REKLAMA

Walczyłem na morzu w Battlefield 6. Brawo, fale to majstersztyk, gra w końcu jest pełna

Po dziewięciu miesiącach od premiery, Battlefield 6 w końcu staje się pełną grą. EA nareszcie realizuje obietnicę wojny totalnej na lądzie, na morzu i w powietrzu, a nowego systemu fal nie powstydziłby się remake Assassin’s Creed Black Flag.

Walczyłem na morzu w Battlefield 6. Brawo, fale to majstersztyk, gra w końcu jest pełna

Dzięki uprzejmości EA miałem okazję zagrać w nową mapę Tsuru Reef na kilka dni przed oficjalną premierą. Morka, rajska arena złożona z serii wysepek to gwiazda czwartego sezonu rozgrywki, wprowadzając do sieciowej strzelaniny bitwy na wodzie. Długo trzeba było na nie czekać, ale w końcu są. Do tego z taktycznym twistem, którego nie było w poprzednich odsłonach Battlefielda.

No zobaczcie na te fale. Tego systemu nie powstydziłby się remake Assassin’s Creed Black Flag.

Twórcy z Battlefield Studios podeszli do sprawy zaskakująco ambitnie. Zamiast wyłącznie powielać standard bitew morskich z poprzednich odsłon, chcieli stworzyć coś nowego. Coś wybitnie własnego. Stąd nowy dla serii system potężnych fal, które pełnią rolę nie tylko kosmetyczną, ale także wpływają na rozgrywkę. Do tego znacznie bardziej, niż wielu z was przypuszcza.

Morze w Battlefield 6 nie jest nowiem idealnie płaską taflą. To przestrzeń pełna wodnych wzniesień i kotlin. Płynąc łodzią pontonową realnie walczymy z co większymi falami. Te potrafią znosić z celu, zmieniać linię trasy, a nawet chować jednostkę przed wzrokiem i ostrzałem. Kiedy bowiem między mną a wrogą łodzią pojawia się wielka fala, nie ma szansy na jej przebicie ołowiem.

Galeria: 4 zdjęcia
Galeria zdjęć
zdjęcie galerii
zdjęcie galerii
zdjęcie galerii
zdjęcie galerii

Co najciekawsze, na nowej mapie Tsuru Reef panuje wakacyjna, bezwietrzna pogoda. Jeśli tutaj fale są tak wysokie, to nie mogę się doczekać, co będzie się działo na Wake Island. Kultowa arena pojawi się bowiem w grze za miesiąc, w towarzystwie znacznie bardziej sztormowej atmosfery. Nawet na Tsuru zdarzyło mi się kilka razy utknąć na mieliźnie, bo fala zniosła mnie na ląd.

Nowa mapa Tsuru Reef jest gigantyczna i pozwala odetchnąć. Nareszcie koniec z maszynką do mielenia mięsa

Mam wrażenie, że projektując Tsuru Reef, twórcy BF6 skopiowali metodologię pracy nad Railway to Golmud. Producenci stworzyli dedykowane strefy dla każdej klasy. Snajperzy mają swoje dwa wzgórza, skąd mogą bawić się w ping ponga przez cały mecz. Miłośnicy pojazdów dostali mosty oraz drogi, po których mogą swobodnie przemieszczać się od wysepki do wysepki. Piechota otrzymała natomiast mocno zabudowany port, hotel oraz wioskę.

Ach, no i jest też jeszcze niebo. Otwarte, szerokie, można naprawdę poszaleć myśliwcem. Dlatego szkoda, że przynajmniej w wersji przedpremierowej latające maszyny nie dostały nowego uzbrojenia. To wciąż jednoosobowe rakiety z wyposażeniem ustalonym na sztywno. Kto wie, może zapowiadana współpraca tematyczna z marką Top Gun to zmieni, chociaż się nie nastawiam. Doceniam za to, że twórcy dodali kilka niskich punktów manewrowych dla asów lotnictwa, jak przesmyki między skałami.

Dziwi tylko kompletny brak czołgów w klasycznym trybie Conquest. Te pojawiają się dopiero w Eskalacji. Przypuszczam, że twórcy zabezpieczają w ten sposób przestrzeń do zaistnienia nowych łodzi bojowych. Czołgi mogłyby je masakrować z lądu, niczym artyleria. Łodzie, uzbrojone w miny, torpedy i działka średniego kalibru, nie nawiązałyby równorzędnej walki z ciężkimi maszynami gąsienicowymi.

Galeria: 4 zdjęcia
Galeria zdjęć
zdjęcie galerii
zdjęcie galerii
zdjęcie galerii
zdjęcie galerii

Po około 3-godzinnej sesji wydaje mi się, że dostaniemy dobrze zbalansowaną, pozwalającą oddychać mapę, w której kluczem do sukcesu staje się skuteczny, zorganizowany transport. Ku mojemu wielkiemu rozczarowaniu nie da się natomiast zniszczyć kluczowego mostu, co miałoby gigantyczne znaczenie taktyczne. Mimo wszystko miłośnicy strategicznych manewrów będą mogli się wykazać. Tsuru Reef ma przestrzenny sens, czego nie można napisać o takich potworkach jak New Sobek City.

Battlefield 6 kontynuuje bardzo dobrą serię aktualizacji. Dajcie szansę nowej mapie, gdy zadebiutuje 21 lipca. Jest po co wracać

Teraz, w 9 miesięcy od premiery, BF6 zaczyna sprawiać wrażenie gry kompletnej. Eastwood, Contaminated, Hagental Base, Railway to Golmud, Cairo Bazaar – po premierze dostajemy same dobre lub bardzo dobre mapy. Tsuru Reef stanowi świetne dopełnienie tej kolekcji, będąc drugą areną XXL na liście. Z kolei kultowe Wake Island, które pojawi się za miesiąc, to wisienka na torcie. Jestem więc ukontentowany.

Kiepskie i przeciętne mapy na premierę były największą bolączką szóstego Battlefielda. Jednak teraz, patrząc na listę dostępnych dla graczy aren, wygląda to już naprawdę dobrze. Do tego twórcy poprawili netcode, a niedługo mamy otrzymać pełnowymiarową wyszukiwarkę oraz klasyczne stałe serwery. Wszystko to zmierza zatem w bardzo, bardzo dobrym kierunku. Nawet kosmetyczne skórki – chociaż dosyć brzydkie – budują w większości odpowiedni, dojrzały militarny klimat.

Wracając jednak do tematu: jako gracz pamiętający czasy BF 1942, mogę z ręką na sercu polecić Tsuru Reef. Nowa arena, połączona z pojazdami nawodnymi, pływaniem i nurkowaniem, zasługuje na sprawdzenie. Na ten moment wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że arena wejdzie do mojego osobistego TOP3, zaraz obok Eastwood oraz Railway to Golmud.

Szymon Radzewicz
Redaktor

Odpowiedzialny za gry wideo oraz akcesoria dla graczy. Pisze o interaktywnych przygodach od ponad dekady. Pracował w serwisach medialnych Agory, współtworzył największy e-zin o grach w Polsce, przyłożył rękę do tłumaczeń kilku gier na polski rynek. O grach wideo wypowiada się m.in. dla Telewizji Polskiej, TVN, Polskiego Radia czy Rzeczpospolitej. Szczególnie zafascynowany nowym układem sił na globalnym rynku gier, z rosnącą pozycją Chin oraz krajów Azji Południowo-Wschodniej. Kocha survival horrory już od czasów pierwszego PlayStation, po godzinach stara się okiełznać Unreal Engine oraz Blendera.