Sprawdziłem taniego QLED-a od Haiera. Znamy ich ze świetnych pralek, a jak robią telewizory?
Znamy ich z naprawdę dobrych sprzętów AGD. Ale czy mają jakiekolwiek pojęcie o RTV? To pierwszy mój kontakt z telewizorem marki Haier. Zaskoczył nie tylko atrakcyjną ceną.

Haier w Polsce kojarzył się do niedawna głównie z pralkami i lodówkami, ale producent postawił sobie za cel wejście na rynek telewizorów z całą armią modeli - od niedrogich LCD po OLED z głośnikami Harman Kardon. Gdzieś pośrodku tej rozpisanej na kilka pięter oferty siedzi seria S80G, a konkretnie bohater tego tekstu: model H55S80GUX, czyli 55-calowy QLED z Google TV. To telewizor, który ma udowodnić, że „chiński QLED” nie musi oznaczać kompromisów w każdym możliwym miejscu - ale, jak zwykle w tej cenowej lidze, diabeł tkwi w detalach specyfikacji.
Zanim zagłębimy się w szczegóły to ustalmy fakty: mówimy o modelu z serii S80G, a nie o S80F, Q80 czy M90 - bo Haier w swojej ofercie ma na tyle rozgałęzione nazewnictwo, że łatwo się pogubić nawet doświadczonemu recenzentowi. H55S80GUX to 55 cali, panel QLED, rozdzielczość 4K UHD (3840x2160), system Google TV i procesor obrazu AiPQ. Cena w polskich sklepach potrafi spadać nawet do przedziału 2000-2100 złotych w promocjach, choć bazowy cennik zaczyna się wyżej.

Czytaj też:
Obraz: QLED, ale z zastrzeżeniami
Panel QLED w H55S80GUX korzysta z technologii kropki kwantowej (Quantum Dot), która ma za zadanie poszerzyć paletę kolorów i podbić nasycenie względem zwykłego LED-a. W praktyce oznacza to żywsze barwy i lepszą separację odcieni w scenach o dużym nasyceniu - czerwienie, zielenie i błękity mają szansę wyglądać bardziej „soczyście” niż w tańszych telewizorach LCD bez warstwy kropek kwantowych. To wciąż jednak matryca typu D-LED z podświetleniem Direct LED, a nie Mini LED z lokalnym przyciemnianiem w setkach stref, więc o spektakularnej głębi czerni i kontroli halo wokół jasnych obiektów lepiej nie fantazjować.

Jasność szczytowa to około 320 nitów, co jest wynikiem raczej skromnym - sztandarowe Mini LED-y tego samego producenta (seria M95) celują w znacznie wyższe wartości świetlne. To liczba, którą warto zapamiętać, jeśli planujecie stawiać ten telewizor w jasnym, słonecznym salonie: przy silnym oświetleniu dziennym obraz HDR może wyraźnie tracić na wyrazistości, bo matryca po prostu nie ma zapasu jasności, żeby „przebić się” przez światło
Kontrast statyczny na poziomie 6000:1 to też parametr, który trzeba czytać z przymrużeniem oka – to typowa wartość dla matryc VA bez stref przyciemniania, przyzwoita, ale dalece nieporównywalna z tym, co oferują OLED-y czy prawdziwe Mini LED-y z lokalną kontrolą podświetlenia. Do tego dochodzi obsługa HDR10.

AiPQ i cała rodzina algorytmów AI
Haier chwali się procesorem AiPQ (Artificial Intelligence Picture Quality), który w czasie rzeczywistym analizuje wyświetlaną scenę i dostraja kontrast, ostrość oraz kolory. Pod tym szyldem kryje się cała rodzina mniejszych funkcji: AI-Color Boost odpowiadający za nasycenie barw, AI-HDR Enhancer mapujący tony w HDR, AI-NR redukujący szum cyfrowy oraz AI-Motion wygładzający ruch. To rozwiązania, które w praktyce działają najlepiej na materiałach o niższej jakości - starszych serialach, transmisjach telewizyjnych czy kompresowanych plikach ze streamingu, gdzie automatyczna redukcja szumu i wyostrzanie detali faktycznie poprawia obraz. Przy natywnym materiale 4K w wysokiej jakości ich wpływ jest znacznie mniej odczuwalny, a czasem sztuczne wyostrzanie może wręcz przeszkadzać smakoszom „czystego” obrazu bez cyfrowej ingerencji.

Gaming: 120 Hz, ale nie tak, jak myślisz
To jest punkt, w którym trzeba być maksymalnie precyzyjnym, bo marketing Haiera balansuje na granicy niejasności. Panel w H55S80GUX ma natywną częstotliwość odświeżania 60 Hz. Odświeżanie 120 Hz jest dostępne wyłącznie w specjalnym trybie DLG (Dual Line Gate), który - jak zaznacza sam producent w gwiazdce pod opisem produktu - działa jedynie w rozdzielczości 2K, a nie w natywnym 4K. Innymi słowy, jeśli chcesz płynne 120 klatek na sekundę na PlayStation 5 czy Xbox Series X w pełnym 4K to ten telewizor tego nie zaoferuje - dostaniesz 120 Hz kosztem rozdzielczości. To istotna różnica względem konkurencyjnych telewizorów z prawdziwym natywnym panelem 120 Hz 4K, gdzie taki kompromis nie jest wymagany.

Mimo tego ograniczenia telewizor ma realne atuty dla graczy: cztery złącza HDMI 2.1 z obsługą VRR (Variable Refresh Rate) i ALLM (Auto Low Latency Mode), czas reakcji matrycy 6,5 ms oraz dedykowany Tryb Gracza, który ogranicza przetwarzanie obrazu w celu zminimalizowania opóźnień wejścia. Cztery porty HDMI 2.1 to naprawdę dobra wiadomość - w tej cenie część konkurencji ogranicza pełną przepustowość 2.1 do jednego lub dwóch wejść, więc możliwość podłączenia konsoli, soundbaru i odtwarzacza Blu-ray bez żonglowania kablami to konkretny plus.
Google TV i to, czego w środku nie znajdziesz
System operacyjny to Google TV z pełnym dostępem do Google Play, ponad 10 tysiącami aplikacji, Chromecastem wbudowanym natywnie oraz Asystentem Google. Dla przeciętnego Kowalskiego to bezpieczny wybór - ekosystem Google TV jest znany, intuicyjny i regularnie aktualizowany, w przeciwieństwie do zamkniętych, autorskich platform mniejszych producentów, które bywają zostawiane bez wsparcia po roku czy dwóch od premiery. Telewizor obsługuje YouTube, Netflixa, Prime Video, Apple TV, Disney+, Canal+ Online i SkyShowtime prosto z pudełka.

Łączność bezprzewodowa ogranicza się do WiFi 5 i Bluetooth 5.1 - nie znajdziecie tu WiFi 6, co przy streamingu 4K i coraz cięższych aplikacjach jest już zauważalnym niedociągnięciem, choć w praktyce dla większości domowych sieci różnica będzie marginalna. Na tyle telewizora czekają cztery gniazda HDMI 2.1, dwa porty USB 2.0 (nie 3.0 - warto to zapamiętać, jeśli planujecie odtwarzać duże pliki wideo z pendrive'a), gniazdo Ethernet, wyjście optyczne i słuchawkowe oraz gniazdo CI+.
Dźwięk: solidny, ale nie rewolucyjny
Za brzmienie odpowiada system głośnikowy o łącznej moc 27 W (dwa głośniki po 13,5 W przy 6 ohm), uzupełniony programowo przez Dolby Audio, technologię Total Sonics i dbx-tv. To wystarczająca moc do codziennego oglądania seriali i wiadomości w średniej wielkości salonie, ale nie oczekujcie basu, który poczujecie w brzuchu podczas sceny bitewnej w filmie akcji - 27 W to typowa moc dla tej klasy cenowej, porównywalna z konkurencją, a nie coś wyjątkowego.
Dla kogoś, kto regularnie testuje sprzęt audio i traktuje jakość dźwięku poważnie, jasny wniosek: to telewizor, do którego warto od razu dokupić soundbar, jeśli muzyka rockowa czy filmy z bogatą ścieżką dźwiękową mają znaczenie. Wbudowane głośniki w TV tej klasy cenowej praktycznie nigdy nie są wystarczające dla wymagającego słuchacza.
Wzornictwo, waga i pobór energii

Telewizor prezentuje się w typowo minimalistycznym, czarnym wykończeniu z wąskimi ramkami, montowany na centralnej stopce. Wymiary bez podstawy to 122,5 x 71,6 x 7,4 cm, a waga netto wynosi około 9 kilogramów - to sprzęt, który bez problemu zawiesicie na uchwycie VESA 200x200 mm, standardowym dla tej wielkości ekranu.
Warto zwrócić uwagę na klasę energetyczną, bo tutaj Haier nie zbiera punktów za ekologię: klasa E w SDR i aż G w HDR, z zużyciem 60 kWh na 1000 godzin w SDR i 79 kWh na 1000 godzin w HDR. Przy obecnych cenach energii w Polsce (około 61,80 złotych za 1000 godzin w SDR i 81,37 złotych w HDR według kalkulacji sprzedawcy) to nie są dramatyczne kwoty, ale w kontekście unijnych etykiet energetycznych klasa G w reżimie HDR jest zauważalnie słabsza niż to, co oferują konkurenci w tym segmencie - wielu producentów QLED w podobnej cenie osiąga klasę E lub F nawet w trybie HDR.
Jak to wypada na tle konkurencji
Haier wchodzi na rynek zdominowany przez TCL i Hisense’a, które od lat budują pozycję „rozsądnej alternatywy” dla droższych Samsungów i LG. W podobnym przedziale cenowym – telewizory QLED 55 cali w okolicach 3 tysięcy złotych - konkurenci często oferują natywne 60 Hz z podobnymi ograniczeniami trybu wysokiej częstotliwości odświeżania, więc pod tym względem H55S80GUX nie odstaje drastycznie. Jego przewagą są cztery pełnoprawne złącza HDMI 2.1 oraz stosunkowo dopracowany ekosystem Google TV, a słabością - niska jasność szczytowa, brak Dolby Atmos i klasa energetyczna G w HDR.

Sam Haier w swojej ofercie umiejscawia serię S80G jako środkowy segment - poniżej znajdują się modele K85 (podstawowe LCD bez kropek kwantowych, od 2299 złotych) i Q80 (QLED od 2599 złotych), a powyżej seria M90 i M95 z podświetleniem Mini LED oraz wyższą jasnością i częstotliwością odświeżania do 144 Hz. To ważny kontekst dla kogoś, kto rozważa zakup: jeśli granie w 4K przy 120 Hz jest priorytetem, a nie tylko dodatkiem, warto rozważyć dopłatę do serii M90 lub M95, gdzie ten kompromis z rozdzielczością nie występuje.
Dla kogo ten telewizor ma sens
H55S80GUX to sprzęt, który najlepiej sprawdzi się jako telewizor „do wszystkiego po trochu” w umiarkowanie zaciemnionym pomieszczeniu - oglądanie seriali na Netflixie, sporadyczne granie na konsoli bez wygórowanych wymagań co do 120 Hz w pełnym 4K oraz codzienne korzystanie z aplikacji streamingowych przez wygodny, znany interfejs Google TV. Nie jest to telewizor dla kogoś, kto szuka najwyższej możliwej jasności do jasnego salonu, perfekcyjnej czerni kinowej czy pełnoprawnego wsparcia Dolby Atmos bez dokupywania zewnętrznego głośnika. Jako pierwsze poważne podejście Haiera do rynku TV w Polsce to S80G wypada solidnie. Rozochocony czekam na więcej, a was od zakupu na szczęście odstraszać zdecydowanie nie muszę.
Lubi oglądać się zarówno za siebie – wspominając przełomowe dokonania w informatyce – jak i przed siebie, będąc nieustannie ciekawym tego, co będzie dalej. Jego zainteresowania to przede wszystkim software: UI/UX, algorytmy, uczenie maszynowe, chmura czy sztuczna inteligencja. Nic dziwnego, że jako specjalizację obrał sobie pilnowanie firmy Microsoft. Uwielbia też sztukę gier i kina, przez co wyrósł na pasjonata sprzętu RTV – a i o technologii wspomnianych gier i filmów ma wiele ciekawego do opowiedzenia. Jego pierwsza obecność w mediach dotyczyła muzyki – współtworzył Overkill.pl. Ciąg dalszy jego rozwoju dotyczył już tylko nowych technologii. Zanim dołączył do zespołu Spider’s Web przez lata współtworzył CHIP.pl i Magazyn CHIP.