, bo nie mam złych zamiarów, to po transakcji i tak niesmak pozostaje. Bo przecież mogłem zachować się źle!

Zdjęcie główne: DirkVG / Shutterstock

Adam Bednarek
Redaktor

„Ekstatycznie umiłował morze”, ale mieszka w Łodzi. Lubi pisać o tym, jak technologia wpływa na człowieka, politykę, ekonomię, ekologię, architekturę czy miasta, zastanawiając się przy tym, czy dzięki niej możemy żyć jeśli nie lepiej, to chociaż inaczej. Gra też na Nintendo Switch, a zamiast Xboksa i PlayStation woli Stadię i GeForce Now, bo granie w chmurze to przyszłość.