Oprogramowanie  / Recenzja

Próbny egzamin dojrzałości dla przeglądarki. Sprawdzam, czy nowy Edge jest gotowy na debiut

Microsoft niemal codziennie aktualizuje rozwojową wersję swojej przeglądarki internetowej. Jest ona na tyle funkcjonalna, że spróbowałem z niej korzystać również do pracy. Czas podzielić się wrażeniami.

Ktoś mógłby skrytykować ten tekst, twierdząc, że przecież nowy Edge nie wszedł jeszcze do fazy beta. To, w formalnym ujęciu, bardzo wczesna wersja testowa tej aplikacji, krytyka byłaby więc zasadna. Sęk w tym, że nowy Edge jako fundament wykorzystuje Chromium – a więc sprawdzoną i dojrzałą technologię, na którą składają się mechanizmy Blink i V8. Nowy Edge od najważniejszej strony jest więc produktem ukończonym, wymagającym tylko drobnych szlifów.

Mimo tego Microsoft słusznie i ostrożnie udostępnia swoją nową przeglądarkę. W wersji produkcyjnej dostępna jest wyłącznie na Androidzie. W wersji desktopowej wyłącznie w formie kompilacji typu Canary i dla deweloperów, wyłącznie dla Windows 10. Wkrótce ma pojawić się pierwsza wersja beta przeglądarki, również na systemy Windows 7, Windows 8.x i macOS.

Testowana jest bowiem nadal warstwa aplikacyjna. A więc wszystko to, co nie jest związane z mechanizmami do przetwarzania aplikacji webowych. Interfejs, dodatkowe funkcje czy integracja z różnymi usługami. I nie licząc najważniejszego (o czym za chwilę), wszystko to wydaje się już działać. Nowy Edge na moim komputerze działał bardzo stabilnie i szybko, nie powodując żadnych odczuwalnych problemów. Postanowiłem więc podsumować moje przygody z tą przeglądarką. By dać wam obraz tego, czego możecie się spodziewać. Opis pierwszych wrażeń i podstawowych funkcji znajdziecie w poprzednim tekście.

Microsoft Edge będzie synchronizował WSZYSTKO. Niestety, dopiero będzie.

Edge 75 test

Zacznę od tego wątku, by mieć go za sobą. Jedną z nielicznych rzeczy, która nie została jeszcze zaimplementowana do nowej przeglądarki, to synchronizacja danych. Nowy Edge potrafi synchronizować na razie wyłącznie witryny dodane do Ulubionych, wyłącznie z innym nowym Edge’em (w tym z wersją na Androida). Docelowo jednak Edge ma wykorzystywać mechanizm Konta Microsoft do synchronizacji bądź Azure Active Directory – to ostatnie może być bardzo cenne dla administratorów w firmach.

Synchronizowane będzie wszystko (na nasze życzenie), z zainstalowanymi rozszerzeniami, otwartymi w danej sesji kartami czy hasłami włącznie. Nowy Edge będzie też rzecz jasna obsługiwał microsoftową Oś czasu, dzięki czemu na niemal każdym urządzeniu będziemy mogli kontynuować pracę z aplikacji webowych rozpoczętą gdzie indziej i kiedy indziej. Oczywiście, jeżeli korzystać będziemy z przeglądarki lub narzędzi obsługujących ową Oś czasu. Nowy Edge obsługuje też import danych ze wszystkich innych popularnych przeglądarek.

Nowy Edge to otwarta platforma. Również w kwestii rozszerzeń.

Klasyczny Edge wykorzystuje model rozszerzeń niemal identyczny do tego stosowanego w Chrome. Wymagają one jednak drobnych modyfikacji, by mogły działać na przeglądarce Microsoftu. A że ta nie odniosła komercyjnego sukcesu, większość twórców rozszerzeń nawet się nie pofatygowała celem dokonania tych drobnych zmian. W efekcie katalog rozszerzeń do Edge’a jest ubogi, jeśli się go porówna z konkurencją.

Z nowym Edge’em sytuacja wygląda nieco inaczej. Jest to przeglądarka od strony technicznej niemal identyczna względem Chrome’a. To oznacza, że teoretycznie (czemu nie praktycznie? o tym za chwilę) wszystkie rozszerzenia dla Chrome’a, Opery czy Brave’a zadziałają bez żadnych zmian w ich kodzie źródłowym na nowym Edge’u. W rzeczy samej.

W domyślnej konfiguracji Edge akceptuje rozszerzenia wyłącznie z Microsoft Store. Wystarczy jednak zajrzeć do ustawień tych rozszerzeń, by móc wyłączyć to ograniczenie. Dlaczego w ogóle Microsoft domyślnie blokuje instalację dodatków spoza swojego repozytorium? Po pierwsze, bo nie odpowiada za bezpieczeństwo i jakość udostępnianych w innych źródłach rozserzeń. A po drugie, nowy Edge nie jest identyczny względem Chrome’a. Jest chociażby pozbawiony wbudowanych usług Google’a. Jeżeli więc dla przykładu jakieś rozszerzenie zakłada, że przeglądarka sama dokona logowania przez Konto Google, to może ono nie działać w nowym Edge’u.

Edge 75 test

Na razie jednak na takie rozszerzenie nie trafiłem. Nowy Edge wręcz wykrywa, że odwiedziłem Chrome Web Store i podpowiada mi w co kliknąć, by dodać do niego rozszerzenia dla Chrome’a. Na powyższym zrzucie widać nowego Edge’a z zainstalowanym z Chrome Web Store oficjalnym rozszerzeniem do Gmaila. Bez zająknięcia podaje w swojej ikonie (patrz prawy górny róg interfejsu) liczbę nieprzeczytanych maili i przenosi mnie po kliknięciu do skrzynki odbiorczej. Sprawdziłem większość innych rozszerzeń od Google’a. Działają.

Zarządzanie witrynami. Stary Edge robił to lepiej…

Największym rozczarowaniem dla dotychczasowych użytkowników Edge’a będzie interfejs zarządzania ulubionymi i odwiedzanymi witrynami. Klasyczny Edge pod jednym interfejsem w fajny i wygodny sposób grupuje listę ulubionych, historię przeglądania, listę pobranych plików oraz witryny dodane do przeczytania na później:

Edge 75 test

Nowy Edge? No cóż, mam nadzieję, że Microsoft z czasem wdroży swój autorski interfejs do tej wersji. Co jest możliwe, to przecież wczesna wersja przeglądarki. Na razie jednak wygląda to dokładnie tak, jak na Chrome. A więc dość niewygodnie. Na dodatek zniknęła funkcja gromadzenia witryn do przeczytania na później. Trzeba będzie zainteresować się jakimś zewnętrznym rozwiązaniem, takim jak Pocket. Zobaczcie sami:

Edge 75 test

Nowy Edge to również platforma dla PWA. Te już nie muszą być instalowane z Microsoft Store.

PWA to jeden z nowszych trendów w pisaniu aplikacji. Są to de facto aplikacje webowe, ale potrafiące pracować samodzielnie, również w trybie offline i bez interfejsu przeglądarki, a nawet jako agenty w tle, potrafiąc wysyłać powiadomienia. Windows 10 obsługuje natywnie PWA, ale aplikacje tego typu należało instalować z Microsoft Store. Lub korzystać z zewnętrznej przeglądarki typu Chrome czy Firefox.

Edge 75 test

Nowy Edge znosi ograniczenie na Microsoft Store. Jeżeli odwiedzimy aplikację webową typu PWA, przeglądarka sama zaproponuje jej instalację dyskretnym plusikiem na pasku adresu. Choć możliwe jest też instalowanie niemal dowolnej witryny jako aplikację. Na powyższym zrzucie ekranowym widać Twittera zainstalowanego i obsługiwanego przez nowego Edge’a. Jest on też przez system traktowany jak aplikacja, dostępna w Menu Start czy wyszukiwarce:

Edge 75 test

Klasyczny Edge był dobrym czytnikiem PDF-ów. Ten nowy… może dopiero takim będzie.

Edge 75 test

Nie jest jasne czemu domyślną windowsową aplikacją do plików PDF jest przeglądarka internetowa, ale przynajmniej realizuje ona to zadanie całkiem nieźle. Czytnik PDF-ów w nowym Edge’u… cóż. Miejmy nadzieję, że to dopiero mechanizm w budowie. Przeglądarka umożliwia w zasadzie tylko odczyt pliku, przeskakiwanie do konkretnej strony, powiększanie i zapis pliku do innej lokalizacji.

Nowy Edge pozwala podejrzeć jego własną przyszłość.

Edge 75 test

Podobnie jak Chrome, również i nowy Edge zawiera ukryte menu ustawień, w których znajdują się funkcje eksperymentalne. A więc w formie wybitnie nieukończonej, które po włączeniu mogą sprawiać problemy i generować niespodziewane błędy. Tych ustawień jest od groma.

Dzięki nim jednak możemy sprawdzić postępy prac nad wdrażaniem funkcji, które w przyszłości trafią do przeglądarki. Z co ciekawszych „flag”, które nie są związane z przetwarzaniem samych witryn, znalazłem:

  • Ciemny motyw interfejsu. Na razie nowy Edge oferuje wyłącznie ten jasny
  • Wzornictwo Fluent. Na razie nowy Edge jeszcze nie jest w pełni zgodny z wytycznymi samego Microsoftu, jego elementy estetyczne będą podmieniane na te bardziej zgodne z Windows 10
  • Tryb skupienia. Pozwala na usunięcie ze wskazanej otwartej karty interfejsu przeglądarki, by treść zajmowała więcej miejsca
  • Dynamiczne paski przewijania. Które pojawiają się tylko wtedy, gdy używamy gestu przewijania lub najedziemy kursorem na boczną krawędź okna przeglądarki

Nowy Edge, a więc w wersji 75, już teraz z powodzeniem jest przeze mnie wykorzystywany jako główna przeglądarka. Używam jej wymiennie z klasycznym Edge’em – są zadania i chwile, podczas których potrzebuję zaufanego i stabilnego narzędzia i nie chcę myśleć, że wersja testowa na czymś się wykrzaczy.

To jednak wyłącznie moja daleko idąca ostrożność, do której zachęcam i was. Jeżeli jednak należycie do odważnych, w zasadzie nie ma większego powodu, by nie testować nowego Edge’a. Aplikacja już teraz sprawuje się znacznie powyżej oczekiwań, choć… ma kilka braków. Na szczęście innych niż wykazanych w powyższym tekście, przynajmniej na razie, nie stwierdziłem.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst