Operatorzy  / News

T-Mobile startuje wreszcie z siecią LTE! Oto nowe taryfy operatora

Picture of the author
124 interakcji
dołącz do dyskusji

Zgodnie z naszymi wcześniejszymi zapowiedziami, polski oddział T-Mobile zaprezentował jeszcze przed wakacjami swoją nową ofertę. Jej najważniejszym punktem jest udostępnienie użytkownikom sieci łączności LTE. Poznaliśmy szczegóły dotyczące taryf z rodziny Jump i datę ich wejścia do sprzedaży oraz dowiedzieliśmy się, jakie pokrycie na starcie zapewni klientom różowy operator.

Z czterech liczących się na polskim rynku operatorów T-Mobile jako ostatni wprowadza do swojej oferty sieć LTE. Sieci Plus, Play i Orange uruchomiły nadajniki dostarczające sieć 4G już wcześniej, więc różowi startują z bardzo niekomfortowej pozycji.

Konkurencja na rynku LTE

T-Mobile jest w pełni świadome tego, że firma spóźniła się w wyścigu o LTE. Pozostałe sieci zdążyły już wcześniej wprowadzić łączność nowej generacji u siebie i wdrożyły LTE do swojej komunikacji marketingowej. Dziś nie ma już szans na pozycjonowanie marki T-Mobile jako innowatora w tym segmencie. Różowi mają jednak swój pomysł na promocję LTE i chcą się opierać na wartościach, które w T-Mobile, przynajmniej w teorii, widzą konsumenci.

T-Mobile pozycjonuje się jako marka premium i nie ma zamiaru ścigać się z innymi operatorami o to, kto pierwszy uruchomił nadajnik LTE. Nie liczy się w końcu, wedle osób odpowiedzialnych za komunikację T-Mobile z klientami, kto wprowadził 4G do oferty w pierwszej kolejności. W perspektywie najbliższych lat najistotniejsze ma być to, który operator będzie świadczył usługę szybkiego transferu danych o najwyższej jakości.

Czym chce imponować T-Mobile?

Nie ulega wątpliwości, że różowy operator nieco się spóźnił i wśród polskich sieci jest ostatnim operatorem infrastrukturalnym, który wprowadza LTE. T-Mobile ma przy tym, paradoksalnie, naprawdę sporo argumentów, żeby przekonać potencjalnych klientów do podpisania kontraktu właśnie z nimi. Podstawowym sposobem na poprawienie wizerunku marki jest przedstawienie sieci jako firmy zgarniającej nagrody za najlepszą jakość świadczonych usług.

W swojej komunikacji marketingowej T-Mobile tłumaczy, dlaczego decyduje się na LTE dopiero teraz; sieć nie chciała ogłaszać startu LTE po postawieniu pierwszego nadajnika, z którym mogłoby się połączyć maksymalnie kilka osób. W momencie wprowadzenia łączności 4G do oferty, które odbędzie się już w najbliższy czwartek, w zasięgu LTE znajdzie się ponad 45% populacji. Do końca czerwca, czyli na zapowiadane już wcześniej wakacje, różowi obiecują już pokrycie ponad 50% kraju.

Z jednej strony rozumiem firmę, która - mówiąc dosadnie - przespała swoją szansę i pozwoliła konkurencji się wyprzedzić; z drugiej mam na uwadze cały czas to, że za rok, dwa, czy trzy lata już nikt nie będzie pamiętać o tym, "kto był pierwszy". T-Mobile pozycjonuje się na sieć, która wchodzi w LTE na końcu, ale od razu świadczy usługi wysokiej jakości i to właśnie tym chce walczyć z konkurencją.

Kto dziś tak naprawdę pamięta, który operator wprowadził pierwszy 3G?

Jestem przekonany, że liczba osób przywiązująca dzisiaj wagę do tego, który operator pierwszy zaoferował klientom łączność 3G, jest znikoma; tak samo jestem pewien, że za kilka lat mało kto będzie pamiętał, który z operatorów wprowadził LTE jako pierwszy, a wszyscy będziemy korzystać  z tej technologii niemal bezwiednie.

T-Mobile, którego wizerunek dziś ucierpiał - bądź co bądź, wszyscy konkurenci wyprzedzili różowych w kwestii 4G - czeka mnóstwo ciężkiej pracy. Sieć musi udowodnić klientom, że faktycznie było na co czekać oraz czy rozwój infrastruktury LTE będzie postępował tak szybko, jak do tej pory wielokrotnie obiecywano.

Czy klienci chcą wysokiej jakości?

T-Mobile prezentując wczoraj nowe oferty związane z wprowadzeniem łączności LTE kilkukrotnie przypominało o tym, że zależy im nie tylko na suchych liczbach odzwierciedlających zagęszczenie w kraju nadajników, przystosowanych do sieci komórkowej czwartej generacji, ale na samej jakości połączenia. Sieć chce, żeby użytkownicy dostali szybkie i stabilne łącze, które… będzie spełniać ich potrzeby.

Jestem w stanie się zgodzić z tym, że zwykłemu użytkownikowi nie robi różnicy, z której generacji standardu transmisji danych korzysta; nieistotne jest, czy to GPRS, UMTS, czy LTE. Klientom operatora telefonii komórkowej zależy na tym, żeby oglądana za pośrednictwem smartfona transmisja wideo na żywo działała bezproblemowo, a usługa streamingu muzyki nie pożerała cennego transferu danych.

Różowi skupiają się na tym, żeby dodatkowe usługi świadczone przez operatora były faktycznie atrakcyjne dla klientów. Nie sposób w końcu konkurować dzisiaj ceną połączeń głosowych i SMS-ów, skoro wszyscy operatorzy mają podobne abonamenty typu no-limits. Z kolei paczki danych nie budzą emocji i nie sposób ich marketingowo sprzedać. T-Mobile stara się zainteresować klientów czym innym.

Jump, just Jump!

Wraz z komercyjnym udostępnieniem sieci LTE różowy operator wprowadza nową rodzinę taryf o nazwie Jump, które - patrząc na porównawcze tabele - zostawiają konkurencję daleko w tyle. Głównym punktem programu jest tutaj wprowadzenie wyłącznie oferty typu no-limits, gdzie w taryfach zawarte są nielimitowane połączenia do wszystkich sieci komórkowych w kraju i na numery stacjonarne oraz klasyczne wiadomości tekstowe SMS oraz MMS-y. To, co odróżnia kolejne taryfy Jump od siebie, to oczywiście cena, wielkość paczki danych oraz dostępność dodatkowych usług.

Operator oferuje klientom nie tylko dostęp do sieci, ale też możliwość nielimitowanego paczką danych oglądania transmisji z nadchodzącego Mundialu i dostęp do ekskluzywnych materiałów dotyczących nadchodzącego wydarzenia. Oprócz tego wabikiem na klientów ma być udostępnienie w ramach abonamentu nawigacji samochodowej NaviExpert, a w przypadku wyższych taryf, także pakietu danych w roamingu i bezpłatnych minut do wykorzystania za granicą.

Podobnie jak wcześniej Play, T-Mobile wprowadziło do oferty serwis streamingowy WiMP. W ramach opłaty wynoszącej 19,90 na miesiąc abonenci będą mogli uzyskać dostęp do 23 milionów utworów i nie martwić się zapisywaniem wybranych playlist w pamięci offline ze względu na nielimitowany transfer danych dla użytkowników aplikacji klienckiej tego serwisu. Trzeba też przyznać, że partnerstwo z WiMP może być dla wielu osób zaskoczeniem, gdyż na innych rynkach T-Mobile ma umowę ze Spotify; niestety, najwyraźniej, w Polsce oba podmioty nie mogły się porozumieć w sprawie warunków współpracy.

Wszystko rozbija się o ceny

Nie ma co się oszukiwać: klienci, przynajmniej na razie, są bardziej zainteresowani możliwie niską ceną, a dopiero później biorą pod uwagę jakość świadczonej usługi. T-Mobile jest najwyraźniej tego świadome, ponieważ nowe taryfy pozwalające łączyć się z siecią LTE prezentują się naprawdę przyjaźnie. Kwoty miesięcznego zobowiązania w umowie bez telefonu zaczynają się od 39,90 złotych miesięcznie, a smartfony z modemami LTE za złotówkę mają być oferowane już w abonamentach o wysokości 49,99 złotych na miesiąc.

Jak wspomniałem wcześniej, nowe taryfy T-Mobile oferują w każdej wersji bezpłatne połączenia w kraju (na komórki i stacjonarne) oraz nielimitowane wiadomości (SMS i MMS). Zachętą dla klientów do podpisania umowy mają być paczki danych o różnej wielkości (od 250 megabajtów do kilku gigabajtów; każdy “główny” pakiet można podwajać za kwotę wynoszącą 10 złotych) oraz rozmaite usługi dodatkowe. Jednym z takich dodatków ma być możliwość oglądania na urządzeniach mobilnych z kartami T-Mobile mistrzostw świata w piłce nożnej, które odbędą się w Brazylii na cyfrowej edycji kanału TVP Sport za pośrednictwem aplikacji TVP Stream.

Oprócz możliwości oglądania meczy na żywo, T-Mobile oferuje klientom dostęp do aplikacji nawigacyjnej, jaką jest NaviExpert. Sens wprowadzenia takiego narzędzia do oferty operatora bardzo dobrze wyjaśnił prowadzący prezentację: do poruszania się po mieście z punktu A do punktu B nikt nie potrzebuj GPS-u, ale takie narzędzie lub aplikacja są nieocenione, gdy użytkownikowi zależy na wyznaczeniu trasy przez pół miasta, która ominie korki.

Nie tylko klienci indywidualni

Różowy operator z początku skupił się na użytkownikach prywatnych, ale abonenci biznesowi nie zostali pozostawieni sami sobie. Na konferencji zaprezentowano cennik nowych i dość atrakcyjnych taryf dla firm, bardzo zbliżony pod względem budowy do tego przeznaczonego dla klientów indywidualnych. Jego istotnym punktem jest zapewnienie, że klienci wybierający najdroższe taryfy będą mieli priorytet przy nawiązywaniu połączenia internetowego w lokalizacjach, gdzie nadajniki będą mocno obciążone.

Jest też dobra osoba dla osób, które mimo wszystko nie są przekonane do podpisywania długoterminowej umowy. T-Mobile Jump ma swój przedpłacony odpowiednik, w ramach którego użytkownicy mogą uzyskać, podobnie jak w abonamencie, nielimitowane połączenia i wiadomości oraz bonusowe 50 megabajtów transferu danych. Wymaga to oczywiście dbania o stan konta prepaid oraz cyklicznej opłaty wynoszącej 10 złotych za każdy tydzień.

Dla kogo nowe taryfy?

Patrząc na nowe i dość atrakcyjne warunki wielu obecnych klientów T-Mobile, zwłaszcza w perspektywie zbliżającego się Mundialu, może być rozczarowana. Zwykle po takiej prezentacji obecni klienci zmuszeni są czekać jeszcze długie miesiące, zanim będą mogli podpisać umowę na nowych, lepszych warunkach. W przypadku taryf T-Mobile Jump sprawa wygląda nieco inaczej, a sieć pokazuje, że nie zależy jej wyłącznie na tzw. nowych duszyczkach. Co prawda dotychczasowym użytkownikom sieć LTE nie zostanie udostępniona automatycznie, ale mogą oni uzyskać do niej dostęp w naprawdę prosty sposób.

Nowe taryfy T-Mobile Jump dostępne są oczywiście dla nowych klientów, ale dotychczasowi abonenci mogą bez żadnych dodatkowych kosztów zmigrować na nową taryfę... pod dwoma warunkami. Po pierwsze, przed migracją na T-Mobile Jump muszą minąć przynajmniej trzy miesiące od podpisania umowy, a po drugie klient musi - co logiczne - wybrać abonament o takiej samej lub wyższej wysokości opłaty miesięcznej, jak do tej pory. Co ważne, migracja na nową taryfę T-Mobile Jump nie powoduje przedłużenia czasu trwania umowy.

Co z BlueConnect?

Podczas prezentacji nowych ofert abonamentowych dla klientów indywidualnych i biznesowych nie mogło nie paść pytanie o taryfy stricte internetowe. Sieć nie zaprezentowała co prawda żadnych nowych abonamentów, ale zapowiedziała, że klienci BlueConnect dostaną dostęp do sieci LTE o nielimitowanej szybkości automatycznie - z ewentualną koniecznością wymiany karty SIM.

Takie podejście spóźnionego na polskim rynku T-Mobile może budzić wątpliwości, ale najwidoczniej twórcy nowych taryf najpierw chcą się skupić - istotniejszym w skali całego kraju - rynkiem abonentów zainteresowanych kartą SIM dla telefonu. Można rozsądnie założyć, że nowa oferta internetowa pojawi się naprawdę niedługo, a użytkownicy BlueConnecta otrzymają podobne bonusy, jak osoby decydujące się na powierzenie T-Mobile swojego numeru telefonu.

Internet Connect, czyli ułatwienie życia głowom rodziny

Wisienką na torcie nowej oferty T-Mobile jest usługa o nazwie Internet Connect. Dla mnie to jest ewidentny strzał w dziesiątkę, a nawet przed samym startem wczorajszej konferencji, rozmawiając z przedstawicielami firmy, wspominałem o potrzebie oferty pozwalającej na udostępnianiu jednej, dużej paczki danych na wiele urządzeń.

Wspomniany Internet Connect polega na tym, że jeden pakiet danych może być dzielony na wielu różnych użytkowników jednocześnie. Osoba zwana “masterem” może wykupić duży pakiet danych, a następnie udostępniać go na 10 różnych kart SIM pochodzących od T-Mobile. Co istotne, nie jest konieczne podpisanie umowy na wszystkie karty przez jedną i tą samą osobę; ba, transfer danych z konta “master” można udostępnić nawet dla kart prepaid.

Dzięki Internet Connect “głowa rodziny” może wykupić jeden duży abonament z możliwie dużą paczką danych, a następnie rozdzielić go na wiele kart SIM. Można wyposażyć się w karty prepaid umieszczane w urządzeniach mobilnych lub rozdać część swojego pakietu internetowego rodzinie lub znajomym. Każda karta SIM podpięta pod Internet Connect ma przy tym osobny, unikalny numer telefonu, a “masterowi”, na każdą dodatkową umowę na obsługującą LTE oraz nielimitującą minut i SMS-ów taryfę Jump, przysługuje rabat w wysokości dziesięciu złotych.

Czy T-Mobile jest konkurencyjny?

Nie da się ukryć, że T-Mobile na polski rynek łaczności LTE wchodzi spóźniony, ale nie sposób odmówić sieci rozmachu. Po pierwsze, nowe taryfy prezentują się naprawdę nieźle pod względem cenowym, a w dodatku w momencie premiery nowych ofert - wraz z dziewiętnastoma kompatybilnymi telefonami - łączność kolejnej generacji nie będzie dostępna wyłącznie dla kilku wybranych miast, a w zasięgu znajdzie się więcej osób, niż u udostępniającej LTE dłużej konkurencji.

Start nowych taryf T-Mobile Jump przewidziany jest już na za dwa dni i w dniu premiery zasięg LTE ma objąć ponad 45 procent populacji kraju, a już za niecały miesiąc - do końca czerwca - ma on przekroczyć barierę 50-ciu procent mieszkańców. Dla porównania, zasięg UMTS dociera dziś do 94% ludności Polski, co odpowiada pokryciu powierzchni naszego państwa na poziomie 85%.[gallery columns="2" ids="200016,200019,200022,200024"]

Sam sieć LTE od różowego testuję już od kilku dni i jak na razie działa ona bardzo stabilnie, a szybkość transferu danych jest zadowalająca. Nie mogę się jednak doczekać, aż sprawdzę kolejną generację standardu łączności pod obciążeniem, gdy do BTS-ów logować się będzie znacznie więcej ludzi jednocześnie.

Mam nadzieję, że na tym się T-Mobile nie wyłoży, a wszystko zagra jak w zegarku.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst