Gry  / Artykuł

W święta tyle osób chciało zagrać w GT Sport, że Sony wzięło to za… atak DDoS i wyłączyło serwery. Poważnie

100 interakcji
dołącz do dyskusji

Po umiarkowanie udanej premierze, Gran Turismo Sport wraca do łask graczy. Głównie za sprawą obudowania symulatora darmowymi dodatkami. Chętnych na przejażdżkę było w święta tak wielu, że serwery PSN zinterpretowały to jako celowy atak DDoS. To się nazywa wiara we własny produkt.

Skąd nagła popularność Gran Turismo Sport? Widzę przynajmniej cztery powody takiego stanu rzeczy. Po pierwsze, mówimy o okresie świątecznym. Zazwyczaj mamy wtedy więcej wolnego czasu, najlepiej poszerzonego dodatkowym urlopem. To doskonały okres na nadrobienie zaległości oraz zabawę przy konsoli. Łączna liczba aktywnych użytkowników jest w oczywisty sposób większa. To naturalna specyfika okresu Bożego Narodzenia.

Po drugie, Gran Turismo Sport doczekało się sporego cenowego cięcia.

Symulator był jedną z dwunastu świątecznych ofert PlayStation Store. Każdy zainteresowany mógł go kupić za połowę oryginalnej wartości. To spory rabat jak na grę tak świeżą i niedawno wydaną. Trudno o lepszy i bardziej czytelny dowód na to, że Gran Turismo Sport sprzedaje się poniżej oczekiwań. Struktura tej produkcji wymaga jednak, aby sieciowa społeczność była żywa oraz liczna. Stąd tak szybkie cenowe cięcie.

Po trzecie, na moment przed świętami do Gran Turismo Sport zawitała bardzo ważna aktualizacja. Darmowe rozszerzenie wprowadziło kampanię dla jednego gracza (GT League), nowe samochody, a także Lewisa Hamiltona w roli mentora uczącego poprawnej wyścigowej jazdy. Wszystko bez żadnych dodatkowych opłat. Nic dziwnego, że wiele osób chciało sprawdzić, jak sprawuje się nowy tryb.

Po czwarte w końcu, Sony zapowiedziało zamknięcie serwerów Gran Turismo 6. Wtyczka zostanie wyciągnięta już w marcu 2018 roku. Zagorzali fani serii być może zdali sobie sprawę, że przeskok na GT Sport jest nieunikniony. Postanowili więc wykonać go wcześniej. Kampania dla jednego gracza oraz promocja cenowa mogły być ku temu świetnym dodatkowym motywatorem.

Ruch na serwerach Gran Turismo Sport stał się na tyle duży, że system Sony wziął to za… atak DDoS.

Kazunori Yamauchi - główny producent wyścigowego symulatora - rozkładał ręce w geście bezsilności. Japończyk nie wiedział, co jest nie tak z ich tytułem w nieszczęsny świąteczny poranek. Wewnętrzne serwery gry działały bez żadnego zarzutu. Jednak z jakiegoś powodu gracze nie byli w stanie zalogować się do usługi. To o tyle uciążliwe, że GT Sport uzależnia wczytanie profilu oraz zapisy stanu gry właśnie od aktywnych serwerów. Bez połączenia z Internetem nasze postępy zostaną unieważnione, a my nie będziemy mogli brać udziału w większości aktywności.

Gracze byli wściekli. Kazunori Yamauchi i ekipa z Polyphony DIgital nie wiedziała, co się dzieje. Sony z kolei „zaczęło badać sprawę“. Okazało się, że to właśnie twórcy PlayStation 4 zablokowali swoim klientom świąteczną zabawę. W dużej mierze zautomatyzowany system bezpieczeństwa PSN zinterpretował ogromne zainteresowanie tytułem jako atak DDoS. W odpowiedzi została uruchomiona procedura zamykania zewnętrznych serwerów Sony, aby uchronić się przed poważniejszymi skutkami ataku. Czyli serwery gry działały, lecz serwery PSN nie dopuszczały do nich użytkowników.

DDoS to mało wysublimowana, łatwa do wykonania forma ataku. Polega na bombardowaniu serwerów zapytaniami, aby te nie były w stanie nadążać z odpowiedziami. Ma to spowodować ich zapchanie, a następnie całkowity paraliż. Tyle tylko, że w przypadku Gran Turismo Sport zapytania wysyłali indywidualni posiadacze PlayStation 4, którzy chcieli dać szansę grze wyścigowej w wyjątkowym świątecznym okresie.

Kompromitująca sytuacja może pokazywać bardzo ciekawe algorytmy Sony.

Gdy nowa, głośna gra ląduje w sklepie PlayStation Store, serwery PSN są na nią maksymalnie otwarte. Deweloperzy do spółki z architektami konsoli często chwalą się, że podjęli nadzwyczajne kroki, aby płynność sieciowego ruchu została zapewniona. Wszystko w celu pomieszczenia tych, którzy nabyli gorący produkt w okresie premierowym. Jednak później, w miarę wykruszania się bazy aktywnych użytkowników, Sony może zawężać okno, oszczędzając zasoby dla innych nowych gier.

Jeżeli w ten sposób działa PSN, oznacza to, że Japończycy nie mieli przesadnie wielkich oczekiwań co do GT Sport. Widełki sieciowe ruchu dla tej gry zostały mocno zawężone. Na tyle, że okres świąteczny, cenowa obniżka oraz bezpłatny dodatek wystarczyły, aby system doszedł do wniosku: nie, to niemożliwe, by zainteresowanie naszym tytułem było tak duże. To musi być atak DDoS.

Oczywiście poruszam się tutaj tylko i wyłącznie w obszarze spekulacji. Nie zmienia to jednak faktu, że wszyscy ci, którzy w Święta Bożego Narodzenia chcieli dać Gran Turismo Sport drugą szansę, zostali skutecznie odstraszeni. Oj, Polyphony Digital zdecydowanie nie ma ostatnio szczęścia…

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst