REKLAMA

Świeci bez zasilania i kabli. Nowy przełomowy materiał wystarczy dotknąć

Wystarczy lekki dotyk palca, żeby materiał wysłał sygnał świetlny. Ważniejsze jednak jest to, że nie potrzebuje wykorzystania metali ziem rzadkich, które są potrzebne w elektronice, turbinach, silnikach i obronności.

Materiał bez rzadkich metali. Chiny trzymają Zachód za gardło
REKLAMA

Odkrycie materiału, który robi coś użytecznego bez metali ziem rzadkich, jeszcze kilka lat temu można było opisać jako zwykłą ciekawostkę. Dziś jest to jednak fragment większej wojny o przemysłową niezależność. Bo jeśli jeden kraj kontroluje kluczowy etap produkcji surowców potrzebnych do silników, turbin, elektroniki, dronów i uzbrojenia, to nie jest już tylko handel. To dźwignia nacisku. A w dodatku świeci bez baterii, prądu i kabli.

REKLAMA

Ten materiał świeci bez rzadkich metali. Jest ważniejszy, niż nam się wydaje

Kilka dni temu opisywaliśmy odkrycie materiału, który sam świeci bez baterii prądu i kabli. Zespół z Tohoku University pokazał tlenek cynku, który potrafi zamieniać nacisk, naprężenie lub drgania w światło bez użycia metali ziem rzadkich. Chodzi o mechanoluminescencję, czyli emisję światła wywołaną działaniem siły mechanicznej.

Taki materiał może w przyszłości posłużyć do czujników pracujących bez baterii i przewodów. Można sobie wyobrazić powłoki pokazujące mikropęknięcia w konstrukcjach, elementy monitorujące mosty, budynki albo łopaty turbin wiatrowych, a także rozwiązania medyczne, w których słaby nacisk lub drgania uruchamiają sygnał optyczny.

Najważniejsze w tym przypadku nie jest jednak samo świecenie. Najważniejsze jest to, że udało się osiągnąć użyteczny efekt w tanim, powszechnym tlenku cynku, a nie w materiale opartym na drogich, trudno dostępnych pierwiastkach. Badacze osiągnęli to przez domieszkowanie sodem i kontrolę defektów strukturalnych, czyli miejsc, w których sieć krystaliczna nie jest idealna. W nowoczesnych materiałach defekt nie zawsze jest wadą. Coraz częściej jest narzędziem projektowym.

REKLAMA

Metale ziem rzadkich są wszędzie tam, gdzie dzieje się nowoczesność

Metale ziem rzadkich mają niefortunną nazwę, bo nie zawsze są ekstremalnie rzadkie w skorupie ziemskiej. Problem polega na tym, że ich wydobycie, separacja, oczyszczanie i przetwarzanie są trudne, brudne, kosztowne i skoncentrowane geograficznie. A bez nich trudno zbudować wiele urządzeń, które stały się symbolem nowoczesnej gospodarki.

REKLAMA

Neodym, prazeodym, dysproz czy terb są potrzebne przede wszystkim w wysokowydajnych magnesach trwałych. Te magnesy trafiają do silników elektrycznych, turbin wiatrowych, elektroniki, robotów, dysków twardych, urządzeń medycznych, systemów sterowania, dronów i sprzętu wojskowego. Są one jednym z powodów, dla których urządzenia mogą być mniejsze, mocniejsze i bardziej energooszczędne.

REKLAMA

Właśnie dlatego rozmowa o metalach ziem rzadkich dawno przestała być tematem dla wąskiego grona specjalistów. Chodzi o to, kto będzie robił silniki do elektryków, kto postawi turbiny i kto zyska przewagę w technologiach wojskowych – od radarów po drony. Te same pierwiastki trafiają jednocześnie do smartfonów, elektrowni i sprzętu wojskowego, więc stawka jest dużo większa, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka.

Europa ma problem, którego po prostu nie można już ignorować

Komisja Europejska podaje liczbę, która powinna działać jak zimny prysznic: 100 proc. metali ziem rzadkich używanych w UE do magnesów trwałych jest rafinowanych w Chinach. Nie 60 proc., nie 80 proc., tylko całość. Do tego 98 proc. europejskiego popytu na magnesy z metali ziem rzadkich zaspokajają importy z Chin.

Pisaliśmy już o tym w tekście: USA i Japonia położą łapę na metalach ziem rzadkich. Mamy przekichane. Europa widzi zagrożenie, tworzy listy surowców krytycznych, chce zwiększać wydobycie, przetwarzanie i recykling, ale startuje z bardzo trudnego poziomu. Gdy kluczowy etap łańcucha jest poza twoją kontrolą, nawet najlepsza strategia przemysłowa ma wbudowany bezpiecznik obsługiwany przez kogoś innego.

REKLAMA

To właśnie dlatego Bruksela mówi o strategicznej autonomii, surowcach krytycznych i dywersyfikacji dostaw. Jednak w praktyce to nie jest tylko kwestia podpisania nowych umów. Trzeba zbudować kopalnie, zakłady separacji, rafinerie, fabryki magnesów, recykling, kompetencje chemiczne i przemysł, który będzie w stanie kupować produkt nie tylko wtedy, gdy jest najtańszy, ale również wtedy, gdy jest bezpieczniejszy politycznie.

REKLAMA

Chiny nie muszą zakręcać całego kurka

Największa siła Chin polega na tym, że nie muszą ogłaszać spektakularnego embarga na cały świat. Wystarczą kontrole eksportu, licencje, opóźnienia, dodatkowe formalności czy lista firm objętych restrykcjami. Dostęp do surowców nie jest więc neutralny politycznie.

REKLAMA

Jak podaje Reuters, Pekin dołożył niedawno kolejny element tej gry, obejmując kontrolami eksportowymi m.in. amerykańskie firmy MP Materials i USA Rare Earth, czyli podmioty związane z budowaniem zachodniego łańcucha od kopalni do magnesu. To nie jest przypadkowy wybór. Jeśli uderza się w firmy, które mają zmniejszać zależność od Chin, to sygnał jest jasny. Próba uniezależnienia też może zostać potraktowana jako pole konfliktu.

Tak właśnie działa surowcowy szantaż technologiczny. Nie trzeba wyłączać całego systemu. Wystarczy podnieść niepewność. Fabryka samochodów, producent turbin, firma od dronów albo zakład zbrojeniowy nie potrzebują codziennej katastrofy. Wystarczy, że nie wiedzą, czy dostaną surowiec za 3 miesiące, ile zapłacą i czy dostawa nie utknie w licencji eksportowej.

Dlatego naukowcy szukają zamienników dosłownie wszędzie?

Odkrycie z Tohoku to wskazówka, że przyszłość może należeć do rozwiązań opartych na prostszych, łatwo dostępnych materiałach, które nie uzależniają produkcji od skomplikowanych i kosztownych globalnych łańcuchów dostaw.

REKLAMA

Właśnie dlatego coraz więcej uwagi poświęca się ferrytom jako alternatywie dla części magnesów neodymowych. Równolegle rozwijane są materiały niewymagające metali ziem rzadkich, tańsze półprzewodniki, tlenki o kontrolowanych defektach, technologie recyklingu magnesów czy nowe powłoki. Coraz częściej pracuje się też nad materiałami opartymi na powszechnie dostępnych pierwiastkach oraz nad układami, w których liczy się nie tylko skład chemiczny, lecz także precyzyjnie zaprojektowana struktura na poziomie nanometrów.

Przeczytaj także:

Nie każdy zamiennik będzie oczywiście równie dobry. Magnesy bez metali ziem rzadkich często nie osiągają takich parametrów, jak najlepsze magnesy neodymowe. Prostszy materiał może działać świetnie w czujniku, ale nie zastąpi od razu komponentu w silniku wysokiej mocy. Jednak nie o to chodzi. Czasem wystarczy zastąpić rzadki surowiec w części zastosowań, żeby odciążyć łańcuch dostaw i zmniejszyć podatność na szantaż.

REKLAMA

Zachód zbyt długo zachowywał się tak, jakby globalizacja była czymś w rodzaju sklepu internetowego: klikamy, płacimy, dostajemy. Metale ziem rzadkich dobitnie przypominają, że nowoczesna gospodarka opiera się na konkretnych łańcuchach dostaw, które ktoś kontroluje i może w każdej chwili zakłócić. Ma kopalnie, rafinerie, odpady, politykę, granice i państwa, które potrafią używać surowców jak broni. Właśnie dlatego każde odkrycie omijające rzadkie materiały warto traktować poważnie. Nie jako ciekawostkę o świecącym proszku, ale jako mały element ucieczki z pułapki, w którą sami weszliśmy z pełną świadomością.

*Grafika wprowadzająca wygenerowana przez AI

REKLAMA
Marcin Kusz
Redaktor

O nowych technologiach zaczął pisać jeszcze w 2012 r. na łamach portalu Telix. Później przez pewien czas pisał dla Komputer Świata i PCLabu. Epizod dziennikarski zaliczył także w lokalnej gazecie i w dziale blogowym SpeedTest. Współzałożyciel agencji BlueCopy, zajmującej się copywritingiem i poligrafią. Przez pewien czas właściciel firmy transportowej. Prywatnie fan starych polskich oper mydlanych (oglądanych obowiązkowo z konkubiną), dumny opiekun kotki brytyjskiej i pasjonat-amator druku 3D.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA