Potężny cios w Google'a. Sąd: "Nikt nie potrzebuje waszego AI"
Wyrok monachijskiego sądu to dla Google'a niczym uderzenie w szczepionkę. Niemieccy sędziowie stwierdzili, że przeglądy od AI są dodatkiem do wyszukiwarki, a nie jej niezbędnym elementem, a sam Google ponosi odpowiedzialność za głupoty generowane przez boty.

Przeglądy od AI oraz tryb AI w wyszukiwarce Google to zdecydowanie jedne z najprzydatniejszych i najważniejszych funkcji w ekosystemie usług Google'a. A przynajmniej tak przekonuje sam koncern, który od miesięcy promuje generatywną sztuczną inteligencję jako przyszłość wyszukiwania informacji. Niemiecki sąd właśnie podważył jednak jeden z fundamentów tej wizji, uznając, że przeglądy AI nie tylko generują fałszywe informacje, ale także że Google ponosi za to bezpośrednią odpowiedzialność.
Wyrok niemieckiego sądu może przewrócić wyszukiwarki do góry nogami. "Nikt nie potrzebuje sztucznej inteligencji do przeszukiwania internetu"
Regionalny Sąd w Monachium wydał tymczasowy nakaz zakazujący Google'owi rozpowszechniania określonych nieprawdziwych twierdzeń na temat dwóch wydawców treści - właścicieli witryn internetowych z Monachium. Sprawa dotyczyła odpowiedzi generowanych przez przeglądy od AI, które miały błędnie łączyć firmy z oszustwami, pułapkami subskrypcyjnymi oraz innymi wątpliwymi praktykami biznesowymi.
Według relacji serwisu The Decoder, system Google'a prezentował użytkownikom kategoryczne stwierdzenia w rodzaju: "Tak, [firma] jest znana z wątpliwych praktyk biznesowych i często jest postrzegana jako oszustwo". Problem polegał na tym, że informacje te nie znajdowały potwierdzenia w materiałach źródłowych, do których odsyłała wyszukiwarka. Sąd uznał, że algorytm pomylił powodów z innymi podmiotami rzeczywiście oskarżanymi o nieuczciwe działania.
Kluczowym elementem orzeczenia sądu jest rozróżnienie między klasyczną wyszukiwarką a funkcjami opartymi na generatywnej sztucznej inteligencji. Sąd stwierdził, że przeglądy od AI nie są zwykłym zestawieniem linków prowadzących do zewnętrznych stron, dlatego nie podlegają one tej samej jurysdykcji co wyszukiwarki. Bowiem wyszukiwarki są traktowane jako pośrednicy pomiędzy użytkownikiem a wydawcą - jeśli na stronie internetowej znajduje się oszczercze lub fałszywe stwierdzenie, odpowiedzialność spoczywa przede wszystkim na autorze tej strony, a nie na wyszukiwarce, która jedynie pomogła ją odnaleźć.
Jak zapisano w uzasadnieniu cytowanym przez The Decoder, sztuczna inteligencja przepisuje i ocenia wyniki "własnymi słowami i według własnej struktury". W analizowanym przypadku system nie tylko streszczał znalezione materiały, ale również tworzył własne podsumowania, wskazywał rzekome sygnały ostrzegawcze oraz przedstawiał użytkownikom rekomendacje.
Sąd zwrócił uwagę, że AI Overviews generowały twierdzenia, "których nie ma nawet w wynikach wyszukiwania". Z tego powodu zostały one uznane za "własne wypowiedzi pozwanego”, czyli Google'a. W ocenie sądu wcześniejsze orzecznictwo chroniące operatorów wyszukiwarek nie znajduje tutaj zastosowania.
Google przekonywał, że użytkownicy wiedzą o błędach i ograniczeniach AI
Podczas postępowania Google próbował bronić się argumentem często wykorzystywanym przez firmy rozwijające modele językowe. Według stanowiska spółki użytkownicy są świadomi ograniczeń sztucznej inteligencji i nie powinni bezkrytycznie ufać generowanym odpowiedziom. Przedstawiciele firmy argumentowali także, że internauci mogą samodzielnie sprawdzić źródła, do których odsyła przegląd od AI. Google twierdził również, że użytkownicy "ogólnie wiedzą", iż "informacjom generowanym przez AI nie należy ślepo ufać".
Sąd odrzucił tę argumentację. W uzasadnieniu wskazano, że możliwość późniejszego zweryfikowania informacji nie zwalnia automatycznie z odpowiedzialności za opublikowanie nieprawdziwego twierdzenia. Według sądu odpowiedzi AI są zrozumiałe same w sobie i nie zawierają ostrzeżeń sugerujących, że mogą być niewiarygodne.
Sędziowie zauważyli również pewną sprzeczność w stanowisku Google'a. Uznanie przeglądów od AI za narzędzie wymagające każdorazowej weryfikacji znacząco obniżałoby jego użyteczność. W uzasadnieniu zapisano, że wartość funkcji byłaby "istotnie zmniejszona, gdyby przegląd od AI był powszechnie uznawany za niewiarygodny i gdyby każdy wyświetlany link wymagał niezależnej weryfikacji".
"Nikt nie potrzebuje AI do przeszukiwania internetu"
Szczególnie istotny może okazać się jeszcze jeden fragment uzasadnienia. Sąd podkreślił, że funkcje generatywnej sztucznej inteligencji nie są niezbędnym elementem działania wyszukiwarki. Jak zauważył sąd, przegląd od AI stanowi jedynie "dodatkową funkcję - taką, bez której korzystanie z wyszukiwarki nadal jest i było możliwe, a użytkownicy są doskonale zdolni do odnajdywania wyników pośród »zalewu informacji«”.
Właśnie z tego powodu, zdaniem sądu, Google nie może korzystać z części argumentów prawnych, które przez lata chroniły klasyczne wyszukiwarki przed odpowiedzialnością za treści publikowane przez osoby trzecie.
Znaczenie wyroku nie ogranicza się wyłącznie do usług Google'a. Jak zauważył portal Ars Technica, monachijskie orzeczenie może stać się jednym z pierwszych przypadków uznania firmy rozwijającej sztuczną inteligencję za bezpośrednio odpowiedzialną za treść generowanych odpowiedzi. A to z kolei może doprowadzić do sądowych precedensów i zmiany prawa otaczającego tę sferę internetu.
Google nie zgadza się z decyzją niemieckiego sądu. W komentarzu przekazanym mediom, rzecznik firmy zadeklarował zaangażowanie w sprawę oraz w rozwój przeglądów od AI.
"Inwestujemy znaczące środki w jakość AI Overviews, aby zapewnić, że przytłaczająca większość odpowiedzi dostarcza dokładnych informacji, a funkcja została zaprojektowana tak, by odzwierciedlać informacje dostępne w sieci. Uważnie analizujemy tę decyzję, która nie jest jeszcze prawomocna."
Czytaj też:



















