Zamiast silnej woli mam dwa telefony. Wstyd przyznać, ale działa

Są decyzje, z których trudno być dumnym, nawet jeśli przynoszą dobre efekty. Zatrzymanie starego smartfona i zamienienie go w "telefon do nicnierobienia" jest właśnie jedną z nich.

Zamiast silnej woli mam dwa telefony. Wstyd przyznać, ale działa

Moje prace nad artykułem opisującym doświadczenie przesiadki ze średniaka na flagowca były swego rodzaju hołdem i pożegnaniem z Samsungiem Galaxy A52s. Telefon towarzyszył mi przez prawie trzy lata, w ciągu których okazał się być niezawodny w każdej sytuacji. Korzystanie z niego było czystą przyjemnością. Po napisaniu artykułu miałam się z nim rozstać - wyczyścić wszystkie dane, a potem sprzedać. Tak się jednak nie stało.

Mój stary telefon nie leży w szufladzie. Zamiast tego mam dwa

Kiedy już "w pełni" przesiadłam się na mojego nowego Galaxy S25, zaczęłam przygotowywać się do sprzedaży A52s. Przejrzałam portale sprzedażowe by ocenić ile mogę za niego otrzymać, zebrałam listę wszystkich poradników, które będą przydatne podczas kopiowania i usuwania danych, i... na tym się skończyło.

Trochę z lenistwa i odkładania na wieczne jutro, a trochę z sentymentu - bo smartfon był prezentem od ukochanej osoby - nie wyczyściłam go, ani nie sprzedałam. Telefon cały czas leżał na stole i co jakiś czas go brałam w dłoń, na minutę lub kilka, pytając siebie "Może to już czas?". Ale w każdej takiej sytuacji znajdowałam wymówkę: "Nie chcę mi się", "Jutro", "On jeszcze tak szybko nie traci na wartości więc mogę to odłożyć", "Chyba wolę zainwestować resztki energii w zrobienie czegoś w domu niż na męczenie się z telefonem".

W końcu pojawiła się najgorsza (a być może najlepsza?) z nich:

"Przecież mogę po prostu mieć dwa telefony"

Zamiast cyklicznego zerkania i bicia się z myślami, w pewnym momencie po prostu stwierdziłam, że skoro nie potrafię się rozstać z A52s to pora zaakceptować go jako drugi smartfon. Trudno mi powiedzieć "jako drugi telefon", bowiem nie ma on karty SIM, a do tego celowo jest stale w trybie "Nie przeszkadzać", by powiadomienia z niektórych aplikacji nie denerwowały mnie podwójnie. Odinstalowałam z niego także część komunikatorów, aplikację bankową, mObywatela i usunęłam kartę debetową. W zamian posiada on kilka aplikacji, których nie mam na swoim głównym Galaxy S25 - głównie sklepów i dwie dodatkowe społecznościówki.

W ten sposób A52s i S25 stały się smartfonami o dwóch osobnych charakterach:

  • S25 - główny smartfon i telefon do komunikacji. To z nim wychodzę z domu, na nim mam wszystkie dokumenty i "ważne" sprawy. Nie jest pozbawiony rozrywki i zjadaczy czasu, ale zdecydowanie to jego drugorzędne zastoswanie
  • A52s - mój dodatkowy smartfon, po który sięgam gdy wykonuję czynności o mniejszym priorytecie, szukam czegoś w internecie, lub po prostu marnuję czas. Mam zablokowane dokonywanie wszelkich "ważniejszych" decyzji, w tym choćby dokonywania zakupów (ale wciąż mogę dodawać produkty do koszyka). Przez brak karty SIM jest bezużyteczny poza domem
Moje dwa smartfony: Galaxy S25 i Galaxy A52s

Początkowo myślałam, że z takim duetem będzie więcej problemów niż korzyści, w końcu mam dwukrotnie więcej smartfonów niż potrzebuje zwykły człowiek, a do tego celowo ograniczyłam ich możliwości. Jednak czas pokazał, że system ten działa lepiej niż się spodziewałam.

Posiadanie dwóch smartfonów sprawiło, że jest mi łatwiej odseparować czas bycia "odpowiedzialnym dorosłym" od leżenia w domu i nic nierobienia. Brak stałego widoku aplikacji bankowej, aplikacji lojalnościowych supermarketów czy powiadomień z komunikatorów sprawia, że łatwiej jest mi mentalnie odciąć się od codziennych obowiązków i potraktować ten telefon wyłącznie jako narzędzie do odpoczynku. Delikatnie zmniejszyła się także ilość zakupów, których dokonuję przez internet, bowiem choć na starym telefonie mogę przeglądać zasoby sklepów dowoli, to aby sfinalizować transakcję muszę wziąć nowy (główny) telefon lub usiąść przy komputerze - jeden dodatkowy krok pomaga odciągnąć moją uwagę od kupowania kolejnych klamotów, których niezbyt potrzebuję.

Inny problem, który trochę nieoczekiwanie rozwiązał duet smartfonów jest moje zachowanie względem smartfona. Jestem osobą, która bardzo dba o swoją elektronikę i stara się by służyła (i wyglądała dobrze) jak najdłużej. To oznacza m.in. stałe dbanie o stan szybki ochronnej, nie pakowanie telefonu do tej samej kieszeni co klucze, upewnianie się że nie leży on zbyt blisko krawędzi stołu, ograniczanie kontaktu z wodą czy stosowanie dobrych praktyk wobec ładowania. W ten sposób nadal traktuję mojego S25, ale A52s nagminnie jest ofiarą zachlapań czy upadków, kładę go w dziwnych miejscach i niezbyt dbam o ładowanie i konsumpcję baterii w sposób, który sprzyja ogniwu. Paradoksalnie właśnie dzięki temu korzystanie z niego jest znacznie przyjemniejsze. Nie zastanawiam się, czy ekran się porysuje, czy bateria nie spadnie poniżej 20 proc. albo czy przypadkiem nie skrócę żywotności urządzenia. Po prostu go używam.

Pomimo tej plejady superlatywów nie uznaję aktywnego używania dwóch smartfonów do celów prywatnych za idealne. Ani nawet dobre.

Nie podchodzę do swojego zachowania bezkrytycznie i uważam, że osiągnęłam szczyt konsumpcjonizmu poprzez poprzez dojście do sytuacji, w której do zarządzania cyfrowym życiem potrzebuję nie nowych nawyków, lecz dodatkowego smartfona. To rozwiązanie działa, ale jednocześnie jest dowodem na to, jak bardzo uzależniłam swój sposób funkcjonowania od technologii. Zamiast nauczyć się lepiej wykorzystywać jedno urządzenie, podzieliłam swoje życie między dwa.

Posiadanie dodatkowego smartfona to także efekt zbieractwa. Co prawda w żadnym wypadku nie chorobliwego, ale jednak znalazłam kolejną wymówkę by zatrzymać przedmiot, którego przez wiele lat nie potrzebowałam i potrzebować nie będę. Nie był to świadomy eksperyment z cyfrowym minimalizmem, tylko kolejna racjonalizacja, dzięki której mogłam odłożyć nieprzyjemny obowiązek na później. Co więcej, zrobiłam to ze świadomością, że wystarczyłoby poświęcić jedno popołudnie, by odzyskać około 250 złotych ze sprzedaży telefonu.

Nie zamierzam nikogo przekonywać, że warto mieć dwa smartfony. Wręcz przeciwnie - mam nadzieję, że większość osób nigdy nie znajdzie się w sytuacji, w której takie rozwiązanie okaże się potrzebne. Mimo to nie żałuję całkowicie decyzji. Duet smartfonów okazał się rozwiązaniem problemów, których wcześniej nawet nie potrafiłam nazwać.

Nie zmienia to jednak faktu, że jest to obejście, a nie rozwiązanie. Znacznie lepszym rozwiązaniem byłoby wypracowanie zdrowszych nawyków korzystania z jednego telefonu niż doprowadzenie do sytuacji, w którym drugi smartfon staje się narzędziem do ich zastąpienia.

Czytaj także:

Malwina Kuśmierek
Redaktor

Jako sześciolatka powiedziała w wywiadzie dla lokalnej telewizji, że chce zostać dziennikarką. Dzisiaj jest absolwentką dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Akademii Humanistyczno-Ekonomicznej w Łodzi. Od dziecka pasjonuje się szeroko pojętymi grami i technologią, a w gimnazjum zapałała miłością do grafiki komputerowej i elektroniki użytkowej. Swoją pasję przekuła w działalność dziennikarską, przybliżając czytelnikom Spider's Web tematykę smartfonów, smartwatchy, oprogramowania i sztucznej inteligencji. Prywatnie miłośniczka psów, gotowania i literatury faktu.