REKLAMA

Europa chce się pozbyć Microsoftu. Linux jest mniej amerykański

Francja rezygnuje z Windowsa. Przechodzi na Linuksa, by uniezależnić się od amerykańskiej technologii. Wzywa do podobnych działań Europę i Polskę, entuzjazmu nie brakuje.

Europa Francja Microsoft Linux
REKLAMA

Francja robi coś, o czym w Europie mówi się od lat, ale nikt nie miał odwagi zrobić tego na poważnie: zaczyna odchodzić od Microsoftu. Rząd w Paryżu ogłosił, że część komputerów administracji publicznej - na początek tych należących do agencji cyfrowej DINUM - przesiądzie się z Windowsa na Linuksa. Nie jest to eksperyment w stylu „zainstalujmy Ubuntu na pięciu laptopach i zobaczymy”, lecz element większej strategii odzyskiwania kontroli nad infrastrukturą cyfrową państwa.

Minister David Amiel mówi o „odzyskaniu kontroli nad naszym cyfrowym przeznaczeniem”. Brzmi górnolotnie, ale w praktyce chodzi o coś bardzo konkretnego: o to, by kluczowe systemy państwa nie były zależne od kaprysów politycznych i gospodarczych Stanów Zjednoczonych. A te - delikatnie mówiąc - stały się w ostatnich latach nieprzewidywalne.

REKLAMA

Czytaj też:

Dlaczego akurat teraz? Polityka, sankcje i realne ryzyko

Decyzja Francji jest bezpośrednią reakcją na rosnącą niestabilność relacji transatlantyckich oraz agresywne wykorzystywanie sankcji przez administrację Donalda Trumpa. W ostatnich miesiącach sankcje objęły m.in. sędziów Międzynarodowego Trybunału Karnego - co skutkowało natychmiastowym odcięciem ich od usług amerykańskich firm. Zamrożone konta bankowe, brak dostępu do usług chmurowych, blokada korzystania z jakichkolwiek narzędzi pochodzących ze Stanów Zjednoczonych.

Wówczas w Europie zapaliły się wszystkie możliwe czerwone lampki. Jeśli dziś można odciąć od usług amerykańskich sędziów to jutro można odciąć europejskich urzędników, lekarzy, a nawet całe instytucje publiczne.

Linux zamiast Windowsa. Ale jaki Linux?

Francja nie podała jeszcze, którą dystrybucję wybierze. To akurat nie dziwi - decyzja będzie miała konsekwencje na lata. W grę wchodzą trzy scenariusze:

  1. Dystrybucja gotowa, wspierana komercyjnie. Red Hat Enterprise Linux, SUSE lub Ubuntu Pro - rozwiązania stabilne, z długim wsparciem i przewidywalnym cyklem życia. Minusem jest to, że to nadal firmy spoza Francji.
  2. Dystrybucja europejska. Tu pojawia się np. Debian, który od lat jest fundamentem wielu rządowych wdrożeń w UE. Stabilny, przewidywalny, w pełni open source.
  3. Dystrybucja narodowa. Francja ma doświadczenie w tworzeniu własnych rozwiązań - choćby w telekomunikacji czy kryptografii. Własna dystrybucja to pełna kontrola, ale też ogromne koszty i ryzyko.

Przesiadka na Linuksa to element większej układanki. W ostatnich miesiącach rząd w Paryżu zrezygnował z Microsoft Teams na rzecz francuskiego Visio opartego na Jitsi, zapowiedział migrację platformy danych zdrowotnych na „zaufaną” infrastrukturę lokalną i wspiera rozwój europejskich usług chmurowych zgodnych z zasadami suwerenności cyfrowej. To konsekwentna strategia, która ma doprowadzić do sytuacji, w której kluczowe dane Francuzów nie będą przechowywane w centrach danych kontrolowanych przez firmy z Stanów Zjednoczonych.

Francuska migracja a sprawa polska

W styczniu Parlament Europejski przyjął raport nakazujący Komisji Europejskiej wskazanie obszarów, w których UE powinna zmniejszyć zależność od zagranicznych dostawców technologii. To pierwszy raz, kiedy temat suwerenności cyfrowej trafił na tak wysoki poziom legislacyjny.

W praktyce oznacza to, że Francja nie jest samotnym wilkiem. Jest raczej pierwszym krajem, który odważył się zrobić to, o czym inni dopiero dyskutują. Czy to się uda? Historia zna różne przypadki.

Migracje rządowe na Linuksa mają długą i burzliwą historię. Najbardziej znany przykład to Monachium, które po latach walki z kompatybilnością i presją polityczną wróciło do Windowsa. Ale są też przykłady udane - brazylijska administracja, francuska żandarmeria czy hiszpańskie regiony, które od lat działają na Linuksie bez większych dramatów.

Microsoft odmówił komentarza innym redakcjom, nie starałem się więc o specjalny dla nas. Ale to sygnał, że nawet najwięksi klienci instytucjonalni zaczynają poważnie myśleć o alternatywach. Nie dlatego, że Windows jest zły - ale dlatego, że świat stał się zbyt politycznie nieprzewidywalny, by opierać bezpieczeństwo państwa na oprogramowaniu kontrolowanym przez firmę z kraju, który potrafi używać technologii jako narzędzia nacisku.

REKLAMA

Francja nie walczy z Windowsem. Walczy o to, by jej cyfrowa infrastruktura nie była zakładnikiem polityki innego państwa. Linux jest tu narzędziem, nie celem. Czy to się uda? Zobaczymy. Ale jedno jest pewne: jeśli Europa chce być cyfrowo niezależna to ktoś musiał zrobić pierwszy krok. I wygląda na to, że zrobiła go Francja.

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-04-11T16:30:00+02:00
Aktualizacja: 2026-04-11T16:20:00+02:00
Aktualizacja: 2026-04-11T16:10:00+02:00
Aktualizacja: 2026-04-11T16:00:00+02:00
Aktualizacja: 2026-04-11T09:15:00+02:00
Aktualizacja: 2026-04-11T09:00:00+02:00
Aktualizacja: 2026-04-11T08:00:00+02:00
Aktualizacja: 2026-04-11T07:15:00+02:00
Aktualizacja: 2026-04-10T21:56:43+02:00
Aktualizacja: 2026-04-10T19:33:02+02:00
Aktualizacja: 2026-04-10T18:33:08+02:00
Aktualizacja: 2026-04-10T18:17:24+02:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA