REKLAMA

Ile kosztowała mnie klimatyzacja? Kilka godzin, trochę kasy i mam luksus

Już wcześniej przygotowałem się na rekordowe upały w Polsce i jestem szczęśliwym posiadaczem klimatyzatora ściennego. Ten luksus nie kosztował mnie majątku. Opowiem też, jak wyglądał proces instalacji.

Klimatyzacja felieton
REKLAMA

Polacy obecnie skupiają się głównie na jednej kwestii – rekordowych upałach. W minioną niedzielę doszło do pobicia ponad 100-letniego rekordu i zanotowano temperaturę 40,5 stopnia. W wielu miastach w całym kraju wcale nie jest lepiej. 38–39°C to niestety rzeczywistość, z którą muszą mierzyć się Polacy. Mnie to nie dotyczy. Pracuję w klimatyzowanym pomieszczeniu.

REKLAMA

Zainstalowałem klimatyzację i upał mnie nie dotyczy

W ubiegłym roku zdecydowałem się na kupno klimatyzacji. Postawiłem na standardową ścienną jednostkę typu split, czyli rozwiązanie składające się z jednostki wewnętrznej, czyli parownika zamontowanego tuż pod sufitem oraz jednostki zewnętrznej - skraplacza wraz ze sprężarką montowaną na elewacji. Są one połączone za sprawą miedzianych rurek, w których krąży czynnik chłodniczy pozwalający na odprowadzanie ciepła.

Sam wybór nie był prosty. Myślałem poważnie nad przenośnym modelem, którego nie trzeba montować na stałe. Jednak po dłuższym zastanowieniu wybrałem wersję ścienną. Stacjonarny klimatyzator jest znacznie lepszy niż przenośny. Urządzenia mają identyczny cel, lecz ich specyfika działania zupełnie się różni. W klimatyzatorze kluczowym elementem jest sprężarka, która mimo wszystko generuje hałas.

W wersji przenośnej jest to nawet 50–55 dB, co w pomieszczeniu, w którym na co dzień pracuję, byłoby nieakceptowalne. W klimatyzatorach split sprężarka (i głośny wentylator) znajduje się na zewnątrz, a więc ściana izoluje cały hałas, nawet jeśli jednostka zewnętrzna jest blisko okna. Z klimatyzacji korzysta się przecież przy zamkniętych oknach.

Jedyny dźwięk, który do mnie dociera, generuje jednostka wewnętrzna. Nie można jednak nazwać tego hałasem. W trybie cichym słychać tylko lekki szum. Słyszę lekkie dmuchanie, ale dzięki temu mam w pomieszczeniu niską temperaturę na poziomie 23°C, nawet jeśli na zewnątrz jest ponad 35°C.

REKLAMA

Jak wygląda kwestia montażu klimatyzacji?

Oczywiście instalacja nie została przeprowadzona przeze mnie. Do montażu potrzebne są bowiem odpowiednie uprawnienia do pracy z gazem oraz prądem. Zajął się tym profesjonalista z lokalnej firmy z Małopolski, specjalizującej się w instalacji klimatyzacji. Cały proces był bezproblemowy. W pierwszej kolejności monter przyjechał do mojego miejsca zamieszkania na konsultację. Było to w niedzielę po południu - oczywiście wszystko zależy od danej firmy.

Dodam, że mieszkam w domu jednorodzinnym i mój pokój znajduje się na poddaszu z dużym skosem. Pracownik dokonał oględzin i pokazał dostępne opcje: do wyboru miałem klasyczny klimatyzator podsufitowy oraz wersję przypodłogowo-konsolową. Teoretycznie najlepiej byłoby postawić na tę drugą opcję, ponieważ mam mocno ograniczone miejsce na ścianach ze względu na meble.

REKLAMA

Przeglądając katalog dostępnych możliwości, finalnie zdecydowałem się na klasyczny model pod sufitem. Wybór padł na klimatyzator marki Gree, która według osoby zajmującej się montażem miała być najbardziej niezawodna w dłuższej perspektywie. Czy to prawda, tego nie jestem jeszcze w stanie stwierdzić – z rozwiązania korzystam dopiero od ubiegłego roku.

REKLAMA

Montaż został umówiony na kilka dni później (wtorek lub środa, nie pamiętam). Pracownik dotarł na miejsce około godziny 8:00. Instalacja polegała na przewierceniu jednej ściany w celu poprowadzenia rurek oraz zamontowaniu jednostki wewnętrznej nad tarasem oraz zewnętrznej. Trwała to 5 godzin. Później pozostała mi kwestia konfiguracji aplikacji i dodania jej do systemu Google Home, aby móc zarządzać urządzeniem z jednego miejsca.

Ile to kosztuje klimatyzacja?

W moim przypadku klimatyzator split marki Gree wraz z usługą montażu kosztował około 3900 zł. Samo urządzenie kosztowało około 2600 zł, a montaż – 1300 zł, oczywiście z uwzględnieniem podatku. Następnie na e-mail dostałem fakturę i wykonałem przelew.

Klimatyzator, z którego korzystam, jest w stanie obsłużyć pomieszczenia o powierzchni do 25 m² i charakteryzuje się mocą chłodniczą na poziomie 2,5 kW. Przelicznik jest taki, że na każde 10 m² sugeruje się 1 kW mocy chłodniczej. Moje pomieszczenie ma około 25 m², więc taka wartość była w zupełności wystarczająca, nawet pomimo że okna są zorientowane na stronę południową.

Do większych pokoi typu 35 m² zaleca się jednak mocniejsze klimatyzatory o mocy 3,5 kW. To jednak nie tak, że mój klimatyzator o mocy 2,5 kW faktycznie pobiera tyle prądu. To moc chłodnicza, a nie realna konsumpcja energii. W praktyce urządzenie pobiera maksymalnie 0,8 kW. Oznacza to, że przy 10-godzinnym czasie pracy klimatyzacja bierze z gniazdka do 8 kWh.

To przekłada się na około 10 zł rachunku za prąd, jeśli urządzenie działa 10 godzin. W obliczu obecnych upałów 10 godzin pracy to zupełne minimum. Mimo wszystko - warto. Wolę to, zamiast męczyć się z 35-stopniowym gorącem.

REKLAMA

Czytaj też:

REKLAMA
Albert Żurek
Redaktor

Redaktor działu nowe technologie w Spider's Web. Od najmłodszych lat fan elektroniki - komputerów, laptopów i smartfonów, z którą odkąd tylko mógł, spędzał masę czasu. Z czasem swoją pasję zamienił w pracę, początkowo pisząc o technologiach mobilnych, a następnie o (prawie) wszystkim związanym z technologią. Poprzednio pisał na łamach Tabletowo.pl oraz oiot.pl, gdzie poruszał tematykę sprzętu komputerowego, systemów operacyjnych, aplikacji, smart home, sztucznej inteligencji, a także nauki. Oprócz technologii jest wielkim fanem mody, a po godzinach pracy spędza czas ze słuchawkami na uszach, w których przede wszystkim gra rodzimy hip-hop.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA