Bankowość  / Artykuł

Kurs ostatnio raczej spada, ale bankomatów do bitcoina ciągle przybywa

Jeżeli o popularności danej waluty miałaby świadczyć popularność wypłacanych ją maszyn, to bitcoin znowu pokazuje, że jest królem tego finansowego podwórka. Bitomatów jest coraz więcej i przybywa kolejnych każdego dnia. Obecnie na całym świecie można korzystać już z 3500 maszyn, dzięki którym możemy zainwestować w najpopularniejszą kryptowalutę. I naprawdę trudno nakreślić choćby horyzont tej ekspansji.

Po latach kryptowaluty wychodzą z cienia i odważnie pokazują się w pełnym świetle. To już nie jest skomplikowany algorytm, zrozumiały i przystępny dla ludzi z branży. I to tych z najwyższych kadrowych półek. Nie jest także tajemniczą platformą, służącą do kontaktowania się w jeszcze bardziej tajemniczych sprawach równie bardzo tajemniczych ludzi.

Kryptowaluty zbyt łakomym kąskiem dla banków i państw.

Teraz kryptowaluty postrzegane są przede wszystkim jako nowoczesny instrument finansowy, który potrafi bardzo ułatwić wszelkiego rodzaju transakcje. Na tyle, że coraz łaskawszym okiem patrzą na nie też centralne banki poszczególnych państw. Tak jak ostatnio w przypadku Bahamów. Jeszcze wygodniejszy fundament dla pieniądza cyfrowego szykują też na Malcie, gdzie przyjęto przepisy gwarantujące „pewność prawną” dla przedsiębiorstw kryptowalutowych.

Kilka tygodni temu polska giełda Bitbay postanowiła przenieść się na tę śródziemnomorską wyspę. Na świat cyfrowej waluty otwierają się też same banki. Ostatni przykład pochodzi ze Szwajcarii. Tamtejszy Bank Maerki Baumman ogłosił możliwość tworzenia u siebie kont dla przedsiębiorstw kryptowalutowych.

Bitomaty rosną w siłę. I końca nie widać.

Teraz okazuje się, że na całym świecie przybywa bitomatów – bitcoinowych bankomatów. Jeszcze dwa lata temu było ich w sumie ok. 600 sztuk. Dzisiaj ich liczba przekracza już 3500 na całym świecie. Bitomatów jest coraz więcej, a liczba nowych rośnie każdego dnia. Rynek najbardziej dynamicznie rozwija się w Stanach Zjednoczonych, mimo dosyć nieprzychylnego podejścia tamtejszej administracji do cyfrowego pieniądza. Reprezentujący świat kryptowalut przekonują, że gdyby nie niektóre regulacje, to byliby jeszcze skuteczniejsi i przy okazji tańsi.

A i tak, w przypadku liczby instalowanych bitcomatów, Stany Zjednoczone wiodą światowy prym. Tutaj znajduje się ok. 74 proc. działających na całym świecie maszyn do bitcoina. Na drugim miejscu, z bardzo wyraźną stratą jest Europa – 21 proc. Bitomatów będzie przybywać, zwłaszcza za oceanem, gdzie jeden z czołowych producentów planuje instalację 9 maszyn dziennie, by w ten sposób „w pełni towarzyszyć potrzebom właścicieli krypto”.

W Polsce nie mamy na co narzekać.

Rodzimi kryptoinwestorzy wcale nie mają powodu do żalu i załamywania rąk. Polska raczej ma się dobrze, jeżeli chodzi o nowoczesne rozwiązania finansowe. Nie inaczej jest w przypadku kryptowalut. Owszem, strona rządowa z podatkowym bałaganem nie popisała się. Ale kryptowalutowa infrastruktura nadrabia miną. Specjalna mapa wszystkich bitomatów na całym świecie pokazuje pod flagą naszego kraju 23 lokalizacje. Patrząc tylko na ostatnie lata trzeba przyznać, że bitomatów jest coraz więcej także w Polsce.

I faktycznie, bitomaty znajdziemy w największych miastach Polski. Są m.in. w Białymstoku, Bydgoszczy, Katowicach, Krakowie, Łodzi, Poznaniu i Warszawie. Korzystanie z nich jest dziecinne proste. Wsuwamy banknot, następnie wprowadzamy adres naszego portfela albo skanujemy kod QR. Na koniec zostaje tylko potwierdzenie transakcji. Warto zainteresować się wysokością prowizji, jaką pobiera maszyna do wirtualnych pieniędzy. Najczęściej to maksymalnie 5 procent wysokości transakcji. Chociaż jeszcze parę lat temu niektóre bitomaty w Warszawie naliczały nawet 10 proc.

Odwracanie się na siłę plecami nie ma najmniejszego sensu.

Trudno zrozumieć odwracanie się plecami od kryptowalut. Pal licho osoby prywatne. Ich wybór. Mogą podobnie zrobić z tradycyjnymi walutami i żyć tylko promieniami słońca. Gorzej, jak taką awersję zachowują instytucje finansowe, w tym państwowe. Bezzasadne szykanowanie świata kryptowalut tylko pogłębia niesłuszne zarzuty szemranego interesu.

Tymczasem jak daleko człowiek się nie rozejrzy, to cyfrowe rozwiązania są nam jak najbardziej na rękę. Już pewnie nie możemy się doczekać, żeby za pomocą smartfona pokazać dowód osobisty, czy ubezpieczenie OC. Na taką możliwość czekają też uczniowie, którzy niebawem mają dostać dostęp do wirtualnej legitymacji szkolnej. Ze zrozumieniem kiwamy głową słysząc o e-receptach. Ale już o e-pieniądzach za bardzo słuchać nie chcemy.

Może dlatego, że w swoich trudnych początkach najpopularniejsza kryptowaluta – bitcoin - kojarzona była ze światem przestępczym? Bo podstawowym sensem pieniądza cyfrowego było zdjęcie z transakcji instytucyjnego nadzoru. Raz nalepiona łatka wyjątkowo długo się trzyma. Ale tym samym w tym podejściu nie ma ani krzty racjonalizmu, za to spore pokłady emocji. Może jak one przestaną w końcu grać pierwsze skrzypce, zrozumiemy, że świat cyfrowy to po prostu nasza przyszłość. Tak samo jak wirtualny pieniądz.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst