Sprawa Elizabeth Holmes wchodzi wraca do publicznej debaty. Wszystko przez głośny i bardzo dobrze oceniany film dokumentalny "Zobaczysz wszystko". Brawurowo nakręcone dzieło Nathana Fieldera i Lance'a Oppenheima pokazuje coś więcej niż historię jednostkę, odsłania sposób myślenia Doliny Krzemowej. To nie tylko historia start-upu Theranos – nazwa powstała z połączenia dwóch angielskich słów: therapy (terapia) oraz diagnosis (diagnoza) – ale opowieść o mentalności tych, którzy wierzą, że zmieniają świat.
Polska premiera dopiero 6 listopada, choć odbywają się już pokazy przedpremierowe, a „Zobaczysz wszystko” zostało okrzyknięte wydarzeniem filmowym roku. Nie powinno to dziwić: przez pewien czas film zajmował na Letterboxd pierwsze miejsce w rankingu najlepiej ocenianych produkcji w historii serwisu, wyprzedzając największe arcydzieła kina, takie jak "Dwunastu gniewnych ludzi" z 1957 roku czy białoruski dramat wojenny "Idź i patrz" z 1985 roku.
To naprawdę niezwykły dokument. Ten tekst nie jest jednak recenzją, dlatego daruję sobie filmoznawcze szczegóły. Więcej o filmie piszą koledzy i koleżanki z działu rozrywki i do ich tekstów odsyłam.
Jedną z największych wartości tego projektu jest to, że obok Elizabeth Holmes jego cichym bohaterem staje się reżyser Nathan Fielder. To nie dziennikarz technologiczny, śledczy ani naukowiec, lecz "zwykły" komik. Ma to ogromne znaczenie. Siłą rzeczy film nie jest bowiem ani próbą naukowej recenzji Theranosa, ani też przesłuchaniem. Fielder pozwala bohaterom być sobą i to jest ogromną siłą tego dokumentu.
Fielder zamieszkał z rodziną bizneswoman: jej partnerem Billym, który okazał się niezłym gagatkiem, oraz ich dzieckiem. Nie był jedynie okiem i uchem dokumentującym ostatnie dni przed tym, jak Holmes trafiła do więzienia za oszustwa finansowe. Swoimi pytaniami i postawą zmuszał ją i Billy’ego do próby zrozumienia tego, co właściwie się wydarzyło. Film powstawał ponad trzy lata w całkowitej tajemnicy.
Niezwykła jest scena, w której Nathan tłumaczy Elizabeth – którą często nazywa po prostu Liz – kultowy skecz "Who’s on First?". Gag, który rozśmiesza miliony ludzi na całym świecie, dla wybitnej przedsiębiorczyni okazuje się kompletnie niezrozumiały.
W pewnym momencie sam Nathan nie jest pewny, czy ma do czynienia z wybitną manipulatorką czy osobą… naiwną, głupią, myśląca inaczej? Choć na początku nie może uwierzyć, że Holmes uważa się za osobę prawdomówną, to na sam koniec wypowiada się o niej z czułością.
Można odnieść wrażenie, że Fielder, który jak nikt potrafi rozciągać społeczną niezręczność do granic wytrzymałości, zdaje się konfrontować z osobą, wobec której jego narzędzia okazują się niewystarczające.
Jak przeprowadzić eksperyment z kimś, kto nie uznaje jego podstawowych założeń? Jak ustalić prawdę, jeśli druga strona nie tylko kwestionuje fakty, ale również nie przyjmuje do wiadomości, że istnieje jakakolwiek rozbieżność między jej deklaracjami a rzeczywistością?
Holmes mówi przed kamerą, że nigdy w życiu nie skłamała. To zdanie powinno brzmieć absurdalnie, niemal komicznie. W końcu mamy do czynienia z osobą skazaną za oszustwa, której działalność została szczegółowo opisana przez dziennikarzy i prokuratorów. A jednak w jej ustach nie brzmi ono jak zwykłe zaprzeczenie. Ona, jak sama przyznaje: myśli inaczej. Jak gdyby prawda nie była czymś, co można ustalić na podstawie dowodów, lecz prywatną własnością osoby wystarczająco przekonanej o własnej racji.
Ten Ikar musiał upaść
Gdyby to dziś Holmes wchodziła na rynek ze swoim biznesem być może oszustwo uszłoby jej to na sucho. Filozofia "Fake it till you make it" jest obowiązująca dziś narracją w Dolinie Krzemowej. Przekupstwa, oszustwa, mydlenie oczu, sztuczne pompowanie wyceny i agresywny, choć czasem i prostacki marketing (często na boosterach AI) to norma.
Jej biografia zresztą to typowa biografia (dzisiejszego) start-upowca: pochodzenie z klasy średniej albo wyższej, dobre wyniki w szkole, porzucenie akademii na rzecz biznesu, ciężka praca i ostra impreza. Coś, co Polacy próbują rozkręcać też nad Wisłą, z właściwą sobie paździerzową gracją słonia w składzie porcelany.
Czy implozja w stylu Theranos byłaby dziś równie godna uwagi? Amerykanie uwielbiają historie o Ikarze, a Holmes spadła z niemałej wysokości. Przez pewien czas była najmłodszą na świecie miliarderką, która dorobiła się majątku własnymi siłami. Wzrost Theranosa był możliwy dzięki wierze amerykański sen. Dziś gdy Stany Zjednoczone są kolosem na glinianych nogach, z szaleńcem u steru; gdy hasło od pucybuta do milionera brzmi jak kpina, trudno wierzyć, że zarówno wzrost i upadek Holmes byłby równie spektakularny. Bo takich na pęczki dziś.
Gdyby Holmes osiągnęła szczyt popularności w erze Trumpa i szukała odpowiedniej ochrony politycznej, być może udałoby jej się uniknąć oskarżenia. Liczba federalnych spraw karnych za przestępstwa białych kołnierzyków w 2025 roku osiągnęła najniższy poziom od 39 lat. Pośród wszystkich oszustw drugiej administracji Trumpa, łatwo wyobrazić sobie kolejne oszustwo na miarę Holmes. Po prostu nie zostałoby to uznane za coś niezwykłego.
Rozkwit i upadek Theranosa przypadły na okres wielkiego optymizmu w Dolinie Krzemowej, za prezydentury Baracka Obamy, który obiecywał Ameryce nadzieję i zmianę. W połowie pierwszej dekady XXI wieku łatwiej było uwierzyć, że rewolucja technologiczna nie tylko przynosi Amerykanom bogactwo, lecz także jednoczy ludzkość, uwalnia jej potencjał twórczy i sprzyja rozwojowi demokracji. Nie zdążyliśmy jeszcze uznać za powszechnie oczywiste, że media społecznościowe atomizują społeczeństwo i napędzają niepokój, a technologiczni tytani, którzy wówczas tak chętnie odwoływali się do libertariańskich ideałów, są przede wszystkim biznesmenami. Kryptowaluty dopiero zaczynały przyciągać własną rzeszę szarlatanów i przestępców.
W radzie dyrektorów Theranosa zasiadali ludzie o imponujących nazwiskach i politycznych koneksjach, między innymi Henry Kissinger, George Shultz i James Mattis. W firmę inwestowali zamożni przedsiębiorcy i wpływowe rodziny, m.in. Rodzina Waltonów (założyciele sieci Walmart), Rupert Murdoch (potentat medialny) czy Carlos Slim (meksykański miliarder i jeden z najbogatszych ludzi świata).
Holmes nie sprzedawała im przecież urządzenia, które mogli zabrać do domu i przetestować. Sprzedawała przyszłość, do której dostęp mieli uzyskać dzięki własnemu kapitałowi, kontaktom i pozycji społecznej. W tym sensie Theranos był przedsięwzięciem doskonale dopasowanym do kapitalizmu, który coraz częściej premiuje zdolność opowiadania o przyszłości zamiast umiejętności rozwiązywania rzeczywistych problemów. Tak samą przecież działają dziś potentaci AI: najpierw sprzedają wizję (AI wyleczy raka albo pomoże zwalczyć katastrofę klimatyczną) a dopiero potem produkt, który rzadko spełnia oczekiwania.
Najlepszym produktem jest sam przedsiębiorca. Sam produkt sensu stricto miał nadejść później. Najpierw należało zdobyć finansowanie, zbudować markę, przyciągnąć uwagę mediów i przekonać kolejnych inwestorów, że wszyscy inni już wiedzą coś, czego oni jeszcze nie wiedzą. Im większa była wycena firmy, tym bardziej wiarygodna stawała się jej opowieść. Im bardziej wiarygodna opowieść, tym łatwiej było uzasadnić kolejną wycenę.
Ostrożność jest dla tych, którzy nie rozumieją innowacji. Pytania o wykonalność są wyrazem braku wyobraźni. Krytyka oznacza, że ktoś nie nadąża za postępem.
Make Holmes Great Again
Holmes uważa się wciąż za niewinną.
Członkowie ruchu "Make America Healthy Again" rehabilitują ją i czynią męczennicą. Jessica Reed Kraus, znana influencerka MAHA, wyjaśniła upadek Holmes, mówiąc, że stanowiła „katastrofalne zagrożenie dla miliardowego przemysłu kontrolowanego przez konglomeraty”. Jej przestępstwem nie było to, że była zbyt oszukańcza, ale zbyt wizjonerska.
Film "Zobaczysz wszystko" jednoznacznie nie wskazuje, czy biznesmenka była perfidną oszustką czy ofiarą – swoich przekonań, marzeń, własnych wyobrażeń. Twórczyni Theranosa była – i pewnie nadal jest – postacią typową dla środowiska start-upowego, jakie znam.
Przekonana o własnej misji, o celu, skupioną na sobie i swojej wizji; uważająca, że prawdę i pieniądze trzeba negocjować. Tacy ludzie wierzą, że regulacje są dobre tylko, gdy chronią biznes, ale niekoniecznie, gdy hamują ich działania. Prawo ma znaczenie, gdy mi pomaga, nie jest żadnym uniwersalnym kodeksem.
Świat biznesu zna wiele takich Liz, ale nie każda bywa tak czarująca, a jej historia tak filmowa. Ten Ikar musiał spaść z nieba, bo świat potrzebuje ofiar, marzycieli, głupców; tych, którzy wierzą we własną opowieść bardziej niż w fakty. Czasem z tej bufonady coś wychodzi, częściej zostaje rozczarowanie, dług i nagłówki w brukowcach.
Ta historia jest dzisiaj bardziej aktualna niż w chwili, gdy Theranos upadł. Nie dlatego, że wszyscy staliśmy się oszustami. Dlatego, że coraz trudniej zgodzić się co do tego, co właściwie czyni człowieka oszustem.