Social media  / Artykuł

Nie dostali pracy przez Facebooka

Rosnące bezrobocie to problem większości krajów świata. W szczególnie trudniej sytuacji są ludzie młodzi, którzy dopiero co skończyli studia lub nie mają zbyt dużego doświadczenia w danej branży. Ale czy to jedyny problem? Najnowsze badania pokazują, że sporą przeszkodą w znalezieniu zatrudnienia mogą być nasze profile na Facebooku, Google+ lub Twitterze.

Na pewno słyszeliście o wczorajszej sytuacji użytkownika Wykopu o nicku Luxik. W telegraficznym skrócie – napisał o swoich praktykach w firmie Nokaut.pl. Został wezwany na dywanik, gdzie szef uprzedził go, że może sobie o nich pisać, ale żeby uważał, czy nie zdradza poufnych danych. Chłopak po tym pożalił się, że miał rozmowę z przełożonym i teraz musi uważać. Skończyło się tak, jak musiało się skończyć – został wyrzucony z praktyk. Czemu musiało? Ja nie będę tak oszczędny w słowach, jak Ewa we wczorajszym tekście. Moim zdaniem Luxik wykazał się niedojrzałością. Został uprzedzony o ewentualnych konsekwencjach i podszedł do całej sprawy bardzo nonszalancko. Wystarczy tylko poczytać komentarze na Wykopie, aby zobaczyć, że nie jestem odosobniony w swojej opinii.

Nie dość, ze słusznie wyleciałeś, to nadal swojego błędu nie rozumiesz. To nie o to chodzi, ze napisałeś coś złego. Chodzi o to, ze w ogóle coś napisałeś. Stałeś się w ich oczach osoba niewiarygodna, z której strony istnieje zagrożenie, ze będzie opowiadać co się dzieje w firmie w Internecie. Ja osobiście nie wyobrażam sobie, mając firmę, aby mój pracownik pisał o niej cokolwiek. Od Marketingu są marketingowcy – napisał użytkownik o pseudonimie miki4ever.

Okazuje się, że sprawa Lixuka wcale nie jest w żaden sposób wyjątkowa. Social Media to potężne narzędzie, które wielokrotnie może nawet pomóc w znalezieniu pracy, ale może też być ogromną przeszkodą. Dowodzą tego badania, przeprowadzone przez firmę OnDevice Research.

Zostały w nich przebadane osoby w wieku od 16 do 34 lat z 6 krajów - USA, Wielkiej Brytanii, Nigerii, Indii, Brazylii oraz Chin. Badanie miało na celu sprawdzenie indeksu YPCC (Young People’s Consumer Confidence) na rynkach rozwiniętych i wschodzących. Jego wyniki okazały się dość zaskakujące.

Aż 10% młodych ludzi przyznało, że zostali odrzuceni w procesie rekrutacyjnym na dane stanowisko ze względu na profil na którymś z serwisów społecznościowych. Odsetek był nieznacznie wyższy w przypadku osób w wieku 16-24 lat, ale w dużym stopniu dotyczył także osób w wieku 25-34 lat. Jednak nie to było najdziwniejsze. Dużo bardziej zaskoczyło mnie to, że 66% badanych przyznało, że to, w jaki sposób wykorzystują social media może wpłynąć na ich przyszłą karierę. Jednocześnie zaznaczali, że w żaden sposób nie mają zamiaru się powstrzymywać. Uznali, że ważniejsze jest, aby profil był atrakcyjny dla znajomych niż ewentualnego pracodawcy. Tym samym powiedzieli – wiem, że przez mojego Facebooka/Twittera/Google+ mogę nie dostać pracy, ale mam to w… nosie.

social media

Badania oczywiście nie dotyczą Polski, ale jestem przekonany, że liczby byłyby bardzo podobne. Zresztą nie trzeba daleko szukać. Wczoraj pracę stracił Luxik, a w marcu wyleciał pracownik NC+, który polubił nieprzychylny wobec firmy tekst. Jesteśmy sprawdzani przez naszych pracodawców tu i teraz i w przyszłości będzie to pewnie coraz częstsza praktyka.

Przyznam Wam szczerze, że mam mieszane uczucia w tej sprawie. Z jednej strony wydaje mi się, że pracodawcy trochę za bardzo ingerują w naszą prywatność. Czymś innym jest praca, a czymś innym jest życie po powrocie do domu. Jednak gdybym kogoś zatrudniał, to też nie chciałbym, aby pisał o mojej firmie nieprzychylnie. Kodeks pracy określa coś takiego, jak zaufanie do pracownika. Jeśli ten działa na niekorzyść pracodawcy, to trudno w takiej sytuacji mówić o zaufaniu. Poza tym, jak napisał w swoim komentarzu miki4ever, od marketingu są marketingowcy.

Jakie może być rozwiązanie tego problemu? Można zablokować widoczność swojego profilu dla osób, które nie są naszymi znajomymi. Niestety nie jest to w 100% skuteczne rozwiązanie. Wystarczy jeszcze raz przywołać przykład pracownika NC+, który miał takie zabezpieczenia, a i tak stracił pracę. Nie można też zapomnieć o rekrutacji, którą na początku 2012 roku prowadziła Grupa G7 Media. Jedna z kandydatek została wtedy poproszona o link do swojego profilu oraz zmianę ustawień prywatności, aby mogła być sprawdzona.

2013-05-30 14.10.32

Szokujące? Pewnie, że tak. Jednak agencja doradztwa personalnego Work Express przeprowadziła inne badania, z których wynika, że 9% polskich facebookowiczów zgodziłoby się podać swoje dane do portalu społecznościowego (login i hasło). Gdyby od tego zależało przyjęcie do pracy, to odsetek ten urósł aż do 42%.

Innym sposobem może być po prostu ostrożne korzystanie z serwisów społecznościowych. Przecież taki Facebook jest kopalnią informacji na nasz temat. Wchodząc na nasz profil, potencjalny pracodawca może sprawdzić nasze upodobania, opinie na dane tematy czy to ekonomiczne, czy też polityczne, a nawet stan naszej psychiki, jeśli żalimy się złym humorem. „Twarzo-książka” może powiedzieć o nas więcej, niż najbardziej dokładna rozmowa kwalifikacyjna.

A najlepiej pewnie byłoby w ogóle nie mieć kont na Facebooku, Twitterze i Google+. Pamiętajcie jednak, że żadna firma nie ma prawa prosić Was o takie rzeczy. Tak samo, jak nie mogą pytać, czy w niedalekiej przyszłości kobieta planuje zajść w ciążę. Jeśli nie będziemy się na to zgadzać, jeśli będziemy głośno mówić o przykładach takiego zachowania, to może pracodawcy zaniechają tego niecnego procederu.

Źródła: OnDevice Research, Gazeta Praca, Wykop

Grafika: 1

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst