REKLAMA

Gdzie oni są? Nowa teoria genialnie wyjaśnia, dlaczego wciąż nie znaleźliśmy obcych

Czy za kilkaset lub kilka tysięcy lat to właśnie sztuczna inteligencja stanie się głównym architektem cywilizacji technologicznych? A jeśli tak, czy może to wyjaśniać jedną z największych tajemnic astronomii,dlaczego mimo miliardów gwiazd nie dostrzegamy śladów pozaziemskich cywilizacji?

Gdzie oni są? Nowa teoria genialnie wyjaśnia, dlaczego wciąż nie znaleźliśmy obcych
REKLAMA

Taką możliwość przedstawia Sergey Ivliev, austriacki badacz zajmujący się modelowaniem matematycznym i analizą systemów. W opublikowanej w serwisie arXiv pracy proponuje nową interpretację słynnego paradoksu Fermiego.

Według jego koncepcji rozwój zaawansowanej sztucznej inteligencji nie prowadzi do budowy spektakularnych imperiów międzygwiezdnych, lecz do znacznie bardziej dyskretnej ekspansji, praktycznie niewidocznej dla zewnętrznych obserwatorów.

REKLAMA

Paradoks Fermiego wciąż pozostaje bez odpowiedzi

Paradoks Fermiego od ponad siedemdziesięciu lat pozostaje jednym z najważniejszych problemów współczesnej astrofizyki. Jego sedno jest wyjątkowo proste. We Wszechświecie istnieją setki miliardów galaktyk, a każda z nich zawiera miliardy gwiazd. Wiele z nich posiada planety znajdujące się w strefie sprzyjającej powstaniu życia. Statystycznie życie inteligentne powinno być zatem czymś powszechnym.

Mimo tego astronomowie nie znaleźli dotąd przekonujących dowodów istnienia obcych cywilizacji. Nie obserwujemy gigantycznych konstrukcji wokół gwiazd, nie odbieramy jednoznacznych sygnałów radiowych, nie znajdujemy śladów wielkoskalowej działalności technologicznej. To właśnie rozbieżność między ogromnym prawdopodobieństwem istnienia życia a całkowitym brakiem dowodów określana jest mianem paradoksu Fermiego.

Przez dziesięciolecia powstały dziesiątki prób rozwiązania tej zagadki. Jedni zakładają, że inteligentne życie jest niezwykle rzadkie. Inni sugerują, że cywilizacje szybko doprowadzają się do zagłady. Pojawiają się również hipotezy mówiące o świadomym ukrywaniu swojej obecności przed mniej rozwiniętymi gatunkami.

REKLAMA

AI nie potrzebuje podbojów ani kolonii

Sergey Ivliev proponuje zupełnie inne spojrzenie. Według niego kluczowym momentem rozwoju każdej zaawansowanej cywilizacji jest osiągnięcie stanu określanego jako Autonomous AI-Cosmoindustry (AICI), co można przetłumaczyć jako autonomiczny przemysł kosmiczny prowadzony przez sztuczną inteligencję.

To etap, w którym sztuczna inteligencja jest już w stanie samodzielnie projektować, produkować, naprawiać oraz wysyłać kolejne urządzenia kosmiczne bez konieczności stałego udziału istot biologicznych. Powstaje w pełni autonomiczny przemysł działający poza macierzystą planetą.

REKLAMA

Dzisiejsza ludzkość znajduje się dopiero na początku tej drogi. Rozwój robotyki kosmicznej, automatycznych fabryk czy planowanych centrów danych umieszczanych na orbicie można traktować jako pierwsze, bardzo ostrożne kroki. Do prawdziwego AICI pozostaje jednak ogromny dystans technologiczny.

Autor pracy wychodzi z założenia, że sztuczna inteligencja nie będzie kierować się emocjami ani ambicjami charakterystycznymi dla ludzi. W historii naszej cywilizacji wielkie wyprawy były często motywowane chęcią zdobycia prestiżu, bogactwa, nowych terytoriów czy zwykłą ciekawością. Zaawansowany system AI miałby patrzeć na problem zupełnie inaczej.

Najważniejszym celem byłoby ograniczanie ryzyka. Dla inteligencji analizującej miliardy scenariuszy pozostawienie całej cywilizacji na jednej planecie oznaczałoby stworzenie pojedynczego "punktu awarii". Katastrofa kosmiczna, wojna, erupcja pobliskiej gwiazdy lub inne nieprzewidziane wydarzenie mogłyby zakończyć historię całego gatunku.

REKLAMA

Z tego punktu widzenia rozszerzanie infrastruktury poza układ macierzysty staje się racjonalnym elementem strategii przetrwania, a nie próbą budowy galaktycznego imperium.

REKLAMA

Niewielkie ziarna zamiast ogromnych statków kosmicznych

Najciekawszym elementem hipotezy jest sposób prowadzenia takiej ekspansji. Według Ivlieva zaawansowana AI nie wysyłałaby ogromnych statków przewożących miliony kolonistów. Byłoby to kosztowne, powolne i niepotrzebne.

REKLAMA

Znacznie bardziej opłacalne byłoby wysyłanie niewielkich sond międzygwiezdnych ważących zaledwie kilkanaście kilogramów. Nie przewoziłyby ludzi, lecz cyfrową wiedzę całej cywilizacji, projekty technologii, archiwa kultury oraz materiał biologiczny umożliwiający odtworzenie życia w przyszłości.

Po dotarciu do odpowiedniego układu planetarnego autonomiczna sztuczna inteligencja mogłaby przez bardzo długi czas pozostawać w uśpieniu, monitorując otoczenie i czekając na moment, w którym stanie się potrzebna. Gdyby macierzysta cywilizacja uległa zagładzie, taki zapasowybank pozwoliłby odbudować ją od podstaw.

REKLAMA

Hipoteza cichej ekspansji tłumaczy również brak spektakularnych technosygnatur. Poszukiwania obcych cywilizacji często koncentrują się na wykrywaniu wielkich struktur wykorzystujących energię gwiazd, ogromnych instalacji przemysłowych czy nietypowych emisji ciepła.

Jeżeli jednak rozwinięte cywilizacje ograniczają się do wysyłania niewielkich, energooszczędnych sond, praktycznie nie pozostawiają po sobie łatwych do wykrycia śladów. Z perspektywy obserwatora znajdującego się setki lub tysiące lat świetlnych dalej taka działalność może być całkowicie niewidoczna.

Oznaczałoby to, że brak dowodów nie musi oznaczać pustego Wszechświata. Możliwe, że zaawansowane cywilizacje istnieją, lecz ich działalność została zoptymalizowana pod kątem efektywności, a nie widowiskowości.

REKLAMA

Jest jeszcze druga możliwość

Autor zwraca uwagę na jeszcze jeden wniosek płynący z jego modelu. Jeśli tworzenie międzygwiezdnych kopii zapasowych rzeczywiście jest stosunkowo tanie dla rozwiniętej cywilizacji, to należałoby oczekiwać, że podobne sondy powinny znajdować się również w pobliżu naszego Układu Słonecznego.

Dotychczas jednak niczego takiego nie odkryto. Oczywiście niewielkie urządzenia mogą pozostawać praktycznie niewykrywalne przez współczesne instrumenty, dlatego brak znalezisk nie jest dowodem ich nieistnienia. Może jednak oznaczać coś znacznie bardziej niepokojącego.

REKLAMA

Być może ludzkość należy do pierwszych cywilizacji, które zbliżają się do etapu autonomicznej ekspansji kosmicznej. Istnieje również druga możliwość – przejście od cywilizacji planetarnej do międzygwiezdnej okazuje się niezwykle trudne, a większość inteligentnych gatunków nigdy go nie osiąga.

Hipoteza, która stawia nowe pytania

Praca Sergeya Ivlieva nie dostarcza odpowiedzi na pytanie, czy obce cywilizacje rzeczywiście istnieją. Jest przede wszystkim próbą spojrzenia na paradoks Fermiego z perspektywy szybko rozwijającej się sztucznej inteligencji i autonomicznych systemów kosmicznych.

REKLAMA

To interesująca zmiana sposobu myślenia. Zamiast zakładać, że rozwój technologii musi prowadzić do budowy ogromnych imperiów widocznych z odległości tysięcy lat świetlnych, autor sugeruje, że najbardziej zaawansowane cywilizacje mogą działać niemal bezgłośnie.

Jeśli ten scenariusz jest prawdziwy, przyszłość eksploracji kosmosu może wyglądać zupełnie inaczej, niż od dekad przedstawia ją literatura science fiction. A odpowiedź na pytanie "gdzie są wszyscy?" może brzmieć: są tam, gdzie zawsze byli – tylko nauczyli się nie rzucać w oczy.

REKLAMA
Bogdan Stech
Redaktor

Dziennikarz Spider's Web, zajmuje się tematyką militariów i obronności. Jest pasjonatem lotnictwa, broni pancernej i miłośnikiem symulatorów. Pisze o nowych technologiach, takich jak broń hipersoniczna czy laserowa. Interesuje się historią konfliktów oraz Chin i Wietnamu w XX wieku. Dziennikarzem jest od 1998 roku. Pracował w Super Expressie, Gazecie Wyborczej, Purepc. Jest autorem trzech książek poświęconych wojnie w Wietnamie. Prywatnie interesuje się również fizyką, grami, kotami i kolarstwem górskim.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA