Tech

LG Swift 7 z Windows Phone 7: recenzja Spider's Web (WIDEO, ZDJĘCIA)

LG Swift 7 testuję od dwóch tygodni. W pierwszym tygodniu był moim głównym smartfonem, po tym jak przełożyłem do niego główną kartę SIM z iPhone’a. Zrobiłem to głównie po to, aby sprawdzić, czy nowy mobilny system operacyjny Windows Phone 7 mógłby zastąpić mi mój ulubiony iOS. Odpowiedzi jestem pewien – mógłby, choć w pełni jeszcze nie teraz. Mimo to, nie waham się powiedzieć: Windows Phone 7 to najlepsza rzecz w świecie mobilnym od 2007 r. i debiutu iPhone OS.

Oczywiście WP7 cierpi na wszystkie bolączki systemu 1.0. Pewne rzeczy naprawdę doskwierają: brak choćby cząstkowej wielozadaniowości, opcji kopiuj/wklej czy możliwości udostępniania połączenia internetowego innym urządzeniom. Ale mimo tego, należy z całą stanowczością stwierdzić, że Windows Phone 7 przynosi wielką obietnicę na doskonały mobilny OS. Ta obietnica jest o tyle ważna, że WP7 prezentuje zupełnie inną filozofię niż iOS i ciągnący od niego garściami Google Android. Symbian ^3 nie jest dla Windows Phone 7 żadną konkurencją. System w nowych Nokiach ciągle tkwi w erze przediphone’owej; WP7 definiuje nową erę, którą umownie można nazwać: jest życie poza iPhone’em.

Ale po kolei.

LG Swift 7

Może to głupie co powiem, ale sam hardware w postaci smartfonu LG Swift 7 nie jest tu? najważniejszy. Chociaż należy stwierdzić, że to kawał dobrego sprzętu. Wygląda bardzo schludnie, mimo iż wykonanie jest chyba nieco gorsze od Nokii N8. Nowy LG zbudowany został bowiem zarówno z aluminium, jak i plastiku, który szczególnie w części przyciskowej (powrót, menu, szukaj) trochę razi taniością.

Sama bryła telefonu jest bardzo klasyczna. Nie ma tu żadnych ekstrawagancji. Smartfon jest podobny do wielu innych swoich odpowiedników. Dobrze prezentuje się w czerni, a szczególnie miłe wrażenie robi tył telefonu z aluminiową klapką z dumnie osadzonym 5-megowym aparatem HD. Co więcej? LG Swift 7 ma wyświetlacz LCD WVGA o przekątnej 3,8 cala, który wyświetla obraz w rozdzielczości 800 x 480 pikseli. Wbudowany dysk flash ma pojemność 16 GB. Bateria ma pojemność 1500 mAh.

LG Swift 7 będzie pierwszym w sprzedaży smartfonem z Windows Phone 7. Na polskim rynku dostępny od 29 października 2010 r. w cenie 1899 zł brutto. Co ciekawe, w pierwszym etapie będzie dostępny u dystrybutorów: Vobis, Komsa, Euro AGD RTV oraz sklepie internetowym LG. Współpraca z operatorami planowana jest w drugim etapie. LG trafi do sprzedaży z Windows Phone 7 w wersji anglojęzycznej. Spolszczenie WP7 planowane jest dopiero gdzieś na połowę 2011 r. W ten sposób potencjał LG Swift 7 na sukces rynkowy jest znacznie ograniczony. Zdają sobie z tego sprawę przedstawiciele LG (wkrótce wywiad z nimi na Spider’s Web), którzy traktują Swifta 7 jako? produkt testowy, adresowany do „wczesnych nabywców”. Szkoda, bo w moich oczach to wielce obiecujący smartfon.

Bateria

To, co napiszę o baterii, nie należy brać jako wyznacznik jej prawdziwego zachowania. Mam bowiem przyjemność testować jeden z ostatnich, przedprodukcyjnych prototypów LG Swift 7, a nie finalny produkt. Ponadto nie jest to nowy sprzęt i do końca nie potrafię powiedzieć jak bardzo „zmęczona” była bateria w momencie, w którym przyszło mi używać telefonu. Natomiast powiedzieć to muszę: bateria jest bardzo słaba. Maksymalnie wytrzymuje do 5 – 6 godzin działania. I – w przeciwieństwie do Nokii – nie ważne, czy intensywnie używamy smartfonu, włącznie z jego najbardziej baterio-żernymi elementami, czy telefon jest w pozycji czuwania, zużycie baterii postępuje tak samo szybko.

Podczas testów musiałem więc dwukrotnie w ciągu dnia ładować telefon: ładowałem LG w nocy, po czym ok. 12 musiałem go ponownie podłączyć na 3 godziny do prądu. Wieczorem bateria znowu była na wyczerpaniu. To nie napawa optymizmem, wiem. Jedynym plusem baterii w LG Swift 7 jest to, że dostęp do niej jest niezwykle prosty (w przeciwieństwie do iPhone’a czy Nokii N8) i szybki. Można więc zaopatrzyć się w dwie baterie i momentalnie wymienić, gdy telefon pada.

Windows Phone 7

Pisałem to już we wstępie, ale powtórzę i tu, bo to kluczowa sprawa: Windows Phone 7, mobilny system operacyjny Microsoftu napisany od zera, prezentuje zupełnie inną filozofię niż iOS, Android, czy Symbian. Nie opiera się na mobilnych aplikacjach – choć oczywiście używa je w zaawansowany sposób, ale na centrach informacji w kluczowych dla samego użytkowania smartfonu funkcjach.

Co rzuca się na plan pierwszy, to lekkość systemu. Nie ma tu żadnej skomplikowanej struktury jak w Symbianie ^3, czy częściowo w Androidzie. Są w praktyce dwa ekrany – dwa poziomy, w których zamknięte jest zarządzenie całym systemem. To ekran główny, na którym znajdują się centra informacji (Microsoft nazywa je „hubami”) oraz ekran pomocniczy, na którym znajduje się lista wszystkich zainstalowanych w smartfonie aplikacji.

Taka nieskomplikowana konstrukcja systemu powoduje, że jest on fenomenalnie intuicyjny i jednocześnie zaskakująco kompletny. Nie ma tu folderów, poziomów i poziomików, tryliona opcji do wybierania i konfigurowania. Po pierwszym włączeniu WP7 nadaje się do użycia. Nie trzeba się tego systemu uczyć, tak jak ma to miejsce w Symbianie, a nawet po części w Androidzie. Intuicyjność i prostota porównywalna jest tu tylko i wyłącznie z iOS. Microsoft musiał chyba sobie wziąć słowa Steve’a Jobsa do serca, o którym wiadomo, że odrzuca każde skomplikowane rozwiązanie. Tu jest tak prosto, że prościej chyba być nie może. I żebyśmy mieli jasność – prostota nie oznacza żadnego kompromisu.

System zarządzany jest dotykiem oraz trzema przyciskami, które umiejscowione sa pod ekranem. To „strzałka” – która służy jako „wróć”, logo Windowsa – które służy jak Home w iPhone; za jego pomocą z każdego miejsca menu przechodzimy do ekranu głównego, oraz najciekawszy „szukaj”, który włącza różne wyszukiwarki w zależności od miejsca menu, w którym się znajdujemy: w kontaktach włączy się wyszukiwanie osób, w Marketplace wyszukiwanie aplikacji, gier i plików muzycznych, w poczcie przeszukiwanie poczty, a w internecie przeszukiwanie internetu z wyszukiwarką Bing.

Co osobiście robi na mnie największe wrażenie, to dizajn systemu w połączeniu z typografią. Microsoft zastosował tu kreskę i dizajnerski pomysł po raz pierwszy zastosowany w Zune. Ale dopiero tutaj – w mobilnym systemie operacyjnym – czcionki, ikony, czerń i biel wyglądają naprawdę przepięknie. Windows Phone 7 wygląda nie jak coś technicznego, ale jak.. dzieło sztuki. Począwszy od ekranu startowego, gdzie na dowolnie wybranym zdjęciu pojawiają się informacje o dacie, czy w centrum „People”, który jest połączeniem książki adresowej, historią kontaktów oraz informacji z Facebooka, wszędzie czuć styl i artyzm. Animacje przejścia ekranu w inny ekran, czy sposób notyfikacji o pobieraniu danych robią fenomenalne wrażenie. Podobnie jak różnej wielkości napisy, które sygnalizują hierarchię stopni menu: największą czcionką nazwa kategorii, nieco mniejszą dostępne opcje, najmniejszą (co nie oznacza, że niewygodną) poszczególne elementy do wyboru.

Z resztą spójrzmy na czcionki i animacje:

Ekran główny

To, co wyróżnia system Microsoftu na tle konkurencji to właśnie „huby”, czyli inaczej centra informacji na ekranie głównym. Trudno jednoznaczne określić czym są – to coś na wzór folderu grupującego poszczególne informacje z różnych aplikacji. Windows Phone 7 ma sześć hubów. To: People, Pictures, Music+Video, Marketplace, Office oraz Games. Na ekranie głównym prezentowane są w postaci kafelek, które są w procesie ciągłej animacji. Na przykład w hubie People pokazują nam się avatary naszych znajomych z Facebooka, którzy ostatnio byli aktywni, a w hubie Pictures prezentują się ostatnio zrobione zdjęcia. Dodatkowo, pozostałe kafelki wyciągają powiadomienia: w mailu pojawi się liczba nieprzeczytanych wiadomości, w Marketplace – liczba dostępnych aktualizacji oprogramowania, czy w kalendarzu najnowsze zdarzenie.

Oprócz hubów, do ekranu głównego można podpiąć dowolne aplikacje, kontakty do szybkiego wybierania, czy też strony internetowe, które odwiedzamy najczęściej.

Spójrzmy:

Marketplace

Sklep z aplikacjami na smarttfony z Windows Phone 7 to jedna z największych zalet systemu. Wygląda i działa doskonale, choć wiadomo, że sukces całej platformy nie jest zależny od tego, czy sklep wygląda dobrze, ale od tego, czy znajdą się programiści piszący oprogramowanie na system Microsoftu. Po dwóch tygodniach obserwacji jak dynamicznie rozwija się Marketplace dla WP7 mogę stwierdzić, że obaw nie ma – w najbliższej przyszłości pojawią się w nim wszystkie te aplikacje, które czynią iPhone’a tak atrakcyjnym.

Zresztą już można znaleźć w nim mnóstwo bardzo dobrych aplikacji: oficjalne klienty Facebooka, Twittera, Foursquare, Neflix. Znane z iPhone’a – Shazam, Seemsic, The Weather Channel, czy kilka topowych gier. System sprzedaży aplikacji w Marketplace ma jedną znamienitą przewagę nad AppStore – deweloperzy mogą udostępnić klientom czasowe wypróbowanie aplikacji przed podjęciem decyzji o jej zakupie.

Nawigacja po sklepie jest utrzymana w stylu wszystkich innych hubów WP7. Mamy duże czcionki, pięknie rozmieszczone kategorie a pod spodem zmieniające się z dnia na dzień zdjęcia poszczególnych hitów w ofercie sklepu. Pobieranie i instalowanie aplikacji jest banalnie proste i w zasadzie podobne do iPhone’a. Wystarczy jedno tapnięcie, a aplikacja jest pobierana a następnie instalowana w smartfonie.

Spójrzmy jak to się odbywa:

Internet Explorer

Przeglądarka w Windows Phone 7 zaskoczyła mnie najbardziej. Szczerze wyznam, że nigdy nie sądziłem, że Internet Explorer w wersji mobilnej może wyglądać i działać tak dobrze. Przeglądarka działa bardzo szybko, płynnie, a całość sprawia niezwykle przyjemne wrażenie. Co najważniejsze, strony renderują się poprawnie i w zasadzie podczas surfowania w sieci w ogóle nie odczuwa się dyskomfortu związanego z tym, że to „tylko” przeglądarka mobilna. IE jest lata świetlne lepszy od wszystkich trzech testowanych przeze mnie przeglądarek w Nokii N8 i w moim osobistym odczuciu równie dobry jak mobilna Safari w iPhonie.

Tutaj króciutkie demo działania IE:

Office

Microsoft ma tę przewagę na innymi producentami smartfonów, że rozwija także najważniejszy na świecie pakiet biurowy – Office. W wersji mobilnej na Windows Phone 7, Office zaskakuje świeżością i prostotą obsługi. Możemy przeglądać oraz edytować dokumenty, które następnie możemy zapisywać w aplikacji do późniejszego przejrzenia lub przesłania e-mailem. Do dyspozycji mamy nie tylko Worda, Excela i PowerPointa, ale również platformę notatek OneNote (osobiście nie używam, bo nie ma wersji na Maka).

Sprawdźmy jak prezentuje się Office na Windows Phone 7:

Inne:

Po jednym zdaniu na temat kilku pozostałych kwestii Windows Phone 7.

Xbox Live – hub z grami wygląda na podobne rozwiązanie do Game Center w iPhone’ach. To tu można stworzyć swój avatar Xbox Live, zaprosić lub otrzymać zaproszenie do włączenia się do gry, sprawdzić wyniki i rankingi oraz znaleźć nowe interesujące nas pozycje w Marketplace. Nie jestem graczem i nie eksplorowałem dogłębnie hubu z grami na WP7, ale całość robi wrażenie bardzo schludnego rozwiązania.

Muzyka/Wideo – ten hub zasilany jest przez multimedialne zasoby komputera PC. Niestety nie posiadam takowego w domu, więc nie miałem możliwości sprawdzenia centrum mulitmedialnego WP7. Ponoć jeszcze w tym roku Microsoft ma udostępnić program Zune na Maka, więc wtedy posiadacze komputerów Apple’a będą mogli zasilić smartfony z WP7 swoimi własnymi multimediami.

Komunikacja – obok świetnego hubu People zintegrowanego z Facebookiem, mamy oczywiście do dyspozycji klienta e-mail. Nie ma w WP7 zunifikowanej skrzynki pocztowej jak w iPhonie, ale nie wszyscy posiadają wiele kont lub mają potrzebę włączania ich wszystkich na telefonie. Ja swoje główne konto na Gmailu od Google’a w WP7 podpiąłem i działało ono bez zarzutów po powiadomieniach push. Przy okazji wygląda przepięknie.

Braki

Lista braków w Windows Phone 7 jest dość długa, ale mimo to, ze względu na kompletnie inną filozofię do zarządzania systemem niż w iPhonie czy smartfonach z Androidem, nie wszystkie niedociągnięcia rzeczywiście decydują o mniejszym komforcie używania smartfonu.

Czego najbardziej brakuje to kopiuj/wklej. To podstawowa funkcja, dzięki której przenosimy informacje pomiędzy np. przeglądarką, dokumentem tekstowym a mailem. Tego w WP7 brak. Ma być na początku 2011 r.

Brakuje także wielozadaniowości. To szczególnie widoczne w przypadku używania aplikacji trzecich, np. oficjalnego klienta Twittera. Nie pracuje w tle, więc za każdym razem gdy ją włączamy musi na nowo pobrać dane, aby wyświetlić nam poprzedni stan aktualizacji. To dość denerwujące i spowalniające pracę.

Z Windows Phone 7 nie udostępnimy także połączenia z internetem innemu urządzeniu. To spore ograniczenie, bo z funkcji modemu korzystam w iPhonie bardzo często.

To trzy najważniejsze braki. Czego jeszcze nie ma? Nawigacji skręt po skręcie w aplikacji systemowej, obsługi HTML5 i Flasha przez Internet Explorera i dziesiątek aplikacji, bez których nie mogę na co dzień funkcjonować – Evernote, Simplenote, Dropbox, aplikacje prasowe (WSJ, NYT, Guardian), żeby wymienić tylko te pierwsze z brzegu.

Podsumowanie

Mimo ewidentnych braków Windows Phone 7 przekonuje mnie w całej rozciągłości. Co najbardziej mnie w nim urzeka, to filozofia systemu oparta nie na samych aplikacjach mobilnych, ale na zarządzeniu informacją. W połączeniu z pięknymi animacjami i wyglądem poszczególnych aplikacji całość wygląda po prostu fantastycznie dobrze i bardzo nowocześnie.

Nie jest to jednak system dla osób, które oczekują wszystkiego od razu. Ja jestem typem klienta innowatora, który może poświęcić wiele dla możliwości obcowania z czymś kompletnie nowym i unikatowym. Doskonale rozumiem jednak, że nie wszyscy są tacy. Im rekomenduję poczekać na drugą wersję systemu Windows Phone 7, która? ma przyjść już w 2011 r. Wtedy zapewne będzie on już obsługiwał tak podstawowe oczywistości jak kopiuj/wklej, a i aplikacji z Marketplace przybędzie na tyle, że nie będzie czuć żadnych braków.

Jednego jestem jedna pewien, ten produkt Microsoftu wytrzyma próbę czasu. Stanowi bowiem całkiem realną alternatywę do iOS Apple’a czy Androida Google’a. Nokię z Symbianem ^3 wyprzedza o rok świetlny – czyli dokładnie tyle, ile potrzeba na przygotowanie kompletnie nowego systemu operacyjnego od zera.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst