REKLAMA

Za 20 zł robią ci biznes na pięć gwiazdek. Patologia, nie usługa

Idziesz do restauracji albo korzystasz z usług polecanego fachowca, bo przekonują cię recenzje w sieci - to normalne, lecz znowu okazuje się, że bardzo łatwo w ten sposób wprowadzić w błąd. 

recenzje
REKLAMA

Firmy chcące w ten sposób oszukać potencjalnych klientów nie muszą specjalnie się starać. Znalezienie handlarza opiniami jest bardzo proste, co udowodnił Marek Szymaniak na łamach Spider's Web+ już w 2023 r. Co gorsza, proceder dalej kwitnie, mimo surowych kar. Niektórzy jednak liczą, że prawda nie wyjdzie na jaw.

Sprzedajemy opinie 5 gwiazdek Google Maps, które zwiększą twoją widoczność. Cena od 20 zł za sztukę - brzmi wiadomość, która przyszła na jeden z redakcyjnych numerów. 

REKLAMA

20 zł za jedno pochlebstwo to niedużo, biorąc pod uwagę fakt, że pozytywne recenzje rzeczywiście przyciągają klientów. Pewnie każdy z nas będąc w nowym miejscu dał się przyciągnąć lokalowi, który ma większą średnią niż sąsiedzi. Zawsze można liczyć na to, że to efekt jakości i szczerych werdyktów, ale jak widać są sposoby, żeby pójść na skróty. 

UOKiK zwracał uwagę, że aż 93 proc. robiących zakupy w internecie kieruje się opiniami o produkcie czy usłudze zamieszczonymi w sieci przez innych konsumentów. I chociaż to badania sprzed lat, to nadal mocna średnia może być wystarczającą zachętą, nawet jeśli nauczeni doświadczeniem wiemy, że warto mieć do cudzych opinii dystans. 

Firmy handlujące nierzetelnymi recenzjami mogą trafić na celownik UOKiK

W 2024 r. urząd wydał kolejne decyzje wobec dwóch firm publikujących fałszywe opinie o produktach i usługach. Suma kar wyniosła 85 tys. zł. 

– Recenzje publikowane przez ukaranych przedsiębiorców pozorowały opinie rzeczywistych klientów. Wprowadzały w błąd, ponieważ sztucznie podwyższały renomę sprzedawcy czy jakość produktu lub usługi. Tymczasem, renoma i prestiż przedsiębiorców powinny opierać się na prawdziwych informacjach i kształtować w ramach uczciwej gry rynkowej. Na procederze publikowania fałszywych opinii tracą zarówno konsumenci, jak i uczciwi przedsiębiorcy, którzy w sposób zgodny z prawem zbierają komentarze o swoich produktach – mówił prezes UOKiK Tomasz Chróstny. 

REKLAMA

Urząd przypominał, że za sprawą dyrektywy Omnibus każdy przedsiębiorca, który udostępnia opinie użytkowników na swojej stronie, musi informować, czy weryfikuje ich autentyczność.

Sam Google wyraźnie zaznacza, że "fałszywe i wprowadzające w błąd treści oraz zachowania" są zabronione. 

Google poważnie traktuje fałszywe i wprowadzające w błąd treści. Treści publikowane w Mapach Google powinny przedstawiać autentyczne wrażenia dotyczące miejsc lub firm, a opinie i oceny powinny odzwierciedlać rzeczywiste doświadczenia związane z daną firmą oraz być prawdziwe i bezstronne. Wykrywanie i usuwanie fałszywych lub stronniczych treści oraz przypadków manipulowania ocenami jest częścią naszych działań, które pomagają nam dbać o wiarygodność, rzetelność i przydatność Map - czytamy na stronie Google.  

Tymczasem handel opiniami dotyczy nie tylko restauracji czy usług. Jak opisywaliśmy na naszych łamach, w procederze udział muszą brać nawet lekarze i specjaliści. Ich pracodawcy zwracają uwagę, że psycholodzy czy lekarze, którzy nie posiadają wielu dobrych opinii i ocen, są skazani na porażkę w pozyskiwaniu pacjentów na popularnych platformach. 

- Nikt nie pytał mnie o kompetencje, doświadczenie, podejście do pacjenta – liczyły się tylko opinie na Znanym Lekarzu – mówiła rozmówczyni Spider's Web. 

REKLAMA

Niestety w takich przypadkach dalej sprawdza się rada z okresu raczkującego w Polsce internetu: nigdy nie wiadomo, kto jest po drugiej stronie. I dlatego trzeba do wszystkich opinii podchodzić z dystansem. Nawet, jeśli wszyscy dookoła chwalą.

REKLAMA
Adam Bednarek
Redaktor

„Ekstatycznie umiłował morze”, ale mieszka w Łodzi. Lubi pisać o tym, jak technologia wpływa na człowieka, politykę, ekonomię, ekologię, architekturę czy miasta, zastanawiając się przy tym, czy dzięki niej możemy żyć jeśli nie lepiej, to chociaż inaczej. Gra też na Nintendo Switch, a zamiast Xboksa i PlayStation woli Stadię i GeForce Now, bo granie w chmurze to przyszłość.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA