Gry  /  Artykuł

Ledwo, ledwo, ale honor Nintendo uratowany. Zelda i zajawka Breath of the Wild 2 dają nadzieję

the legend of zelda breath of the wild 2 trailer nintendo direct e3 2021

Twórcy konsoli Switch w dosłownie ostatniej chwili wyciągnęli asa z rękawa. Zwiastun gry The Legend of Zelda: Breath of the Wild 2 uratował konferencję Nintendo Direct na E3 2021.

Od dawna wiedzieliśmy, że Japończycy podczas dzisiejszej konferencji nie pokażą konsoli Switch Pro. Firma postanowiła skupić się wyłącznie na grach i przez bite 40 minut oglądaliśmy zajawki. Wszystkie opublikowane dziś zwiastuny zebrał w swoim wpisie Szymon Radzewicz, ale niestety lwia część exclusive’ów Nintendo to odgrzewane kotlety i cyfrowe listy miłosne do czasów słusznie minionych.

Serce zabiło mi szybciej dopiero pod sam koniec konferencji, gdy wspomniano księżniczkę Zeldę. Co prawda na chwilę zrzedła mi mina, gdy po słowach „to już ostatnia zapowiedź na dziś” pojawiła się jedynie informacja o DLC do Hyrule Warriors, a potem Nintendo zaczęło pokazywać gry z Gameboya odpalone na zegarku do postawienia na szafce nocnej (!), ale potem przyszła pora na mięsko.

The Legend of Zelda: Breath of the Wild 2 trafi do sprzedaży w 2022 r.

Nintendo zdaje sobie sprawę, że pomijając remasteryremake’i i spin-offy od premiery poprzedniej części cyklu The Legend of Zelda, którą wydano na premierę Switcha, minęły już aż cztery lata, ale firma poprosiła fanów o jeszcze kapkę cierpliwości. Zapowiadana już wcześniej kontynuacja niezwykle ciepło przyjętego Breath of the Wild pojawi się dopiero w przyszłym roku.

Na osłodę dostaliśmy od Nintendo trailer, który pokazuje, jak zmienił się świat zamieszkiwany przez Zeldę (i Linka). Okazuje się, że tym razem będziemy poruszali się nie tylko po równinach i górach, ale również po podniebnych wyspach (?). Rzuciliśmy też okiem na nową mechanikę, która pozwali naszemu protagoniście m.in. przenikać przez skały.

Oprócz tego podczas Nintendo Direct na E3 2021 nie zobaczyliśmy nic urywającego tyłek.

Oczywiście jestem przekonany, że psychofani niektórych serii mogą być dzisiaj podekscytowani, ale sam poza Breath of the Wild 2 nie znalazłem tutaj dla siebie nic nowego. Jedyną z zaprezentowanych gier, którą planuję kupić na Switcha, jest przygodówka Life is Strange: True Colors, którą równie dobrze mógłbym ogrywać na dowolnej innej platformie.

Zastanawiam się też, czy nie dać szansy nowemu Worms: Rumble. Co prawda porzucenie rozgrywki turowej na rzecz strzelania do robaków w czasie rzeczywistym zakrawa o herezję, a organizowanie przeceny jeszcze przed premierą kiepsko wróży, ale mam sentyment do tej serii i uwielbiam gry Team 17. Również i do tej gry nie potrzeba jednak Switcha, gdyż to multiplatformówka.

Zmartwiła mnie też informacja o wydaniu Marvel’s Guardians of the Galaxy na Switcha, ale chwilę potem mi przeszło.

Gdy w weekend się okazało, iż nowa gra Square Enix na licencji Marvela nie będzie online’ówką, a produkcją dla jednego gracza, liczyłem na typowe next-genowe doświadczenie. Dzisiaj dowiedziałem się zaś, że gra trafi też na Switcha i… nieco się rozczarowałem. Pięcioletnia Tegra od Nvidii jest dla deweloperów kulą u nogi, co mogłoby wpłynąć negatywnie na tytuł w wersji PS5/XSX.

Oczywiście z jednej strony można się cieszyć, że posiadacze Switcha będą mogli bawić się ze Star-Lordem i spółką, ale jako posiadacz konsol nowej generacji marzyłem o filmowej kampanii i wodotryskach. Na szczęście Marvel’s Guardians of the Galaxy będzie dostępne na Switchu w streamingu — podobnie jak Assassin's Creed Odyssey, Control, Hitman 3 i Resident Evil 7 Biohazard.

Oznacza to, że gra Square Enix będzie uruchamiana nie natywnie na przestarzałym już procesorku od Nvidii, tylko w chmurze. Daje to nadzieję na to, że programiści faktycznie staną na wysokości zadania. Oby kod przetwarzany na serwerze nie był dla nich wąskim gardłem i oby Marvel’s Guardians of the Galaxy w wersji pecetowej oraz na konsole stacjonarne zachwyciło oprawą graficzną.