Tracimy cenne miejsca, których internet nie zastąpi. I nic z tym nie możemy zrobić
W przypadku Krakowa jest jeszcze szansa na szczęśliwe zakończenie, ale trend jest jeden - powolna rezygnacja.

"Najstarszy antykwariat w Polsce został zamknięty" - informowała "Gazeta Krakowska", opisując smutne wydarzenie, jakim było "utracenie kolejnej legendy".
Czy to możliwe, że na ul. św. Jana 3 nie ma antykwariatu? Przecież był tu zawsze, bo to najstarsza nieprzerwanie działająca placówka tego typu w Polsce. Przetrwał prawie cały wiek. Przetrwał wojnę i komunizm, przegrał ze współczesnością. Kultowy Antykwariat Kamińskiego przestał funkcjonować. Telefon milczy, drzwi zamknięte. Niektórzy komentują, że to koniec pewnej epoki, że koniec miasta kultury - pisała Barbara Ciryt.
Powód zamknięcia jest prozaiczny - antykwariat nie mógł sprostać finansowym oczekiwaniom właściciela kamienicy. W miejscu, gdzie sprzedawane były stare książki, najprawdopodobniej serwowane będzie jedzenie.
Jeszcze jest szansa na zwrot akcji. Wprawdzie nie w tym samym lokalu, ale bardzo blisko. Miasto zadeklarowało wsparcie dla antykwariatów i "zachowanie antykwarycznego charakteru tej części Krakowa". Dlatego też planuje aukcję celową na lokal przy ul. św. Jana 2.
- W ciągu kilku ostatnich miesięcy prezentowaliśmy Panu Grzegorzowi wolne lokale miejskie w obrębie Plant, jednak nie było wśród nich odpowiedniego dla antykwariatu. W ostatnim czasie zwolnił się lokal ZBK przy ul. św. Jana 2, położony niemal vis a vis dotychczasowej siedziby antykwariatu. Mamy nadzieję, że przygotowana oferta spotka się z zainteresowaniem, w tym także właściciela antykwariatu "Kamiński" - poinformował Marcin Paradyż, dyrektor Zarządu Budynków Komunalnych.
Lokal, o którym mowa, będzie mógł zostać wynajęty wyłącznie w celu prowadzenia antykwariatu, z możliwością ustalenia preferencyjnych warunków czynszowych.
Antykwariaty powoli odchodzą
Niedawno Radio Łódź informowało, że najstarszy łódzki antykwariat może zniknąć. W tym miejscu na Piotrkowskiej działa od lat 70. Właściciele tłumaczą wprost: brakuje klientów.
Cóż, mogę tylko uderzyć się w pierś, bo choć zdarza mi się odwiedzać antykwariaty, to nie zawsze wychodzę z książką. Po prostu nie znajduję nic dla siebie. Często lubię po prostu do nich zaglądać, rzucić okiem na tytuły, zobaczyć stare wydania.
Uważam, że takim miejscom należy się ochrona, powinny wspierać je miasta i samo państwo. Trudno jednak to sobie wyobrazić, skoro dyskusja o emeryturach dla artystów pokazuje, że nastroje są inne. Jak się coś nie opłaca, to znaczy, że nie jest to potrzebne. Bo przecież jakby ludzie chcieli starych książek, to by je sobie kupowali, prawda? Miasto niech będzie dla inicjatyw, które na siebie zarabiają.
Zaszły zmiany nieodwracalne
Tymczasem mam wrażenie, że antykwariatów, rynków i wszelkich miejsc od ludzi dla ludzi potrzebować będziemy jeszcze bardziej. Pokazują to emocje, które wywołują np. teledyski powstające przy udziale sztucznej inteligencji. Albo książki.
Problem w tym, że kiedyś już zdamy sobie z tego sprawę, może być już za późno.
Często mam wrażenie, że zaszły zmiany nieodwracalne. Jestem trochę jak dziadek z Simpsonów, który krzyczy na chmury. Uderzyło mnie jednak, że w ostatnim malutkim sklepie na wsi jest już nie tylko kasa samoobsługowa, ale też program lojalnościowy w aplikacji. I rozumiem stojące za tym procesy, wiem, z czego wynikają, to jednak czegoś jest żal.
Zamiast się smucić, że karty są rozdane, można jeszcze pójść do antykwariatu po starą książkę. Jeszcze.
„Ekstatycznie umiłował morze”, ale mieszka w Łodzi. Lubi pisać o tym, jak technologia wpływa na człowieka, politykę, ekonomię, ekologię, architekturę czy miasta, zastanawiając się przy tym, czy dzięki niej możemy żyć jeśli nie lepiej, to chociaż inaczej. Gra też na Nintendo Switch, a zamiast Xboksa i PlayStation woli Stadię i GeForce Now, bo granie w chmurze to przyszłość.